BayArena
fot. www.bayer04.de

Za nami kolejny, trzeci już, organizowany przez nasz Fanclub wyjazd na mecz Bayeru 04 Leverkusen. W 24. kolejce Bundesligi, Bayeru 04 podejmował w meczu derbowym- 1. FC Koln. Na BayArenie reprezentowaliśmy polski Fanclub w 4 osoby. Zachęcamy do lektury relacji z tego wyjazdu.

O organizacji wyjazdu na mecz Bayeru z Koln pomyślałem na długo przed tym meczem. Zresztą w każdym sezonie myślę by jechać właśnie na ten mecz. W końcu nie mogliśmy opuścić najważniejszego (kibicowsko) meczu w sezonie, jakim z pewnością są Derby Nadrenii, na dodatek po raz pierwszy rozgrywanych na nowej BayArenie.

Standardowo już, przy organizacji wyjazdu pojawił się dla nas jeden zasadniczy problem- Jak zdobyć bilety na to spotkanie? Oczywiście i tym razem swoją pomoc zaoferował nam Marcel, który to pomagał nam zdobyć bilety również na spotkanie z Hoffenheim, na które wybieraliśmy się w sierpniu. Tym razem niestety nie mieliśmy biletów na najbardziej fanatyczny- Block C, a na sektor E (lecz i ten problem udało nam się obejść).

Z wyborem transportu również nie mieliśmy problemów. Na samym początku w grę wchodził tylko autokar, lecz udało się nam znaleźć dużo korzystniejsze i ostatecznie trochę tańsze rozwiązanie- samolot linii Wizzair. Niestety, polecieliśmy tylko w dwójkę- Ja i Kasia, gdyż Martin oraz Panda wybrali rozwiązanie autokarowe.

Przejdźmy do samego wyjazdu.

Ja podróż rozpocząłem ostatni. Najpierw to Kasia wyruszyła w stronę stolicy Dolnego Śląska, parę godzin później autokarami wyruszyli Martin oraz Panda, a dla mnie przygoda się rozpoczęła dopiero w sobotni poranek, kiedy to odebrałem Katarzynę z dworca głównego we Wrocławiu. Na początku trochę się pogubiliśmy, lecz po chwili odnaleźliśmy się w okolicach dworca i musieliśmy się pośpieszyć na autobus. Mieliśmy 5 minut żeby zdążyć. Mimo olbrzymiej presji czasu- udało nam się. Biegiem przez dworzec i zdążyliśmy na zapchany autobus, który zawiózł nas na lotnisko im. Mikołaja Kopernika. Na lotnisku byliśmy ok. 2 godziny przed odlotem. W sumie to nie mieliśmy gdzie się śpieszyć, wszystko lepsze od nudy w pokoju odlotów.

W międzyczasie w jednym z kiosków zobaczyliśmy ciekawy artykuł ?Mecz na papierze Bayer-Bayern?, w Piłce Nożnej Plus, który został uznany meczem o Mistrzostwo Niemiec. Chwilę tak pokrążyliśmy i przeszliśmy do odprawy, po której oczekiwaliśmy ok. godzinę na to by w końcu wejść do samolotu. Nawet się tak bardzo nie zanudziliśmy, czas szybko upłynął na rozmowach. Temat tego dnia był tylko jeden- Wygrać Derby! W trakcie oczekiwania na samolot, otrzymaliśmy kilka ciekawych sms-ów (kto ma wiedzieć ten wie 🙂 ). Już ubrani w koszulki i szaliki, weszliśmy na pokład samolotu. Lot minął nam całkiem spokojnie. Chcieliśmy zobaczyć podczas lądowania stadion Borussii Dortmund, lecz nie było nam to dane.

