BayArena
fot. www.bayer04.de

Mecz pełen walki, nerwowości i żółtych kartek. Po bardzo ciężkim i męczącym spotkaniu, zarówno dla zawodników jak i kibiców, trzy punkty zostały w Hamburgu.  Jedyną bramkę tego spotkania strzelił z rzutu karnego kapitan Dinozaurów Rafael van der Vaart.

Aptekarze przystąpili do tego starcia bez większych rotacji w wyjściowej jedenastce. Z racji plagi kontuzji jaka panuje obecnie w klubie, wśród zawodników drugiej linii, z konieczności na pozycji pomocnika musiał wystąpić nominalny środkowy defensor Kryriakos Papdopoulos. Nie jest to dla niego nowe doświadczenie, gdyż w poprzednim meczu w DFB Pokal z Magdeburigem, wystąpił na tej pozycji, pokazując się zarówno z dobrej jak i z tej gorszej strony. To po jego prostej stracie Bayer stracił bramkę, dającej wyrównanie czwartoligowcom, lecz również gdyby nie on to zapewne nie awansowalibyśmy do następnej rundy, ponieważ pod koniec spotkania strzelił decydującą bramkę, która doprowadziła do zwycięskiego dla nas konkursu rzutów karnych.

Zawodnicy Bayeru przyzwyczaili nas w tym sezonie do inaugurowania spotkań błyskawicznymi akcjami ofensywnymi.  Florian Meyer gwizdnął po raz pierwszy, a już po 10 sekundach oglądaliśmy pierwsze uderzenie Hakana Calhanoglu, które z łatwością wyłapał Jaroslav Drobny. Nie udało się zatem powtórzyć sytuacji ze spotkania w pierwszej kolejce z Borussia Dortmund, kiedy to po 9 sekundach Bellarabi dał prowadzenie Aspirynom.

Od pierwszych minut Bayer starał się przejąć inicjatywę, utrzymując się przy piłce, jednak na niewiele się to zdało. Wszystkie próby ataków na bramkę Drobnego kończyły się niepowodzeniem. A w tym czasie zawodnicy z Hamburga spokojnie czekali na swoje szanse i się doczekali. W 25 minucie Bernd Leno ewidentnie spóźnił się z interwencją, praktycznie powalając na ziemie nadbiegającego Marcela Jansena. Początkowo sędzia Meyer w żaden sposób nie zareagował, co wywołało burzę gwizdów na stadionie Imtech Arena. Piłkarze HSV też nie pozostali obojętni, rzucając się z pretensjami do arbitra. Ten po krótkiej naradzie z bocznym sędzią, zmienił swoją decyzję, wskazując na wapno. Tym razem ?elfmeterkiller” jak nazywany jest Leno, nie dał rady poradzić sobie z jedenastką van der Vaarta, który dał swojej drużynie prowadzenie 1:0. Była to dopiero czwarta bramka w dziesiątym spotkaniu ligowym HSV w obecnym sezonie.

Do końca pierwszej połowy, to co się działo na boisku niewiele miało wspólnego ze sportem. Brutalna, agresywna gra, niesportowe zachowania spowodowały, że widowisko piłkarskie zmieniło się w festiwal pokazywania żółtych kartek. Najciekawsza sytuacja miała jednak miejsce przed samą przerwą. Wszystko zaczęło się od uczniackiego zachowania Drobnego, który złapał rękoma piłkę po za szesnastką, co nie umknęło uwadze arbitrowi, a ten odgwizdał rzut wolny. Nie spowodował on jednak większego zagrożenia pod bramką Drobnego, lecz pogłębiła się jedynie sytuacja nerwowa. Na boisku zapanował wielki chaos, rezerwowi wbiegli na murawę, doszło do przepychanek i szamotaniny. Pewny był fakt, że posypią się jakieś kartki, lecz na szczęście dla zawodników nie było żadnego wykluczenia, gdyż żółtymi kartkami solidarnie ukarani zostali Diekmeier i Donati. Podsumowując całą połowę pokazanych zostało aż siedem żółtych kartek, z czego pięć dla Dinozaurów.

Druga połowa wyglądała jak typowy mecz walki. Bayer ze wszystkich sił próbował stworzyć sobie jakąkolwiek klarowną sytuacje, jednak ich wysiłki na nic się nie zdały. Defensorzy HSV byli tego dnia doskonale dysponowani i każda próba ataku Aptekarzy kończyła się niepowodzeniem. Roger Schmidt próbował dać swojemu zespołowi jakiś impuls, wprowadzając na boisko najpierw Brandta i Drmića, a następnie Öztunaliego, jednak te rotacje nie wpłynęły w żaden sposób na grę zespołu.

W końcowych sekundach Bayer mógł jeszcze doprowadzić do remisu. Karim Bellarabi przeprowadził indywidualną akcję, mijając dwóch rywali, lecz jego strzał zatrzymał się na słupku. Wszyscy fani Bayeru musieli złapać się za głowę, bo od upragnionego remisu dzieliły centymetry. Kilkanaście sekund później Florian Meyer gwizdnął po raz ostatni i sensacja stała się faktem.

Było to pierwsze od siedmiu miesięcy zwycięstwo Dinozaurów na własnym stadionie, a Bayer po raz kolejny rozczarował swoich fanów. Przede wszystkim zawiodła formacja ofensywna, która dotychczas była najsilniejszym punktem. Stefan Kiessling od dłuższego czasu nie daje zbyt wiele Bayerowi, a jego zmiennik Josip Drmić nie radzi sobie lepiej. Zawiódł także Hakan Calhanoglu, dla którego była to sentymentalna potyczka przeciwko swojemu byłemu klubowi. Nawet rzuty wolne, które są największym atutem Turka, nie wychodziły mu dziś najlepiej. Szkoleniowiec Bayeru Roger Schmidt będzie miał teraz sporo do przeanalizowania, bo póki co, gra Aptekarzy pozostawia wiele do życzenia.