BayArena
fot. www.bayer04.de

Gdy we wcześniejszych pięciu spotkaniach Bundesligi traci się tylko trzy bramki, a później w jednym meczu, z rywalem będącym ostatnio w słabej formie, traci się tych goli aż cztery – to nie świadczy to o nagłym spadku formy, a jedynie o złym podejściu piłkarzy, co jest tak istotne w przypadku derbowych rywalizacji. To głównie złożyło się na wstydliwą porażkę Bayeru aż 1:4 z 1. FC Koln.

Pierwsza porażka na własnym stadionie z tym rywalem od 15 lat. Pierwszy raz od 14 lat Koln wbił Aptekarzom aż cztery bramki. To niestety nie było dziwnym przypadkiem, zbiegiem okoliczności. Koln wygrało zasłużenie, po katastrofalnej grze linii defensywnej, przy nijakiej współpracy z pomocnikami.

O wszystkich bramkach naszych rywali można powiedzieć to samo. Zdobyte z rozmachem, po składnych i szybkich akcjach, przy biernej postawie naszych defensorów, którzy gubili krycie obserwując tylko piłkę. Zdobyta przez Rolfesa bramka nie poprawiła nastrojów w drużynie, bo w końcówce meczu zespół dobił Jajalo, a wyraz frustracji na samym końcu dał jeszcze Schurrle.

O tym ostatnim sporo mówiło się w kontekście rywalizacji z Podolskim o miejsce w reprezentacji Niemiec. Wczoraj Podolski zaliczył asystę i zdobył dwie bramki. Schurrle jak zwykle sporo biegał, szarpał, ale tym razem kompletnie nic z tego nie wynikało. Na dodatek osłabił zespół przed meczem z Bayernem Monachium, gdzie przecież nie zagra także Kadlec.

Trener Dutt ma spory problem. Nasza drużyna potrafi zremisować z mistrzem Niemiec z Dortmundu, potrafi rozegrać niezłe spotkanie na Stamford Bridge, rozgromić na wyjeździe Augsburg aż 4:1, mimo że jako pierwsi tracą bramkę. Porażki z Dresden i Koln nie są jednak wypadkiem przy pracy.

Za brak odpowiedniego podejścia i mobilizacji w takich meczach rozlicza się także trenera, jak również najbardziej doświadczonych piłkarzy. Dopiero teraz odczuwa się brak Rene Adlera, który potrafi sprawniej kierować defensywą, a poza tym po każdej utraconej bramce odpowiednio mobilizuje kolegów. Zarówno Ballack jak i Rolfes, wczoraj temu zadaniu nie podołali.

Nie ma co się rozwodzić nad formą piłkarzy. Pokazali oni już w tym sezonie, że grać w piłkę potrafią. Problem tkwi w mentalności. Media, kibice – przypisywali nam przed tym spotkaniem pewne trzy punkty. Gdzieś zapomniano o sportowym duchu specyficznej, derbowej rywalizacji. Podolski, Novakovic i spółka walczyli wczoraj o każdy centymetr boiska. Dlatego, niestety na naszym stadionie, aż czterokrotnie mogli wznosić ręce w geście tryumfu. Piątego razu, po ostatnim gwizdku sędziego, większość z nas nawet chyba nie obserwowała.

Mamy jednak siedem dni na wyleczenie boleśnie zadanych ran (w końcu jesteśmy Aptekarzami). Koln pokazało nam, jak gra się z faworyzowanym, silniejszym rywalem, występującym przed swoimi kibicami. Pora odrobić lekcję i przenieść to za tydzień na boisko w Monachium.

Martin Huć