Po godzinie wylądowaliśmy na lotnisku w Dortmundzie. Jeszcze tylko trzeba było skorzystać z WC i mogliśmy ruszać w kierunku dworca głównego, na który dotarliśmy w ok. 40 minut. Dopiero tam zaczęła się szopka, gdy chcieliśmy zakupić bilety na pociąg. Najpierw szukaliśmy kas biletowych, których jak się okazało- nie ma. Zastępują je automaty. Myślę że łatwiej niż w tym automacie, zakupilibyśmy bilet w normalnej kasie. Żeby wypełnić w nim wszystko, problemów nie mieliśmy, lecz jaja zaczęły się dopiero gdy zaczął nam wypluwać papierkowe pieniądze. Przynajmniej z 40 razy otrzymaliśmy banknoty z powrotem, aż odkryłem magiczną technikę, dzięki której raz dwa się z tym uwinęliśmy. Jeszcze tylko krótki spacer po centrum miasta, gdzie odwiedziliśmy pewien ciekawy sklepik dla kibiców. Co ciekawe, w sklepiku tym kibic każdej czołowej drużyny mógł znaleźć coś dla siebie. Hitem był szalik Anti-Koln, lecz z powodu braku funduszy, zakup ten odkładam do następnej wizyty w Dortmundzie.

Po tym jak zrobiliśmy małe kółeczko, powróciliśmy na dworzec, gdzie kilkanaście minut oczekiwaliśmy na pociąg, który przyjechał punktualnie o 13:44. Tak się złożyło, że przejeżdżaliśmy obok stadionów Bochum, czy Duisburga. Minęło 60 minut i musieliśmy wysiąść na stacji Leverkusen Mitte. Pierwsze co zobaczyliśmy, to bardzo duża ilość policji (jak na mecz Bundesligi), która oczekiwała na przyjazd kibiców FC K*ln. Zastanawialiśmy się czy nie odwiedzić na szybko nowej galerii handlowej, lecz zdecydowaliśmy iść prosto pod stadion, gdzie byliśmy już o godzinie 15:30.

Na początku pokręciliśmy się trochę pod stadionem, lecz po chwili Kasia wyruszyła na poszukiwanie normalnego piwa (praktycznie wszędzie było bezalkoholowe), poszukiwania zakończyły się powodzeniem. Trafiła ona do knajpy kibiców Bayeru, gdzie może ok. 100 kibiców Leverkusen oglądało wszystkie mecze Bundesligi. Spędziliśmy w tym towarzystwie dobre pół godziny, gdy Martin dał znać że jest pod BayAreną i już po chwili się zobaczyliśmy. Dosłownie parę chwil później dołączyła do nas Panda i byliśmy już w komplecie. Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i musiałem skonsumować Currywurst, co jest dla mnie już chyba tradycją. Po zjedzeniu kiełbaski i zrobieniu kilku pamiątkowych zdjęć, udaliśmy się pod halę, gdzie swoje mecze rozgrywa sekcja koszykarska, oraz piłki ręcznej Bayeru Leverkusen. Właśnie w tym miejscu umówiliśmy się z Marcelem, który i tym razem pomógł nam załatwić bilety na mecz. Po chwili oczekiwania zjawił się nasz niemiecki kolega, wraz z czterema biletami, które tego dnia były towarem deficytowym pod BayAreną.

W ramach podziękowań za tak częstą pomoc, przekazaliśmy mu koszulkę naszego Fanclubu. Po chwili rozmowy udaliśmy się w kierunku wejścia na stadion. Gdy spod jednego nas wycofano, Usłyszeliśmy pierwsze tego dnia, pozdrowienia dla naszych gości z Kolonii. Minęło ok. 10 minut i przebrnęliśmy przez długą kolejkę, bramki i szczegółową tego dnia kontrolę, po czym popędziliśmy prosto na block E, na który to mieliśmy bilety. Pokonaliśmy kilka schodków, pokazaliśmy ochroniarzowi bilety i w mogliśmy w końcu zobaczyć cudownie oświetlone trybuny BayAreny, oraz rozgrzewających się zawodników obu drużyn.

Mieliśmy bilety na sektor E, lecz ostatecznie przemieściliśmy się na drugą stronę trybuny, pod najbardziej fanatyczny C-Block i tam też zostaliśmy przez cały mecz. Tuż po zejściu piłkarzy po rozgrzewce do szatni, z głośników usłyszeliśmy piosenkę ?Leverkusen?- autorstwa zespołu Mavericks, która to zaczyna być traktowana niczym hymn, gdyż końcówka jest z meczu na mecz co raz głośniej śpiewana przez kibiców.

Następnie odbyła się prezentacja zawodników: Spiker wyczytuje imiona, a kibice odpowiadają, wykrzykując nazwiska trenera i zawodników pierwszego składu.

