BayArena
fot. www.bayer04.de

Trzybramkowa strata do przerwy, niesamowity zryw w drugiej połowie, decydujący gol Basa Dosta na sekundy przed końcowym gwizdkiem… Bayer przegrał dziś na własnym terenie z VfL Wolfsburg 4-5 po szalonej wymianie ciosów. Fakt, że gol ustalający wynik padł wtedy, kiedy padł, może sprawić, że niektórzy kibice Bayeru popadli w czarną rozpacz. Jest jednak druga strona medalu.

Gdyby Bayer dowiózł remis do końca, Roger Schmidt zostałby okrzyknięty przez media bohaterem, którego decyzje w przerwie (w szatni dokonał trzech zmian) wpłynęły na przebieg spotkania i uratowały dla Leverkusen cenny punkt. Problemy Aptekarzy znów zostałyby zamiecione pod dywan i przykryte przez prezesa Schade grubą warstwą PR-owego makijażu. Tymczasem Bayer już trzeci raz z rzędu (!) rozegrał katastrofalną pierwszą połowę, by w drugiej rzucić się do zmasowanego ataku. Tak było w meczach z Herthą Berlin, z Werderem Brema, nie inaczej przebiegał dzisiejszy hit Bundesligi, w którym rywalem Bayeru była drużyna jak najbardziej zasłużenie plasująca się obecnie na drugiej pozycji w tabeli.

To, co wyprawiali Aptekarze do przerwy, było karygodne. Defensywa kompletnie się posypała, ataki były szarpane i nie przynosiły konkretnych sytuacji podbramkowych. Symbolem Bayeru w pierwszej odsłonie meczu była akcja Heung-Min Sona, który mając odcięte wszystkie drogi podań do najbliżej ustawionych partnerów, jak najbardziej słusznie chciał przenieść ciężar gry na lewą stronę boiska. Sęk w tym, że nie było tam ani skrzydłowego, w tym wypadku Karima Bellarabiego, z którym ?Sonny” regularnie wymienia się pozycjami w trakcie meczu, ani Sebastiana Boenischa. Chaos, dezorganizacja, bezradność – słowa, które często pojawiały się w pomeczowych relacjach w trakcie zeszłorocznej rundy wiosennej, znów wracają do użytku.

Obaj boczni obrońcy Bayeru ciężko pracowali przed przerwą na jak najwyższy dorobek bramkowy gości. Pierwsza akcja bramkowa z 6. minuty: Boenisch dopuścił do dośrodkowania Vieirinhi z lewego skrzydła Aptekarzy, błąd w kryciu popełnił Kyriakos Papadopoulos, a Bas Dost po raz pierwszy, ale nie ostatni w tym spotkaniu, wpisał się na listę strzelców. Po kwadransie mogło być 2-0 dla podopiecznych Dietera Heckinga, ale na ratunek rozklepanej boleśnie dwoma podaniami defensywie gospodarzy (?tylko dwa stracone gole w trzech meczach”, zachwalał przed spotkaniem obrońców dyrektor sportowy, Rudi Völler) przyszedł sędzia boczny, który słusznie dopatrzył się minimalnego spalonego. W 17. minucie gola z rzutu wolnego strzelił Naldo. Tym razem nie popisał się zawodnik, który w beznadziejnych meczach świecił zazwyczaj przykładem, czyli Bernd Leno. Bramkarz gospodarzy rzucił się za piłką we właściwy róg bramki, ale przepuścił ją po palcach. W 29. minucie do listy winowajców dopisał się Roberto Hilbert, który zbyt łatwo pozwolił Kevinowi de Bruyne minąć się po swojej stronie boiska i dograć futbolówkę na trzeci metr do Dosta. Napastnik VfL nonszalanckim strzałem posłał ją do bramki die Werkself.

Wynik do przerwy mógł być bardziej okazały. W 34. minucie do długiego podania z głębi pola wyszedł André Schürrle, za którym nie mógł kompletnie nadążyć Hilbert. Leno na szczęście wyszedł z bramki, skracając kąt, zaś strzał byłego gracza Aptekarzy, który spotkał się dziś z niemiłym przyjęciem ze strony trybun (kibice z Leverkusen w mało elegancki sposób pożegnali schodzącego w drugiej połowie z boiska Schürrle; głośne gwizdy odprowadzały piłkarza, który choć nigdy nie był specjalnie przywiązany do Bayeru, jednak zaliczył dla die Werkself wiele udanych występów, okraszonych asystami i golami), okazał się minimalnie niecelny. Na pięć minut przed przerwą Leno źle wyszedł do piłki, co niemal przyniosło Wolfsburgowi trafienie na pustą bramkę.

