BayArena
fot. www.bayer04.de

Czwarta z rzędu wygrana z Herthą Berlina dała Bayerowi pierwsze tegoroczne trzy punkty i odrobinę spokoju przed kolejnym meczem, który już w najbliższy weekend.

Aptekarze dobrze rozpoczęli te spotkanie, zamykając w pierwszych minutach gospodarzy na ich połowie. To jednak rywale stworzyli pierwszą najgroźniejszą sytuację w tym meczu, gdy po rzucie rożnym z bliskiej odległości w słupek trafił Hajime Hosogai.

Bayer przez pierwsze 45 minut grali bez pomysłu, wolno. Karim Bellarabi, gdy tylko dostawał piłkę, miał przy sobie dwóch rywali, niewidoczny był Julian Brandt, starał się Hakan Calhanoglu, który oddał jedyny groźny strzał z dalszej odległości, gdy z trudem piłkę wybronił Thomas Kraft.

Znacznie inny przebieg miała na szczęście druga połowa. Wszystko dzięki akcji Wendella z 49 minuty, gdy najpierw na środku boiska wywalczył piłkę, a potem po indywidualnej akcji świetnie dośrodkował do Stefana Kiesslinga, który szczęśliwie skierował piłkę do siatki, zdobywając swoją czwartą bramkę w sezonie. Dla Wendella zaś była to pierwsza asysta w Bundeslidze.

Jego, Roberto Hilberta i Larsa Bendera znów trzeba osobno pochwalić za świetną współpracę i asekurację. Postawa tej trójki to na razie najmilsze dla nas odkrycie rundy rewanżowej. Drugi mecz bez straty gola to w dużej mierze ich zasługa. Choć trzeba też przyznać, że dziś Hertha nie zrobiła wiele by zagrozić Berndowi Leno. Wielki chaos, nieporadność, niedokładność – to cechowało postawę Berlińczyków na boisku.

Bayer tymczasem po zdobyciu gola był coraz groźniejszy na boisku, na którym było coraz więcej miejsca. Skrzydłowi zaczęli wygrywać więcej pojedynków indywidualnych, było więcej przechwytów i kolejnych okazji bramkowych. Dwukrotnie swoją zdobycz powiększyć mógł Kiessling, który jednak najpierw przegrał pojedynek sam na sam, a po chwili niecelnie główkował. Bliski zdobycia trafienia głową był także Kyriakos Papadopoulos, ale jego strzał minął poprzeczkę.

W końcówce Aspiryny niepotrzebnie dały się zepchnąć do defensywy. Być może ze strony gospodarzy nie nadchodziły zmasowane ataki, ale liczne dośrodkowania mogły skończyć się utratą punktów. Podopieczni Josa Luhukaya zamiast wyrównać, stracili jednak zawodnika po drugiej żółtej kartce dla Sebastiana Langkampa.

Ostatecznie nastroje w drodze powrotnej do Leverkusen będą dobre. Choć ciągle do poprawy jest gra w ofensywie, która jest bierna i bardzo czytelna, o tyle ciągle podkreślamy zmianę (na dobre) organizacji gry defensywnej.

Przed nami Werder, jedna z trzech drużyn, które wiosną zdobyły komplet punktów. Ale nie musimy chyba tłumaczyć, że zwycięstwo jednak jest w Bremie obowiązkowe