BayArena
fot. www.bayer04.de

Zwycięzcą naszego konkursu został Michał Sobczyk, do którego wędruje książka „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”. Prezentujemy Wam jego pracę, a także dwie wyróżnione.

Zadanie konkursowe: O którym z obecnych bądź byłych piłkarzy Bayeru 04 Leverkusen książkę przeczytalibyście najchętniej?

***

Który z piłkarzy ubierający w trakcie swej kariery koszulkę ?Aptekarzy' jest postacią, o której książkę chciałbym przeczytać? Pytanie z grona tych, na które odpowiedzi można dać co najmniej kilka. Od razu jednak, już na samym początku, wykluczyłbym aktualnych zawodników, oraz tych, którzy swe kariery kontynuują poza BayAreną. Książka biograficzna, to w moim odczuciu, nie jest najlepszy pomysł w przypadku dwudziesto paro letniego, wciąż aktywnego sportowo piłkarza. Choć takowe powstają, uważam, że na biograficzne wspomnienia, decydować powinni się Ci, którzy pewien etap swego życia już w nim zamknęli, a takowa książka może być podsumowaniem swego dorobku, okraszona historiami, które towarzyszyły zawodnikowi w tym okresie.

Szukając więc odpowiedzi, na wyżej postawione pytanie, początkowo zacząłem w myślach wertować te nazwiska, które krzyczałem za każdym razem, gdy w trakcie osiedlowego meczu, piłka po moim zagraniu … przelatywała między dwoma kijami imitującymi słupki. França, Baştürk, Ze Robert, Kirsten, Neuville, Ballack, Kałużny a nawet, co może budzić zdziwienie, Miro Spiżak. [choć on akurat w Leverkusen grał tyle co i ja 🙂 ] Jednak gdy zacząłem myśleć, historia którego z byłych graczy Bayeru mogłaby wywołać u mnie największe zainteresowanie, przed oczyma wyobraźni zobaczyłem niską sylwetkę zawodnika, który zawsze charakteryzował się walecznością i odwagą – zarówno na boisku, jak i poza nim, a którego losy potoczyły się tragicznie. Mowa o osiemnastokrotnym reprezentancie Polski, byłym zawodniku m.in. Bayeru Leverkusen, Adamie Ledwoniu.

Choć w historii niemieckiego klubu Ledwoń nie zapisał się w szczególny sposób, w mojej pamięci zawsze będzie tkwił jako zadziorny i twardo grający obrońca. Choć pomiędzy Ledwoniem a byłym golkiperem Bayeru, Robertem Enke, dopatrywać się można podobieństw w samobójstwie, podejrzeniach depresji, zgłębiając informację o reprezentancie Polski, natrafiam na opinie jego byłych kolegów, świadczące, o tym że Adam Ledwoń był pozytywnym wariatem, w którego samobójstwo nie do końca wszyscy wierzą. Tak samo jak nie jasne do końca są okoliczności jego śmierci, tak też jego życie prywatne i sportowe bogate było ponoć w wiele historii, o których ludzie związani z marketingiem, mogli by powiedzieć „dobrze sprzedające się”. Cząstkę perypetii Adama Ledwonia, można poznać w książce Grzegorza Szamotulskiego „Szamo, wszystko co…”, prywatnie przyjaciela zmarłego piłkarza. Czytając na łamach książki Szamotulskiego, wspomnienia o Ledwoniu, można dojść do wniosku, że książka poświęcona Ledwoniowi mogłaby okazać się bestselerową pozycją w tematyce sportowej. Z jednej strony szalona, zabawna pełna niewiarygodnych przygód, z drugiej zaś zgłębiająca problemy, które doprowadziły do tragicznego końca człowieka.

Naturalną rzeczą, jest fakt, że spisanie biografii Adama Ledwonia, oddającej w pełni jego życie, jest po części niemożliwe bez udziału samego głównego zainteresowanego. Jednak odpowiadając na ?wirtualne” pytanie, o losach którego zawodnika, który w swej karierze zakładał czerwony strój ?Aptekarzy”, chciałbym przeczytać na kartach książki? Odpowiadam bez wahania – Ś.P. Adama Ledwonia.

