BayArena
fot. www.bayer04.de

Mogło być tak: po rozniesieniu CSKA Moskwa i dowiezieniu do końca jednobramkowego prowadzenia w meczu z AS Monaco, Aptekarze szykują się spokojnie do przyjęcia gości z Londynu, by pokazać zawodnikom Tottenhamu, kto rządzi i dzieli w grupie E tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. Traf jednak chciał, że dzięki łącznie trzem momentom dekoncentracji, z której piłkarze Rogera Schmidta pomału zaczynają na europejskich salonach słynąć, jutrzejsze spotkanie może okazać się bojem o być albo nie być Bayeru w tych prestiżowych rozgrywkach. A nawet w europejskich pucharach w ogóle.

„Regularnością Bayeru jest brak regularności”, możemy przeczytać w jednym z ostatnich artykułów o Aptekarzach opublikowanych w internetowym wydaniu „Rheinische Post”. Diagnoza trafna, niemniej akurat w Lidze Mistrzów nierównej formy drużynie z Leverkusen zarzucić nie można – oba dotychczasowe spotkania zakończyły się remisami. I to takimi, które długo odbijały się kibicom czkawką.

Nastroje przed setnym spotkaniem Bayeru w tych rozgrywkach są minorowe. Solidnie przysłużyli się temu sami piłkarze, w sobotnim starciu ze słabiutkim i kompletnie nieprzekonującym Werderem udowadniając po raz kolejny (i zapewne nie ostatni), że nie ma takiego meczu, którego nie zdołaliby przegrać. Przypomnijmy jednak, że na przerwę reprezentacyjną piłkarze znad Renu rozjeżdżali się w wyjątkowo dobrych humorach, po zasłużonym zwycięstwie z Borussią Dortmund. Wystarczył jeden słabszy mecz, by wszystko się posypało. Brakuje wspomnianej już regularności. Ciągłości i pójścia za ciosem. Najbardziej zaś brakuje szczęścia. Tylko czy można wszystko zrzucać na prześladujący piłkarzy die Werkself pech?

Cała nasza nadzieja przed spotkaniem z mocnym Tottenhamem tkwi właśnie w nieprzewidywalności naszego teamu. Bayer lubi grać z mocnymi drużynami, które nie bronią się w dziesiątkę na własnej połowie. Lubi wywrzeć presję na przeciwniku; ale to samo można powiedzieć o jutrzejszym rywalu, który na początku października wygrał u siebie z dotąd niepokonanym w tym sezonie w lidze Manchesterem City Pepa Guardioli – same Koguty, jeśli już o tym mowa, wciąż nie zaznały w Premier League porażki.

Tottenham to na pierwszy rzut oka zespół podobny do Bayeru. Niedoceniany na krajowym podwórku, choć od lat regularnie plasuje się w czołówce tabeli. Traktowany przez neutralnych kibiców z pobłażaniem i pewną sympatią ze względu na wiecznie wiejący w oczy wiatr. Klub, który gdy już zdoła wypracować sobie szansę na coś dużego, zawsze znajdzie sposób, by sprawę koncertowo sknocić.

Kto będzie w gorszych nastrojach jutro – ciężko przewidzieć. Bayer będzie grał przy własnej publiczności, może jeszcze nie z nożem na gardle, niemniej brak zwycięstwa znacznie skomplikuje awans do fazy pucharowej. Motywacji gospodarzom na pewno nie zabraknie, ale i goście, mający na swym koncie trzy punkty, będą chcieli uniknąć goryczy porażki za wszelką cenę. Prowadzony przez Mauricio Pochettino zespół z Londynu osłabiony jest brakiem Harry’ego Kane’a (król strzelców Premier League z poprzedniego sezonu), który doznał kontuzji kostki. Kontuzjowany jest również belgijski defensor, Toby Alderweireld.

Jutrzejszy mecz być może będzie okazją do ponownego występu Heung-Min Sona na BayArenie. Koreański skrzydłowy, który grał w Leverkusen w latach 2013-15 był przed sezonem wskazywany jako jeden z zawodników będących na wylocie z Tottenhamu, ostatecznie jednak został i w tym sezonie imponuje skutecznością. Son strzelił cztery gole w pięciu meczach w Premier League, a w Lidze Mistrzów trafił do tej pory raz, dając swojej drużynie zwycięstwo w spotkaniu z CSKA.

Początek meczu jutro o godzinie 20:45.