BayArena
fot. www.bayer04.de

Jeden punkt w dwóch meczach z ostatnią drużyną w tabeli. Bayer ani razu nie potrafił wyjść na prowadzenie z Braunschweigiem. Dziś Borussia Dortmund i VfL Wolfsburg w drugich połowach potrafiły zapewnić sobie zwycięstwo. Ta druga ekipa znów doskoczyła Aptekarzy w tabeli. Podopiecznych Hyypi dzieli tymczasem od ligowego podium już sześć punktów.

Sami Hyypia tym razem zadziałał w myśl tego, że zwycięskiego składu się nie zmienia. Znów Andres Guardado w pomocy, znów bardzo ofensywnie ustawiony Gonzalo Castro, z opaską kapitana Lars Bender, a po bokach obrony Giulio Donati i Sebastian Boenisch.

Można było spodziewać się przed meczem, że rozpocznie się on od szturmu gospodarzy na bramkę gości z Braunschweigu. Tak nie było, choć to Bayer jako pierwszy oddał dwa niezbyt groźne strzały z dystansu, a konkretnie Guardado i po rzucie wolnym Castro.

Trzeba przyznać jednak, że i zwycięzcy jesiennego pojedynku tych ekip nie zamierzali wyłącznie murować dostępu do bramki, próbując atakować bramkę Bernda Leno bocznymi sektorami boiska. Po jednej z takich akcji, z piłką w polu karnym znalazł się Jan Hochscheidt, ale wygarnął mu ją golkiper Aptekarzy.

Właściwie tyle można i wystarczy napisać o pierwszej połowie. Zespół przyjezdnych został dobrze ustawiony przez Torstena Lieberknechta, przez co Bayer miał ogromne problemy z rozgrywaniem ataku pozycyjnego, a dalej idąc – stwarzaniem sobie sytuacji bramkowych.

Mimo tego fiński trener Aptekarzy nie zdecydował się w przerwie na zmiany. Jego podopieczni niestety nie obudzili się po sennej pierwszej połowie i zostali błyskawicznie ukarani, gdy fantastycznym wolejem popisał się Ken Reichel. To dopiero jego pierwszy gol w Bundeslidze, ale jakże piękny i ważny.

Po chwili równie ładnego gola mógł zdobyć Bender, ale skuteczną interwencją uratował swój zespół Daniel Davari. Kapitan Aspiryn dał swojej drużynie w końcu sygnał do ataku. I już po chwili po główce Stefana Kiesslinga w polu karnym, piłka trafia w rękę Marcela Correię i jest jedenastka, którą Kiess skutecznie wykonuje, tym samym zdobywając bramkę w czwartym kolejnym meczu.

Remis nas jednak absolutnie nie zadowalał w tym meczu. Po chwili technicznym strzałem bliski premierowego gola dla Bayeru był Guardado. W kolejnej akcji groźnie zrobiło się pod naszą bramką, gdy po nieporozumieniu Emia Spahicia z Leno, bliski umieszczenia piłki w pustej bramce był Domi Kumbela, ale nasz stoper w porę wybił mu futbolówkę. Napastnik Braunschweigu miał za moment kolejną okazję, ale dobrze ustawiony bramkarz Bayeru wybronił jego strzał.

Po godzinie gry na zmianę w końcu zdecydował się Hyypia, gdy w miejsce Castro posłał do boju Juliana Brandta. Stawka dla obu drużyn w tym meczu była niezwykle wysoka, dlatego emocje udzielały się dosłownie wszystkim, a już na pewno trenerowi gości, który za zbyt nerwowe sugestie w kierunku arbitra Guido Winkmanna został wysłany na trybuny.

Sędzia miał dużo pracy w tym meczu. W  70. minucie zza pola karnego uderzał Heung-Min Son (za moment zmienił go Eren Derdiyok), piłka odbiła się od dwóch obrońców rywala na wysokości klatki piersiowej, nasz zespół (oczywiście z trybunami) domagał się kolejnego rzutu karnego, ale tym razem gra toczyła się dalej. W kolejnej akcji piłka przeniosła się w nasze pole karne i Hochscheidt groźnie ją uderzył, ale po rykoszecie minęła słupek.

W ostatnim kwadransie spotkania futbolówka coraz częściej znajdowała się bliżej bramki gości, ale w kluczowych momentach zawodnikom Bayeru brakowało dokładności i pomysłu na sfinalizowanie akcji, a najgroźniej było w doliczonym czasie gry, gdy to … Leno obronił groźny strzał zza pola karnego.

Raczej nie cieszy nikogo fakt, że po pięciu meczach Bayer w końcu zdobywa punkt przed własną publicznością. Dobra gra Kiesslinga, ambicja Bendera nie wystarczyły. Tym razem nie błysnął Brandt, znów słabo spisał się Son, a reszta partnerów miała przynajmniej kilka irytujących strat i niedokładnych zagrań. Sorry, kryzys trwa dalej…