Michał Sobczyk

***

Mając do wyboru biografie byłych i obecnych zawodników Bayeru Leverkusen bez wahania sięgnęłabym po pozycję opatrzoną nazwiskiem Marka Leśniaka.

Wszystko dlatego, że wbrew pozorom o Polakach za granicą mówi się mało. Nie o tych, którzy teraz zdobywają pierwsze strony gazet, ale tych, którzy swoje kariery mieli u szczytu jeszcze kilkanaście lat temu.

A tymczasem mnie, urodzoną w roku ’91, dużo bardziej obchodzi od współczesnych osiągnięć za granicą to, jak radzili sobie nasi rodacy między innymi, gdy mnie jeszcze na świecie nie było. Jak patrzono wtedy na ich wyjazdy za granicę, czy było ciężej się przebić niż teraz, jak sytuacja polityczna wpływała na ich szanse i jak czuli się w – jak się przynajmniej wydaje – trochę lepszym świecie, niż panował wtedy w Polsce.

Brakuje mi szczerej prawdziwej książki, najlepiej autobiografii, która przedstawiłaby spojrzenie piłkarza Polaka na grę za granicą jeszcze naście lat temu.

(autorka chciała pozostać anonimowa)

***

Zapewne wielu polskich kibiców „Aptekarzy”z wielką satysfakcją zaczytałoby się w autobiografii Jacka Krzynówka. Część z chęcią kupiłaby historię Radosława Kałużnego bądź Tomasza Zdebela. I zapewne mieliby prawo takiej pozycji oczekiwać, ponieważ nasi rodacy, a zwłaszcza Krzynówek, zapisali się złotymi zgłoskami w historii Bayeru Leverkusen.

Ja jednak chciałbym zatopić się w lekturze autobiografii piłkarza, którego poczynania na boisku rzeczywiście zasługują na okrzyk: Ale Bajer! Mowa o piłkarzu, który nawet dzisiaj, w wieku 34 lat, zachwyca na boiskach Ligi Mistrzów. Dymitar Berbatov czaruje swoim talentem i zdobywa kolejne bramki dla AS Monaco…

Może po lekturze wszyscy kibice poznaliby prawdę dlaczego Bułgar nie trafił do polskiej ekstraklasy? Legia Warszawa interesowała się napastnikiem, gdy ten grał jeszcze w CSKA Sofia, miał wtedy lat 20. Na zainteresowaniu polskiej drużyny młodym napastnikiem jednak się skończyło. Najwidoczniej dwudziestoletni Berbatov nie przypadł do gustu warszawskim działaczom lub w ich mniemaniu być może był za słaby… Wobec niechęci do transferu Legii w grę wkroczył Bayer 04 Leverkusen, który zakupił młodego Bułgara, a jak dalej potoczyła się kariera tego napastnika każdy z nas wie…

Jakie odczucia towarzyszyły Bułgarowi po ostatnim gwizdku sędziego w finale Champions League przeciwko Realowi Madryt? Co myślał, kiedy tak niesamowicie zapowiadający się sezon 2001-2002 zakończył się całkowitą klęską. Przegrany finał pucharu Niemiec z Schalke, utrata mistrzostwa na rzecz Borussii Dortmund i wreszcie trauma w Glasgow…

Jak wspomina okres współpracy z sir Alexem Fergusonem w Manchesterze United? Czy miał okazję przekonać się na własnej skórze co znaczy słynna „suszarka”w wykonaniu Szkota? Wreszcie jak reagował wewnętrznie na ten dość specyficzny sposób motywowania piłkarzy do lepszej gry?Czy nie czul się odrobinę niedoceniany podczas swojego pobytu na Wyspach?

Jak radził sobie z wizerunkiem wiecznie zblazowanego, apatycznego i okazującego częste braki zaangażowania? W którym momencie swojej kariery odczuwał największą presję? Czy często uciekał od odpowiedzialności na boisku i poza nim?

Mam nadzieję, że odpowiedzi na te i wiele innych pytań poznamy już wkrótce.

Zatem Berba, do poczytania!

Grzegorz Czempiński