BayArena
fot. www.bayer04.de

To, co się dzieje ostatnio w Leverkusen z całą pewnością przechodzi nawet samych piłkarzy. Po niezwykle szalonym meczu w Lidze Mistrzów z AS Romą przyszła kolej na równie szalony mecz. Tym razem na festiwal strzelecki przyjechali zawodnicy VfB Stuttgart. Aptekarze robią się powoli specjalistami od odrabiania strat. Zapewne nikomu nie trzeba przypominać przebiegu środowego spotkania z Romą. W dniu dzisiejszym Bayer przegrywał ze Stuttgartem do 70 minuty aż 1:3. Niesamowity pościg i zabójcza skuteczność przyczyniła się ostatecznie do wygranej podopiecznych Rogera Schmidta 1:4.

Szkoleniowiec gospodarzy desygnował bardzo ofensywną jedenastkę. Od początku można było się spodziewać, że Bayer będzie w stanie szarżować pod bramką rywala, równocześnie ryzykując w defensywnie. Mimo to po pierwszej części spotkania nic nie wskazywało na to, żeby spotkanie miało dostarczyć szczególnych emocji. Sytuacji było wiele, zarówno po jednej, jak i drugiej stronie.

Okazje, które warto wyróżnić to rzut wolny w wykonaniu Didaviego, który od przyszłego sezonu prawdopodobnie będzie zawodnikiem Bayeru. Niemiec bardzo dobrze przymierzył w długi róg bramki Leno, jednak ten fantastycznie wyciągnął się jak struna. Po stronie Bayeru swoją okazję miał Chicharito, który mógł, a nawet powinien strzelić bramkę do szatni. Meksykanin już tradycyjnie nie potrafił wykorzystać stuprocentowej sytuacji strzeleckiej. Wendell ładnie przedarł się skrzydłem w pole karne i wyłożył futbolówkę do nadbiegającego Hernandeza, jednak ten fatalnie spudłował z bliskiej odległości.

Prawdziwe widowisko zaczęło się dopiero po przerwie. Worek z bramkami w 50 minucie otworzył Marin Harnik. W polu karnym Bayeru doszło do sporego chaosu i zamieszania. Futbolówka odbijała się od zawodników niczym w grze pinball, gdzie najczujniejszy okazał się Austriak, który wbił piłkę do siatki Leno.

Cztery minuty później wynik spotkania podwyższył wspomniany wcześniej Didavi. Niemiec otrzymał piłkę przed polem karnym i płaskim uderzeniem w długi róg pokonał golkipera rywali.

Aptekarze potrafili jednak odpowiedzieć błyskawicznie. Zaledwie trzy minuty od straty bramki, kontaktowego gola strzelił wprowadzony kilka sekund wcześniej Karim Bellarabi. Skrzydłowy silnym uderzeniem w krótki róg pokonał Przemysława Tytonia.

Na tym jednak nie koniec. Minęły kolejne trzy minuty i widownia była świadkiem kolejnej bramki w tym spotkaniu. Tym razem z gola cieszyli się zawodnicy drużyny przyjezdnych. Lewą flanką przedarł się Timo Werner, który wyłożył futbolówkę do nadbiegającego na krótki słupek Ruppa, a ten z bliskiej odległości wpakował piłkę do siatki.

Na szczęście to było na tyle popisów podopiecznych Alexandra Zorningera. Od tego momentu show należało już tylko i wyłącznie do gospodarzy. W 70 minucie sygnał do ataku dał nie kto inny, jak Sebastian Boenisch. Polak dobrze odnalazł się w polu karnym rywala i bardzo ładnym, technicznym uderzeniem pokonał swojego rodaka.

Aptekarze postanowili od razu pójść za ciosem po strzeleniu kontaktowej bramki. Nie minęło nawet 60 sekund, a do wyrównania doprowadził Chicharito. Lewą stroną ruszył Mehmedi, lecz jego pierwsze podanie zostaje przecięte. Druga próba była już udana, gdyż wykorzystał ją niepilnowany Hernandez, który z najbliższej odległości wpakował piłkę do siatki.

Prawdziwa konsternacja na trybunach miała miejsce w ostatnich minutach meczu. Calhanoglu doskonale odnalazł długim podaniem wychodzącego Mehmediego. Szwajcar zszedł z piłką do środka i kąśliwym strzałem w długi nie dał żadnych szans Tytoniowi. Wynik spotkania ostatecznie się już nie zmienił i piłkarze Bayeru mogli się cieszyć z ciężko wywalczonego zwycięstwa.

Wynik z całą pewnością cieszy, gdyż trzy punkty w tym meczu były dla nas niezbędne, po nieudanym początku sezonu. Mimo to dalej ciężko się przekonać do stylu. Tracimy ostatnio sporo bramek, nie potrafimy kontrolować meczu od początku do końca. Miejmy nadzieje, że to zwycięstwo będzie kopniakiem dla piłkarzy Rogera Schmidta i w następnych meczach wyniki będą już pozytywne, nie okupując równocześnie naszych nerwów.