BayArena
fot. www.bayer04.de

Pierwsza faza przygotowań do nowego sezonu za nami – Aptekarze od czwartku przebywają w Kaprun i trenują w pobliskim Zell am See. W międzyczasie rozegrali kilka spotkań towarzyskich, które wypada krótko podsumować.

Kto oglądał, ten wie – die Werkself w pierwszych czterech sparingach prezentowali raczej urlopową formę. A tych, co oglądali, jest dziś więcej niż choćby rok temu, jako że coraz częściej mecze towarzyskie Bayeru transmitowane są przez klubową telewizję na oficjalnej stronie i na facebookowym profilu.

Zaczęło się od podróży sentymentalnej Rogera Schmidta, który kilkanaście lat temu przemierzał kolejne metry boiska jako „dziesiątka” SC Verl, a 15 lipca zmierzył się z tą drużyną w roli trenera Bayeru Leverkusen. Okazją do rozegrania meczu było otwarcie nowego stadionu gospodarzy. Aptekarze ostatecznie jedynie zremisowali 1-1, tracąc gola z rzutu karnego w 86. minucie. Chciałoby się napisać, że bohatersko doprowadzili do wyrównania, ale bramkę wyrównującą zdobył dla nas bramkarz rywali, Robin Bruseke, a miało to miejsce w 89. minucie.

Dwa dni później klub z Leverkusen zmierzył się z Delbrücker SC – to w tym klubie buty na kołku zawiesił Schmidt-piłkarz i narodził się Schmidt-trener. Taryfy ulgowej nie było, piłkarze Bayeru spokojnie wygrali 4-0 po bramkach dwóch Kevinów: hat-tricka zaliczył Volland, jednego gola dorzucił Kampl.

22 lipca kolejną „ofiarą” Aptekarzy miał się stać TuS Koblenz, beniaminek Regionalligi. Pierwszy kwadrans gry ofensywnej w wykonaniu gości był taki sobie, zatem postanowił ich wyręczyć zawodnik gospodarzy. Ricardo Antonaci trafieniem samobójczym tak zawstydził snajperów Bayeru, że ci błyskawicznie wzięli się do roboty i już do przerwy prowadzili 3-0 po kolejnych dwóch trafieniach Kevina Vollanda, który tym samym już na całego wpadł w oko sympatykom klubu. W samej końcówce meczu wynik na 4-0 dla przyjezdnych ustalił wracający z urlopu i wyjeżdżający niebawem wraz z Larsem Benderem na igrzyska olimpijskie do Rio Julian Brandt.

Najciekawszy sparing odbył się 27 lipca na BELKAW-Arenie w Bergisch Gladbach – terenie wprawdzie niby neutralnym, ale leżącym o rzut kamieniem od Leverkusen. Rywalem było znajdujące się w końcowej fazie przygotowań do sezonu FC Porto, które przysporzyło podopiecznym Schmidta kłopotów, prowadząc do przerwy 1-0. Bramkę Aptekarze stracili jednak na własne życzenie, a raczej na życzenie Kyriakosa Papadopoulosa, który w 8. minucie podając do Özcana tak perfekcyjnie wyłożył piłkę Andre Silvie, że temu nie pozostało nic innego, jak w sytuacji sam na sam z Rambo posłać ją do siatki. Wyrównanie przyszło w 58. minucie i choć tym razem to nie Volland okazał się strzelcem, to on zebrał za akcję bramkową największe laury swoim no-look passem do Chicharito. Meksykanin, który po powrocie z urlopu w dwóch spotkaniach zdążył zmarnować kilka dogodnych okazji, tym razem nie zawiódł i z zimną krwią pokonał brodatego golkipera gości, Joao Costę.

*

Jakie wnioski ze sparingów? Właściwie trudno jakiekolwiek wyciągać, Roger Schmidt dawał sporo szans zawodnikom z młodzieżówki, poza tym nie miał do dyspozycji kilku podstawowych graczy przebywających wciąż na urlopach, takich jak między innymi Charles Aranguiz, Jonathan Tah, czy Bernd Leno. Do pełni zdrowia nie wrócił jeszcze Wendell. Prawdziwe testy, takie jak spotkanie z Fiorentiną w przyszłym tygodniu, jeszcze przed nami.

Z dobrej strony pokazał się zwłaszcza Kevin Volland (wszystko wskazuje na to, że będą stanowić zabójczy duet z Chicharito), który robił sporo wiatru z przodu i przede wszystkim popisywał się niezłą skutecznością. Przykra sytuacja przydarzyła się z kolei Vladlenowi Yurchence, który w meczu z Porto wracał do składu po długiej kontuzji, a już kilkanaście minut później zmuszony był opuścić boisko wskutek kolejnego urazu.

Pod nieobecność Bernda Leno trochę poużywał sobie między słupkami Ramazan Özcan, który w wypowiedzi dla „kickera” wspomniał o „brutalnej jakości” stylu gry Bayeru oraz o tym, że chce dać drużynie tyle, ile będzie w stanie, dokładając swoją cegiełkę do wspólnego wysiłku w przyszłym sezonie. Nikt raczej nie ma wątpliwości, że zbyt wiele sobie nie pogra, a jego rola pierwszego wśród golkiperów klubu skończy się w poniedziałek, gdy z wakacji na zgrupowanie w Austrii przybędzie Bernd Leno.

*

Dobra wiadomość dla niezbyt licznego po ostatnim sezonie grona fanów Hakana Calhanoglu. Turek nigdzie się nie rusza, zostaje w Leverkusen i zdając sobie sprawę z tego, że w ostatnim sezonie, delikatnie rzecz ujmując, grał poniżej oczekiwań, obiecuje solenną poprawę. Cóż… Milionów z transferu Hakana do Anglii raczej nie będzie, więc tym bardziej trzymamy za słowo.

*

„To gówniana sytuacja”, mówi Stefan Kiessling o swych problemach zdrowotnych. Znany ze swej waleczności na boisku, Kiess musi tym razem wykazać się tą cechą w starciu z chronicznym bólem pleców, który doskwiera mu już od dłuższego czasu. Na domiar złego napastnik uskarża się również na bóle biodra i choć po czwartkowej wizycie u specjalisty w Monachium wybrał się z drużyną na zgrupowanie do Zell am See/Kaprun, wciąż trenuje indywidualnie i na początek sezonu na pewno nie zdąży dojść do pełni zdrowia. Więc kiedy wróci? Dokładnego terminu na razie nie zna nikt, w przybliżeniu mówi się jednak o wrześniu.

*

Sezon ogórkowy w pełni – Kevin Volland udzielił wywiadu serwisowi „11Freunde”, w którym opowiadał o swoim pozaboiskowym hobby, czyli o grze na gitarze. I tak z lektury wywiadu dowiedzieć się możemy, że Kevin rzępoli od dwóch lat i że idzie mu to całkiem nieźle. Jego ulubionym gitarzystą jest Slash z Guns’n’Roses, a ulubionym kawałkiem do grania „Novembers Rain” tejże kapeli. Ale nie pogardzi też Rihanną.

*

Do klubu wrócił dziś Jonathan Tah, który od razu wziął się do biegania. Na zdjęciach z dzisiejszych treningów minę miał raczej nietęgą. Ale kto z nas wraca do roboty z uśmiechem na ustach?