BayArena
fot. www.bayer04.de

Po czterech ligowych zwycięstwach z rzędu, ostatnio bardzo przekonujących, bez straty gola, z ostrożnym, ale jednak z optymizmem podchodzimy do domowej rywalizacji z Eintrachtem Frankfurt.

Eintrachtem, który z kolei jest w dużym kryzysie i dla niego już wszystkie mecze do końca sezonu będą o sześć punktów. Graczom Frankfurtu widmo spadku znów głęboko zagląda w oczy. Przedostatnia pozycja w tabeli, brak Alexandra Meiera, który zawsze „jakoś to ciągnął”, w dodatku świeża informacja o kontuzji Stefana Reinartza, który nie zagra do końca sezonu, tylko może pogłębić kryzys.

Frankfurt poza tym to najsłabsza drużyna w lidze jeśli chodzi o mecze wyjazdowe. Tylko dwie wygrane na obcych boiskach, ostatnia zresztą przypada 24 października. Dochodzi problem ze zdobywaniem goli – od 6 lutego, kiedy Eintracht ostatni raz strzelił więcej niż jedną bramkę, w kolejnych dziewięciu spotkaniach strzelił tylko trzy gole.

To jednak drużyny Rogera Schmidta nie może zmylić. Wczorajsza porażka Borussii M’gladbach, mały kryzys w Herthcie Berlin, a także to, że Schalke w tej kolejce mierzy się z Bayernem sprawia, że Bayer może nieoczekiwanie – po tych wszystkich problemach, jakie trapiły ten klub na przełomie lutego i marca – stać się za moment głównym faworytem w walce o trzecie miejsce w Bundeslidze.

Liczymy ponownie na rozpędzonego Juliana Brandta, świetnie podającego Karima Bellarabiego, na znakomitego Bernda Leno, na świetne wejście Vladlena Yurchenko i ponownie zaskakująco dobrą postawę defensywy. Poza tym czekamy na ogłoszenie wyjściowej jedenastki, bo niektóre niemieckie media sugerowały, że Aptekarze mogą dziś rozpocząć mecz po raz pierwszy z Charlesem Aranguizem w podstawowym składzie.

Obawy można mieć tylko jeśli chodzi o lewą obronę. Wobec kontuzji Sebastiana Boenischa i przerwy za czerwoną kartkę Wendella, sugerowany do gry na tej pozycji jest na razie Benjamin Henrichs – środkowy pomocnik, który w Bayerze niedawno debiutował jako… prawy obrońca.