BayArena
fot. www.bayer04.de

Piłkarze Bayeru kontynuują starania, aby do reszty obrzydzić futbol swoim kibicom. Tak szczerze: mogliśmy spędzić sobotnie popołudnie na spacerze, oglądając film w kinie, na spotkaniu ze znajomymi. Zamiast tego włączyliśmy mecz Aptekarzy, tylko po to, żeby znów zobaczyć, jak ci frajerzą spotkanie w momencie, gdy rywala mieli na talerzu.

Już pierwsze 10 minut spotkania pokazało, kto jest nie tylko faworytem, ale po prostu lepszą drużyną. W 3. minucie po zagraniu z prawego skrzydła efektownie piętą na bliższy słupek uderzył Marcel Sabitzer. Dobrze ustawiony Bernd Leno zbił piłkę na rzut rożny.

Minuta siódma: Ömer Toprak, będący graczem z pola znajdującym się najbliżej bramki, wdaje się w pojedynek z Timo Wernerem, który wkrótce pędzi z piłką w pole karne Bayeru. Na szczęście kapitan die Werkself zdołał się w porę zrehabilitować udanym wślizgiem.

Dwie minuty później Werner zdołał uderzyć w środek bramki po przepuszczeniu łatwej piłki przez Tina Jedvaja. Na szczęście Leno obronił bez większego trudu.

Szturm Lipska zakończył się w 10. minucie, kiedy po szybkim ataku gospodarzy z ostrego kąta w pilnującego bliższego słupka Bernda Leno trafił znów Sabitzer.

Zawodnicy wicelidera Bundesligi stracili rezon, ale nie oznacza to, że do głosu doszli przyjezdni. Jeśli już przeprowadzali jakieś akcje ofensywne, nie potrafili ich wykończyć groźnym strzałem. Nieliczne uderzenia były blokowane przez obrońców albo szły w trybuny.

Udawało się jednak trzymać rywala z dala od własnej strefy obronnej, aż w 28. minucie po kolejnym wypadzie w okolice pola karnego gości atomowy strzał na bramkę Leno oddał Emil Forsberg. Bramkarz Bayeru stał jak wryty, piłka tymczasem zaledwie o centymetry minęła słupek.

Ostatnie minuty pierwszej połowy przyniosły dwie groźniejsze akcje Aptekarzy. Najpierw po serii zwodów Juliana Brandta, zakończonych niecelnym strzałem jego oraz znajdującego się w pobliżu Juliana Baumgartlingera, piłkę otrzymał w polu karnym Karim Bellarabi. Uderzenie skrzydłowego okazało się jednak niecelne. Świętujący dziś swoje dwudzieste siódme urodziny Bellarabi próbował dać swojej drużynie prowadzenie jeszcze w 44. minucie, ale znów nie był w stanie umieścić piłki między słupkami, tym razem po strzale po ziemi z ostrego kąta.

W drugiej połowie na murawie pojawił się Leon Bailey, który wniósł nieco ożywienia w poczynania ofensywne swojej drużyny. To on dwie minuty po wznowieniu gry dośrodkował w pole karne, gdzie piłkę zgasił Kevin Volland. Do uderzenia z woleja złożył się stojący obok niego Kai Havertz, nie trafił jednak czysto w piłkę i zamiast soczystego strzału prosto do siatki wyszło z tego podanie do bramkarza.

W odpowiedzi gospodarze wyprowadzili kontrę: prostopadłe podanie do Wernera poważnie obciąża naszą pasywną formację defensywną. Na szczęście Werner nie zdołał trafić w bramkę.

Po okresie przestoju z obu stron, w 67. minucie piłkę na lewym skrzydle elegancko opanował Bailey. Jamajczyk zwiódł obrońcę z Lipska i uderzył bardzo mocno, Peter Gulacsi zdołał jednak wypiąstkować futbolówkę na rzut rożny.

Tak jak w poprzednim przypadku, odpowiedzią na groźną akcję Aptekarzy była natychmiastowa jeszcze groźniejsza sytuacja dla miejscowych. Na szczęście, mimo że Werner wyszedł na czystą pozycję do biegu i strzału w sytuacji sam na sam z Leno, dał się dogonić Kevinowi Kamplowi i Roberto Hilbertowi. Gdy już miał składać się do strzału, piłka podbiła się i po uderzeniu ostatecznie pomknęła wysoko ponad poprzeczką.

W końcówce szybkie spotkanie, dotychczas ze wskazaniem na Lipsk, raczej się wyrównało. Aptekarze ujrzeli swoją szansę na zabranie do domu trzech punktów w 88. minucie, kiedy drugą żółtą kartkę otrzymał Willi Orban.

Kto jednak miałby zmarnować tak dogodną okazję do przechylenia szali meczu na swoją stronę, jeśli nie Bayer? Kiedy w trzeciej minucie doliczonego czasu gry do zagranej w polu karnym Aptekarzy przez Forsberga piłki na wślizgu dopadł Yussuf Poulsen, posyłając ją po słupku do siatki, chyba żaden z nas nie był zaskoczony. Rozczarowany ? tak. Ale nie zaskoczony.

Całe szczęście, że potrafimy jeszcze wygrywać z zespołami, które są od nas niżej w tabeli (Darmstadt). Problem w tym, że podopieczni Tayfuna Korkuta robią wszystko, by takich drużyn było coraz mniej.