BayArena
fot. www.bayer04.de

Bayern Monachium udowodnił, że nie bez powodu są najlepszą drużyną w kraju. Aptekarze nie mieli dziś kompletnie żadnych argumentów, żeby zagrozić czymś mistrzowi Niemiec. Bawarczycy zasłużenie pokonali na własnym boisku Bayer Leverkusen 1:0. Decydującą bramkę strzelił reprezentant Francji – Franck Ribery.

Aptekarze zainicjowali to spotkanie stylem, do którego przyzwyczaili nas w tym sezonie. Ofensywny start prawie przyczynił się do tego, żeby po pierwszych minutach to goście objęli prowadzenie. Niespełna trzy minuty po pierwszym gwizdku sędziego w stuprocentowej sytuacji strzeleckiej znalazł się Karim Bellarabi, jednak jego podcinkę, z przed linii pola karnego wybił Juan Bernat. Zaczęło się optymistycznym akcentem, aczkolwiek pozostał spory niedosyt, ponieważ Aptekarze powinni już prowadzić. Niemniej jednak die Werkself pokazali, że nie mają żadnych kompleksów przed takim renomowanym klubem jak mistrz Niemiec.

Następne minuty toczyły się w twardej, równej rywalizacji. Żadna drużyna nie potrafiła przejąć inicjatywy,  a także z sytuacjami podbramkowymi było dosyć ubogo.  Nie było żadnym zaskoczeniem, że zespołem który zdecydowanie częściej utrzymywał się przy piłce był Bayern, lecz nie miało to większego przełożenia dla przebiegu meczu. I tak już wszystko wyglądało do końca pierwszej połowy. Niewątpliwie był to wynik korzystny dla Aptekarzy, lecz z perspektywy kibica piękna futbolu, hit kolejki zdecydowanie rozczarowywał.

Początek drugiej części spotkania obrócił się o 180 stopni. Tym razem to Monachijczycy chcieli jak najszybciej ukłuć rywali i niestety dopięli swego. Wszystko zaczęło się od rzutu rożnego w 51 minucie spotkania. Po dośrodkowaniu, czubkiem głowy zdołał sięgnąć Xabi Alonso, po czym futbolówka wylądowała pod nogami Francka Ribery’ego, a reprezentant Francji nie miał problemów z pokonaniem Bernda Leno.

Ta bramka wprowadziła wiele luzu w grze mistrzów Niemiec. Z biegiem czasu coraz wyraźniej rysowała się przewaga gospodarzy. W 57 minucie niewiele brakowało, a mecz zostałby już całkowicie rozstrzygnięty. Prawą stroną boiska przedzierał się Thomas Muller, który próbował dogrywać do nadbiegającego Lewandowskiego, którego uprzedził Bernd Leno. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie fakt, że interwencja młodego golkipera była tak niefortunna, że po odbiciu piłki, ta wylądowała na słupku. Ta akcja zainicjowała  szereg następnych ataków na bramkę gości.

Minutę później w doskonałej sytuacji znalazł się Arjen Robben, jednak Holender znany jest z egoistycznego stylu gry i zamiast podawać do lepiej ustawionego Lewandowskiego to pokusił się na oddanie strzału, który przestrzelił.

Skoro poprzednie dwie sytuacje bramkowe nie przyniosły gola to znowu minutę później Bawarczycy już naprawdę powinni prowadzić. Swoją szanse otrzymał tym razem reprezentant Polski. To nawet nie była szansa, a ?dwustuprocentowa” sytuacja. Polak znalazł się praktycznie przed pusta bramką, jednak nawet w takiej sytuacji nie potrafił umieścić piłki w bramce. Trafił jedynie w boczną siatkę. Lewandowskiemu daleko jest do skuteczności, którą imponował  w Dortmundzie. Bardziej przypomina ?Lewego” z reprezentacji.

Kolejne okazje zaczęli sobie stwarzać gospodarze, a Aptekarze stali jak wryci. Nie potrafili się podnieść po straconej bramce, nie stworzyli sobie już do końca meczu żadnej klarownej sytuacji. Mistrzowie Niemiec spokojnie kontrolowali mecz, nie przeciążając się przy tym zbytnio. Tak już było do ostatniej minuty. Pod koniec spotkania jeszcze z boiska mógł wylecieć  Karim Bellarabi, kiedy popełnił brutalny faul, bardzo agresywnie wchodząc w nogi Sebastiana Rode. Sędzia główny Kircher był niezwykle pobłażliwy w tej sytuacji i ukarał Niemca jedynie żółtym kartonikiem, choć z całą pewnością Bellarabi powinien zejść z murawy.