BayArena
fot. www.bayer04.de

Bez niespodzianki: Bayer Leverkusen nie wykorzystał aktualnego kryzysu formy zawodników Bayernu Monachium i ostatecznie przegrał na Allianz Arenie 1-2. Honorowe trafienie dla gości zanotował Hakan Calhanoglu.

Aptekarze już od pierwszych minut pokazali, że nie mają zamiaru podchodzić do utytułowanych rywali z nadmiernym respektem. W 2. minucie bliski zdobycia otwierającego gola był Admir Mehmedi, jednak jego uderzenie po ziemi minimalnie minęło dalszy słupek bramki strzeżonej przez Manuela Neuera. Pięć minut później w podobnej sytuacji uderzał Calhanoglu, ale i jemu zabrakło precyzji.

Pierwsze poważne zagrożenie ze strony gospodarzy przyszło w 9. minucie. Nieco przypadkowo do strzału w polu karnym doszedł specjalista od „przypadkowych” bramek, Thomas Müller. Na nasze szczęście napastnik rywali również miał dziś zwichrowany celownik.

Znacznie groźniej było dziesięć minut później, gdy po perfekcyjnej wrzutce Douglasa Costy mocno główką strzelał Joshua Kimmich, który urwał się Wendellowi. Na nasze szczęście piłka pofrunęła wprost w rękawice Bernda Leno.

Bayer szukał swoich szans z przodu, jednak to rywale ukąsili ponownie – tym razem boleśnie. Z lewego skrzydła dośrodkowywał David Alaba, piłkę przy dalszym słupku do środka zgrał Kimmich, wykładając ją Philippowi Lahmowi, który uderzył mocno i celnie. Leno odbił futbolówkę, jednak trafiła ona prosto na głowę Thiago Alcantary, a Hiszpan, mając przed sobą pustą bramkę, nie zmarnował okazji (30.).

Kolejny wypad w pole karne Aptekarzy o mały włos nie skończył się podwyższeniem wyniku (32.), jednak przed znalezieniem się w wyjątkowo fatalnej sytuacji uratowały nas interwencja Leno, poprzeczka i podniesiona chorągiewka bocznego arbitra sygnalizującego ofsajd. W tej kolejności.

Przyjezdni nie załamali się, tylko dalej grali swoje. Efekt przyszedł bardzo szybko. W 35. minucie dwójkowa akcja Calhanoglu z Julianem Brandtem przyniosła bramkę wyrównującą zdobytą przez Turka! Trzeba przyznać, że było na czym zawiesić oko: strzał lewą nogą z ostrego kąta był nie tyle mocny, co precyzyjny, piłka wpadła do bramki tuż pod poprzeczką.

Do przerwy niewiele się zmieniło, żadna ze stron nie zdominowała pojedynku. Sytuacja wyglądała inaczej w pierwszych minutach drugiej połowy, gdy mocniej przycisnęli Bawarczycy. W 56. minucie Costa pokonał w pojedynku biegowym Jonathana Taha, wychodząc do prostopadłego podania. Jego strzał świetnie wybronił Leno, zbijając piłkę na rzut rożny.

Traf chciał, że ustalającego wynik spotkania gola zawodnicy Bayernu strzelili akurat po tym właśnie kornerze. Konkretnie uczynił to Mats Hummels, mocnym strzałem głową pozostawiając golkipera gości bez szans na interwencję.

Po wyjściu na prowadzenie drużyna prowadzona przez Carlo Ancelottiego wycofała się, oddając pole rywalom. Problem w tym, że ci w ataku pozycyjnym zupełnie sobie nie radzili, a szans na kontrataki nie było zbyt wiele. Najbardziej dogodna miała miejsce w 82. minucie spotkania. Po długim podaniu Taha z pominięciem drugiej linii do piłki wystartował Kevin Volland. Niemiec balansem ciała zostawił w tyle Thiago, na piętnastym metrze przelobował wychodzącego z bramki Neuera, zabrakło mu jednak miejsca, by doścignąć piłkę i posłać ją głową między słupki. Zamiast tego futbolówka trafiła w boczną siatkę. I w rękę wracającego za Vollandem Thiago, czego nie zauważył żaden z arbitrów. Wprawdzie rzut karny to jeszcze nie gol, zwłaszcza w przypadku Aptekarzy… Niemniej, miło byłoby, gdybyśmy dostali dziś tę szansę.

Nadziei na wyrównanie narobił faul na dwudziestym szóstym metrze w doliczonym czasie gry. Do piłki podeszli Hakan Calhanoglu i Kai Havertz. Uderzał Calhanoglu, mając nadzieję na pierwszego gola z rzutu wolnego od 22 sierpnia 2015 roku. Nic z tego: trafił prosto w Manuela Neuera. Chwilę później na stadionie rozległ się ostatni gwizdek sędziego. Kolejna porażka Aptekarzy w tym sezonie stała się faktem.