BayArena
fot. www.bayer04.de

Zdecydowanie nie taki start w Lidze Mistrzów sobie wymarzyliśmy. Mogło być zdecydowanie lepiej. Powinno być zdecydowanie lepiej. Może to być już nudne, jednak niestety po raz kolejny powiedzenie ?typowy Bayer” sprawdza się stu procentach. Mało kto potrafi roztrwonić dwubramkową przewagę w przeciągu dwóch minut. Jak widać, do tego grona można śmiało zaliczyć Aptekarzy.

Roger Schmidt zdecydował, że do gry z CSKA Moskwa desygnujE0020niemal taką samą jedenastkę, jak w ostatnim ligowym spotkaniu z Hamburgerem SV. Z drobną różnicą – kontuzjowanego Bellarabiego zastąpił Julian Brandt, który w rzeczywistości i tak rozegrał z HSV prawie całe spotkanie. Bellarabi został zmieniony już w 3. minucie spotkania. Ciężko ocenić czy był to wybór właściwy. Owszem, wygraliśmy z HSV 3:1, jednak wszystkie nasze bramki były autorstwa wprowadzonego wcześniej Pohjanpalo. Dziwne, że po tym efektownym hat-tricku nie dostał szansy grania od pierwszych minut.

Z początku wydawało się, że wystawiony skład był zdecydowanie dobrą decyzją. Po zaledwie piętnastu minutach prowadzaliśmy już 2:0. Najpierw w 9. Minucie Mehmedi wykorzystał kapitalne zagranie Henrichsa i w sytuacji sam na sam pokonał bramkarza rywala. Ledwie sześć minut później wynik podwyższył Hakan Calhanogku. Turek zdecydował się na oddanie strzału zza pola karnego. Futbolówka jeszcze po drodze odbiła się od obrońcy CSKA i powędrowała nad bezradnie interweniującym Akinfeevem.

Od tego momentu na boisku istniał tylko jeden zespół. Aptekarze tak dominowali, że miałoby być kwestią czasu zanim obejrzymy kolejne trafienia w wykonaniu gospodarzy. Okazji do tego było całkiem sporo, między innymi dwie stuprocentowe sytuacje Mehmediego, które efektownie zmarnował.

Stare piłkarskie porzekadło ?niewykorzystane sytuacje się mszczą” często zgadzało się w spotkaniach Bayeru. Niestety nigdy nie jest w tą stronę, w którą byśmy sobie życzyli. Wystarczyły tylko dwie minuty, żeby cała praca, którą włożyliśmy w ten mecz, poszła z dymem. Najpierw CSKA wyprowadziło szybką kontrę, która zwieńczona została pewnym strzałem Dzagoeva. Nie zdążyliśmy w jakikolwiek zareagować na tą stratę bramki, a zrobiło się już 2:2. Eremenko otrzymał świetne podanie na prawą stronę pola karnego i posłał piłkę między nogami Bernda Leno.

W tym miejscu coś się zacięło. Cała swoboda i polot, jaką widzieliśmy w grze naszego zespołu gdzieś uciekła. Zarówno jedna, jak i druga drużyna miała wyraźne problemy w konstruowaniu akcji ofensywnych. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie, gdzie widzieliśmy mnóstwo ostrej gry i sporo fauli. Aptekarze próbowali jeszcze kilka razy zagrozić bramce Akinfeeva, jednak żadna sytuacja nie była nawet o połowę mniej tak niebezpieczna, jak sytuacje, którą zmarnował Mehmedi w pierwszej części spotkania.

Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 2:2. Patrząc z tej perspektywy, że CSKA Moskwa jest zespołem z pierwszego koszyka, to wynik może nie byłby taki zły. Jednakże, oprócz tego mamy jeszcze w grupie bardzo silne drużyny Tottenham Hotspur i AS Monaco. W tak wyrównanej grupie każdy punkt jest na wagę złota i wielka szkoda, że potrafiliśmy w tak dziecinny sposób odebrać sobie dwa cenne punkty.