BayArena
fot. www.bayer04.de

Nikt chyba nie spodziewał się, że w meczu z Greuther nie zdobędziemy bramki i do Leverkusen będziemy wracać z zaledwie jednym punktem. Mała kolejka cudów w Bundeslidze, kontynuację miała w niedzielę i punkty oprócz Bayeru, straciła także Borussia Dortmund.

Minęła nam szansa na przeskoczenie w tabeli mistrza Niemiec i zwiększenie swojej przewagi nad drużynami znajdującymi się poniżej trzeciego miejsca. Słabszego rywala w tej rundzie mieć już nie będziemy. Ponownie zawiodła nas skuteczność. Mylił się Kiessling, mylił się Castro, mylił się Schurrle. Choć uczciwie trzeba przyznać, że klarownych, czystych i 100% sytuacji nie stworzyliśmy sobie w meczu z tak słabym rywalem zbyt wiele.

Brawa należą się gospodarzom, którzy przeciwstawili się naszej drużynie nie tyle umiejętnościami, co ambicją i ofiarną grą. I to wystarczyło. A przy odrobinie szczęście trzy punkty zostałyby na Trolli Arena, ale na szczęście na posterunku w kilku groźnych sytuacjach był Bernd Leno.

Nasi trenerzy muszą przeprowadzić porządną rozmowę z piłkarzami, którzy zaczynają chyba pomału odczuwać presję niewykorzystanych szans, jakie mieli w tym sezonie. Zostały im tylko jedne rozgrywki i wiedzą, że zajęcie miejsca poniżej podium będzie dużym rozczarowaniem.

Trenerzy swoje zadanie z przygotowania taktycznego zdali już w tym sezonie idealnie. Zespół grał jesienią widowiskowo, wygrywał mecze z czołowymi rywalami, potrafił gonić wynik. Teraz jednak czeka ich najtrudniejszy bój. Tendencja Bayeru do słabej rundy wiosennej znów pewnie pojawiła się w myślach wszystkich osób związanych mocno z Aptekarzami.

Trzeba przyznać, że najważniejsze porażki w tym sezonie były w dużej części efektem (może to zbyt mocne słowo, ale nic innego na myśl mi nie przychodzi) frajerstwa. Porażka z Wolfsburgiem z DFB Pokal, dwie przegrane z Benfiką – w żadnym z tych meczów nie byliśmy gorsi, ale napotykaliśmy jakąś niewidzialną ścianę na boisku, przez którą nie potrafiliśmy się przebić, by udokumentować dobrą grę. Potem przychodziły głupie błędy w defensywie i kończyliśmy mecze ze spuszczonymi głowami.

Remis z Greuther to nie porażka, ale może okazać się niestety na koniec sezonu, iż strata dwóch punktów w tym meczu była kluczowa. Pozostało 11 meczów do końca. Za tydzień Stuttgart. I znowu nie wyobrażamy sobie innego wyniku, aniżeli wygranej.

Pora nauczyć się Panowie, jak to jest wygrywać będąc faworytem. Nawet w spotkaniach z bardziej utytułowanymi rywalami.