Tuż przed wyjściem obu drużyn na murawę, odegrany został tradycyjny hymn Bayeru- ?Wir stehen zu Dir?. W czasie gdy śpiewaliśmy obie te piosenki, byłem tak niesamowicie dumny- że jestem kibicem Bayeru 04 Leverkusen.. Tego nie da się opisać słowami.

Kiedy piłkarze już pojawiali się na boisku, w naszym sektorze pojawiło się kilkanaście dużych flag na kijach, a w sektorze gości kilka rac.

O samym meczu nie chcę się rozpisywać, gdyż nie do końca o to tutaj chodzi. W spotkaniu dominował Bayer, dosłownie przez cały mecz. Drużyna z tej gorszej strony Renu, grała tego dnia typowy anty futbol. Przez większość czasu gry bronili się po prostu całą drużyną, by ugrać remis, co wyraźnie było ich celem- po meczu cieszyli się jak by zdobyli mistrzostwo świata, a to tylko remis z Leverkusen. Cóż poradzić, każdy ma inne cele i priorytety :). W czasie meczu usłyszeliśmy kilka ciekawych przyśpiewek o Lukasie Podolskim (tłumacząc na Polski) w stylu ?Bez Poldiego jedziemy na MŚ?, czy ?20 godzin, zero bramek- Lukas P.?.

Pojedynek ten zakończył się bezbramkowym wynikiem, przez co wśród kibiców Bayeru Leverkusen panował olbrzymi niedosyt. Po meczu mieliśmy się jeszcze spotkać z Marcelem. Co prawda Marcela nie spotkaliśmy, spotkaliśmy za to Roberta- kibica Bayeru, urodzonego w Polsce, obecnie mieszkającego w Monachium, który to poznał nas chyba po koszulkach i po dość wyraźnym zdenerwowaniu, które wśród nas było widoczne, a raczej dobrze słyszalne. Chwilę porozmawialiśmy, Robert uciekał na pociąg do Monachium, Ja z Kasią, rozstaliśmy się z Pandą, Martinem i podążyliśmy pod miejsce, gdzie po meczu można spotkać piłkarzy Bayeru. Co prawda z piłkarzy którzy tego dnia byli w kadrze meczowej, spotkaliśmy tylko Larsa Bendera. Lecz mieliśmy naprawdę sporo szczęścia i udało nam się spotkać legendę Bayeru- Bernda Schneidera, z którym wymieniliśmy parę słów, oraz zrobiliśmy sobie zdjęcie.

Chwilę później spotkaliśmy legendę.. Bayernu Monachium- Steffana Effenberga. Na sam koniec spotkaliśmy jeszcze przypadkowo Franky’ego z Fanhaus, który pomógł nam nabyć bilety na mecz z BVB, na który wybieramy się już za parę dni. Mieliśmy sporo szczęścia i odebraliśmy od niego 6 biletów.

Następnie przeszliśmy na dworzec Leverkusen Mitte, skąd 'na gapę’ pojechaliśmy do Kolonii, by czas do naszego odlotu trochę szybciej zleciał. W Kolonii chyba jeszcze przez kilka miesięcy będą świętować jeden punkt zdobyty w derbach. Widać było w centrum jednego z największych miast w Niemczech świętujących kolończyków. W porównaniu do drużyny- miasto polecić można, gdyż naprawdę robi wrażenie.

W Kolonii spędziliśmy ok 3,5 godziny, sporo czasu spędziliśmy spacerując po centrum, oraz nad Renem. Dziesięć minut po godzinie drugiej zasiedliśmy już w pociągu i wyruszyliśmy w kierunku Dortmundu. Tam trochę ponudziliśmy się w centrum i trzeba było wracać na lotnisko. Spokojnie odczekaliśmy swoje i podczas odprawy, jeden z miejscowych celników widząc nasze koszulki, chyba zdziwił się że Bayer ma swoich kibiców również w Polsce. Mimo drobnego opóźnienia, lot powrotny również przebiegł nam spokojnie- (tym razem lecieliśmy nad stadionem BVB) i ok. godz 12 rozstaliśmy się na dworcu PKP w Katowicach.

Podsumowując- wyjazd oczywiście bardzo udany, lecz trzeba przyznać że trochę męczący. Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości czy warto na taki mecz się wybrać, niech odpowiedzą pozostali uczestnicy wyjazdu…

Więcej zdjęć z wyjazdu możecie zobaczyć w naszej galerii: LINK