Wydawało się, że po wznowieniu gry przyjezdni będą spokojnie kontrolować przebieg meczu. Wtedy jednak Aptekarze rzucili wszystko na jedną szalę. Na boisku pojawili się Josip Drmic, Simon Rolfes i Julian Brandt, zmieniając odpowiednio Stefana Kiesslinga, Larsa Bendera i Hakana Calhanoglu (który w ostatnich meczach nie imponował wysoką formą). Bayer rzucił się do odrabiania strat, co okazało się możliwe dzięki dobrej dyspozycji Sona. Koreańczyk zdobył kontrowersyjną bramkę w 58. minucie, gdy praktycznie wykopał piłkę z rąk Diego Benaglio, po czym dorzucił kolejne trafienie kilka minut później, mijając zwodem Robina Knoche i pakując piłkę do siatki pewnym, mocnym strzałem.

Nadzieję kibiców Bayeru na moment zgasił Dost, kompletując hat-tricka. W odpowiedzi trzeciego gola dorzucił Son. Krótko po tym trafieniu idealną szansę na wyrównanie miał Drmic, który jednak fatalnie przestrzelił z bliskiej odległości. Gola na 4-4 strzelił wreszcie Karim Bellarabi, wykorzystując sytuację sam na sam z Benaglio.

Jak już jednak wiecie ze wstępu do niniejszej relacji, mecz rozstrzygnął w doliczonym czasie Dost. Holender strzelił dziś cztery gole – tyle, ile Stefan Kiessling od początku sezonu, by pokusić się o trochę krzywdzące dla ?Kiessa” porównanie. Leverkusen bowiem nie gra na napastnika, bramki według planu Schmidta mają zdobywać skrzydłowi. Akurat dziś to wypaliło, czego dowodem hat-trick Sona. O tym, że prosty futbol – zagranie na skrzydło, wrzutka, strzał napastnika – jeszcze nie zginął, niech świadczą cztery trafienia Basa Dosta; akcje bramkowe wykończone dziś przez Holendra przebiegały wedle takiego właśnie, ?archaicznego” scenariusza.

Napastnik Wolfsburga odebrał osłabionym w końcówce Aptekarzom (kuriozalną drugą żółtą kartkę zobaczył w 82. minucie meczu Emir Spahic) punkt, a Rogerowi Schmidtowi uniemożliwił (choć kto go tam wie…) dalsze plecenie bzdur, które wyglądają mniej więcej tak: ?Jesteśmy na dobrej drodze, potrzebujemy czasu, konsekwentnie realizujemy nasze założenia taktyczne, wdrażanie nowej filozofii jest zawsze trudne, ale kiedyś się opłaci”.

Bayer nie jest na żadnej dobrej drodze, ta, po której obecnie podąża, wiedzie do kolejnej zmarnowanej wiosny, po której na koniec sezonu miejsce dające udział w przyszłorocznej edycji Ligi Europy będzie się wydawało szczęśliwym rozstrzygnięciem. Gol Dosta w końcówce oddalił Wolfsburg od Aptekarzy na 12 punktów. A jeszcze do niedawna Bayer planował pogoń za tą drużyną… To pokazuje, że sztywne trzymanie się przez Schmidta swoich ulubionych rozwiązań taktycznych (przed meczem zapowiedział, że nie planuje żadnych zmian) nie jest dobrym pomysłem i ktoś powinien wreszcie mu to wybić z głowy (tym bardziej, że modyfikacje w taktyce przynosiły w rundzie jesiennej pomyślne rezultaty). Ktoś, czyli dwójka jego adwokatów, kreujących go w mediach na długoletnie rozwiązanie dla Bayeru – mowa o Michaelu Schade i Rudim Völlerze. Porażka z Wolfsburgiem może być impulsem dla klubowych włodarzy do przypomnienia Schmidtowi, że mimo udzielanych mu publicznych pochwał, ciąży na nim presja wyniku, czyli zakwalifikowania się na koniec sezonu do Ligi Mistrzów. Na koniec tego sezonu.

Do niedawna, by zacytować Schmidta, wynik był kwestią drugorzędną, liczył się przede wszystkim styl. Dziś nie ma w Leverkusen ani jednego, ani drugiego. Jeśli ktoś chce zachwycać się pospolitym ruszeniem w drugiej połowie, które nie uratuje Bayerowi skóry następnym razem (a i dziś ostatecznie zawiodło), udawać, że Aptekarze są na właściwym szlaku do sukcesów, proszę bardzo. Niestety, na tę chwilę Schmidt powiela scenariusz, jaki rok temu napisał Sami Hyypiä.