BayArena
fot. www.bayer04.de

Z ostatnich 10 meczów rozegranych na Weserstadion Bayer wygrał tylko dwa. Kilka piłkarskich horrorów, zwrotów akcji, niestety często bez happy endu dla Aptekarzy. Niedzielny mecz do najłatwiejszych też należeć nie będzie…

Tym bardziej, że po odejściu ze stanowiska Robina Dutta, Werder pod wodzą Viktora Skripnika w 10 meczach sześciokrotnie wygrywał i zaznał tylko trzech porażek, co przy „wyczynach” jego poprzednika jest wynikiem rewelacyjnym. Gospodarze niedzielnego pojedynku wiosnę rozpoczęli od dwóch zwycięstw. W gazie jest przede wszystkim Franco di Santo, który z Davie’m Selke ma szansę stworzyć jeden z ciekawszych ataków w Bundeslidze.

My liczyliśmy na to, że w tym meczu przyjdzie nam ocenić dyspozycję Levina Oztunaliego, który zimą powędrował do Bremy na wypożyczenie. Wszystko wskazuje na to jednak, że młody pomocnik, po dwóch mocno przeciętnych występach, mecz rozpocznie na ławce rezerwowych.

Roger Schmidt może już w tym spotkaniu skorzystać z Heung-Min Sona, który dość szybko powrócił do Leverkusen po rozgrywkach Pucharu Azji.

Ważna ponownie jednak będzie postawa chwalonej przez nas wiosną defensywy, którą czeka tym razem trudny sprawdzian. Bernd Leno stoi przed szansą, by pierwszy w tym sezonie zachować czyste konto w trzecim meczu z rzędu.

Najważniejsze jednak, by nasi zawodnicy nie łapali durnych żółtych kartek. Aż czterech piłkarzy (Spahic, Toprak, Wendell, Bender) jest bowiem zagrożonych zawieszeniem na jeden mecz za otrzymanie piątej żółtej kartki na arcytrudny i ważny mecz z Wolfsburgiem w kolejnej kolejce.

Dziś sentymentalną podróż odbędzie Simon Rolfes, kończący po sezonie karierę, którą na poważnie rozpoczął właśnie w Bremie, gdzie choć nie dane było mu zadebiutować w pierwszym zespole, spędził od 17. roku życia kolejne pięć lat w zespole rezerw, by później, po sezonie rozegranym w Aachen, trafić do Leverkusen.