BayArena
fot. www.bayer04.de

Bayer w końcu wygrał pierwszy mecz w tej edycji Ligi Mistrzów i to w świątyni futbolu, na Wembley, 1:0 z Tottenhamem.

Dla Rogera Schmidta mecze z Wolfsburgiem i ten z ekipą z Londynu miały być meczami o wszystko. I je wygrał. Zrobił to samo, co w ubiegłym sezonie, gdy wydawało nam się, że zostanie zwolniony.

Bayer w obu spotkaniach był lepszy od Kogutów, ale wygrał tylko teraz, czym jednak znacznie poprawił swoją sytuację w tabeli Ligi Mistrzów.

Lepiej spotkanie rozpoczęli nasi zawodnicy. Agresja, wymiana pozycji pomiędzy Mehmedim, Brandtem oraz Chicharito i kilka świetnie zapowiadających się akcji, które kończyły się jednak na przechwycie defensorów Tottenhamu. Gospodarze zaczęli ostrożniej, jakby wyczekiwali na błąd Bayeru. Nasza drużyna tymczasem groźnie ciągle atakowała, tak jak w 15. min, gdy ze skrzydła piłkę w pole karne po ziemi zagrał Chicharito, a niewiele zabrakło Mehmediemu by sięgnąć ją i oddać strzał z bliskiej odległości.

Tottenham niebezpiecznie ruszył na bramkę Bernda Leno w 33. min, gdy Christian Eriksen pobiegł z piłką środkiem boiska, uderzył z dystansu, a nasz golkiper wybił ją przed siebie. Nikt jednak z rywali nie zdążył do dobitki.

Tuż przed przerwą, jak i po niej, wyborne okazje miał Chicharito, ale jemu chyba zwyczajnie Tottenham w tym sezonie ?nie leży?.

Świetną tymczasem okazję mieli również gospodarze, gdy Kyle Walker przebiegł przez całą połowę niezatrzymywany przez nikogo i posłał piłkę obok słupka bramki Leno.

W odpowiedzi ruszył Bayer. Na strzał zza pola karnego zdecydował się Aranguiz, piłka jednak odbiła się od nóg defensorów Tottenhamu, trafiła pod nogi Kampla, który uniknął pozycji spalonej i pokonał w 65. min Hugo Llorisa.

Tottenham próbował, miał nawet poprzeczkę po kapitalnym strzale z rzutu wolnego Erica Diera, ale strat odrobić nie zdołał. Inna sprawa, że jeszcze przy stanie 0:0 należał się drużynie Mauricio Pochettino rzut karny po faulu na Dele Allim.

Ostatecznie jednak Aptekarze z trzema punktami wracają do Leverkusen. Znów rozbudzili nasze nadzieje, znów Roger uciekł spod gilotyny. Trudno przewidzieć, co takiego przyniosą nam najbliższe tygodnie…