BayArena
fot. www.bayer04.de

Niedługo kazali czekać zawodnicy Werderu Brema na ich kolejne odwiedziny na BayArenie. Po niedawnej klęsce w ćwierćfinale Pucharu Niemiec (1-3), Aptekarze znów zmierzą się u siebie z podopiecznymi Viktora Skripnika, tym razem w spotkaniu ligowym.

Sytuacja obu zespołów jest skomplikowana. Porażka w Mainz była dla piłkarzy Bayeru tym bardziej bolesna, że górna połówka tabeli (nie licząc naturalnie dwóch pierwszych lokat) jest w tej fazie sezonu niezwykle płaska i każde pojedyncze oczko może decydować o gwałtownym awansie bądź spadku w zestawieniu Bundesligi. Strata punktów w ostatnią niedzielę zadała gwałtowny cios naszemu morale; spora część kibiców zastanawia się, czy w ogóle zobaczymy w przyszłym sezonie Bayer w europejskich pucharach (Liga Mistrzów wydaje się obecnie scenariuszem dla optymistów).

Ale i w Bremie sytuacja jest nieciekawa. Po całkiem niezłym początku rundy Werder znów oklapł, a wyeliminowanie jutrzejszych rywali z DFB-Pokal i wygrana na otwarcie wiosny z Schalke są jedynymi jaśniejszymi punktami w ogólnym obrazie nędzy i rozpaczy. Dość powiedzieć, że drużyna Skripnika coraz częściej przewija się w gronie kandydatów do spadku, a i sam ukraiński trener nie może być specjalnie pewny swojej posady.

Teoretycznie nie powinniśmy mieć większych problemów z wyjątkowo fatalną defensywą gości (46 straconych goli w 23 kolejkach; nie potrzeba analitycznego umysłu, by dostrzec, że średnia ligowa wynosi dwa gole w plecy na mecz), ale teoria sobie, a praktyka sobie, co Aptekarze udowadniali w tym sezonie nie raz i nie dwa.

Roger Schmidt odbędzie swój drugi mecz zawieszenia i spotkanie obejrzy z wysokości trybun. Na ławce nie zasiądzie również pokaźne grono kontuzjowanych. Lista graczy z urazami dobiła do siódemki, co rodzi pytania o niedobór rotacji ze strony trenera Bayeru, rzekomo nadmiernie eksploatującego swych zawodników (nie-angielskie tygodnie są ostatnio rzadkością).

Jutro na pewno nie zagra Lars Bender, który doznał niezbyt groźnego, lecz eliminującego go z gry przynajmniej do najbliższej przerwy reprezentacyjnej naderwania mięśnia. U Kevina Kampla wykryto złamaną kość strzałkową. Wedle pierwszych doniesień Słoweniec miał wziąć na wstrzymanie od gry w piłkę aż do końca sezonu, Schmidt na konferencji prasowej mówił jednak o „ledwie” sześciu tygodniach rozbratu z futbolem.

Lepiej, by na swój słabszy dzień nie trafił jutro Javier Hernandez, ponieważ w meczu z Werderem na pewno nie wystąpi Stefan Kiessling, który narzeka na uraz biodra. „Kiessa” nie zobaczymy na murawie 10-14 dni.

Najgorzej prezentuje się sytuacja na środku obrony. Wciąż kontuzjowany jest Ömer Toprak, z kolei Kyriakos Papadopoulos leczy kontuzję kolana i będzie pauzował jeszcze przez około dwa tygodnie. Pod sporym znakiem zapytania stoi występ Jonathana Taha, który w ostatniej kolejce nie wrócił po przerwie na boisko. W normalnych warunkach nikt nie szafowałby jego zdrowiem, jednak przy tej sytuacji kadrowej… Całkiem niewykluczone, że jeśli Tah jednak nie będzie mógł zagrać, w centrum defensywy wystąpią Andre Ramalho (bez formy) i widziany przez Schmidta raczej na prawej obronie Tin Jedvaj.

Szukając na siłę dobrych wiadomości: siódmy kontuzjowany, Charles Aranguiz, był widziany ostatnio na coraz bardziej intensywnych treningach, wciąż czyni postępy w powrocie do zdrowia, a sztab szkoleniowy żywi mnóstwo nadziei, że jeszcze w tym sezonie Chilijczyk zdoła zadebiutować w barwach die Werkself.

Bez trenera i kilku graczy podstawowego składu przeciwko jednej z najsłabszych drużyn tego sezonu, która przed 24 kolejką Bundesligi plasuje się na miejscu barażowym; na papierze wciąż faworytem jest Bayer, ale widmo nieprzyjemnej niespodzianki rysuje się na horyzoncie całkiem wyraźnie. Mecz jutro o godzinie 20:00. Spotkanie ma obejrzeć około 25 000 kibiców, w tym grupa 2200 sympatyków klubu z Bremy.