BayArena
fot. www.bayer04.de

Niesamowity jest ten zespół z Lipska. Żeby po dziesięciu kolejkach beniaminek ramię w ramię bić się o pierwszą pozycję z Bayernem, nie doznając przy tam ani jednej porażki – godne podziwu. Dziś miało się to zmienić. BayArena miała być tamą, która powstrzyma ten silny prąd z Lipska. Niestety to nie Bayerowi dane było przerwać tą świetną passę. Było blisko. Mimo że do przerwy Aptekarze prowadzili 2:1, skończył się 2:3 dla beniaminka.

Mecz zapowiadał się bardzo dobrze. Obie ekipy złapały niezłą formę. Bayer wygrał trzy ostatnie mecze, wliczając w to spotkanie w Lidze Mistrzów. RB Lipsk zanotował aż pięć zwycięstw z rzędu, nie wspominając już serię meczy bez porażki. Dla obiektywnego kibica widowisko było świetne, mecz nie zawiódł. Dla nas – kibiców Bayeru nie było lekko.

Zaczęło się fantastycznie. Arbiter Brych ledwo gwizdnął po raz pierwszy, a golkiper gości już musiał wyciągać piłkę z siatki. Podopieczni Rogera Schmidta przeprowadzili świetną akcję kombinacyjną, którą wykończył Kampl, kierując piłkę do pustej bramki rywala.

Radość gospodarzy nie trwała długo. Bramka dla Lipska padła w 4 minucie, po akcji, po której bramka nie miała prawa paść. Dośrodkowanie z rzutu rożnego było zbyt krótkie, jednak piłka tak feralnie się potoczyła, że po drodze odbiła się od nogi Baumgartlingera. Nie trzeba kończyć gdzie ostatecznie futbolówka wylądowała…

Niemniej jednak w żaden sposób nie przybiło to gospodarzy. Spotkanie zrobiło się zacięte, pełne walki w środku pola. Zarówno jedna i druga drużyna grała bardzo mądrze, pewnie broniąc dostępu do swojej bramki.

Pierwszy poważniejszy błąd zanotował stoper z Lipska dopiero w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. Zostało to od razuw wykorzystane przez Aptekarzy. Calhanoglu po przejęciu piłki kapitalnie zagrał do wychodzącego w pole karne Brandta, a Niemcowi nie pozostało nic innego jak skierować piłkę do siatki.

Tak więc do przerwy to gospodarze schodzili z jednobramkowym prowadzeniem. Prowadzenie to powinno być wyższe na początku drugiej połowy. W 53 minucie Aptekarze przeprowadzili szybką kontrę, po której Brandt padł w polu karnym, po przewinieniu zawodnika gości. Można było się dopatrzeć lekkiego aktorstwa w wykonaniu młodego Niemca, niemniej jednak sędzia Brych wskazał na wapno. Ostatnimi czasy rzuty karne nie są mocnym punktem w wykonaniu naszej drużyny, co potwierdziło dzisiejsze spotkanie. Bramkarz pewnie wybronił słaby strzał Calhanoglu.

Zamiast 3:1, po ponad 10 minutach zrobiło się 2:2. Fatalny błąd tym razem popełnił Bernd Leno. Forsberg po długim rajdzie zdecydował się na strzał z za pola karnego, który nie powinien sprawić trudności golkiperowi Aptekarzy. Niestety Leno źle interweniował, a piłka zatrzepotała w jego bramce.

Dzięki tej bramce goście wyraźnie uwierzyli, że są wywieźć z BayAreny trzy punkty. Raz po raz atakowali bramkę rywala, tworząc co raz to niebezpieczniejsze sytuacje. Po raz trzeci udało się im strzelić gola w 81 minucie. Jeszcze raz akcja w wykonaniu Forsberga, który bardzo dokładnie zacentrował prosto na głowę wychodzącego Orbana, a ten wpakował piłkę do bramki Bayeru.

Do końca spotkania nic się już nie zmieniło i to beniaminek z Lipska wraca z Leverkusen z trzema punktami, wychodząc na prowadzenie w tabeli Bundesligi.