BayArena
fot. www.bayer04.de

Kolejny mecz Ligi Mistrzów, w którym Bayer prowadzi, w którym jest drużyną lepszą i wydawałoby się kontroluje przebieg rywalizacji, kończy się niezasłużonym remisem. 1:1 w Monaco nie jest aż tak strasznym wynikiem, ale biorąc pod uwagę przewagę Aptekarzy, jest zwyczajnie niesprawiedliwy.

Bayer zaczął dość odważnie i kilka razy groźnie zaatakował, ale poza dwoma strzałami Calhanoglu – z dystansu i rzutu wolnego – nic konkretnego pod bramką gospodarzy się nie działo. Ci tylko raz właściwie, tuż przed przerwą, zaatakowali bramkę Leno, ale gola nie zdobyli. Drużyna Rogera Schmidta najgroźniejszą swoją sytuację stworzyła również przed przerwą, ale strzał Chicharito nie trafił do bramki.

Druga połowa to już wyraźna przewaga ekipy z Leverkusen. Najpierw groźny strzał Calhanoglu został zablokowany, później próbował uderzać Aranguiz, poza tym kilka ciekawie wyglądających akcji była o włos od skutecznej finalizacji. Polot, szybkość, kombinacyjna gra i spokój w defensywie charakteryzowały drużynę z Niemiec.

Brakowało tylko bramki. Ale już o to zatroszczył się Mr Champions League, czyli Admir Mehmedi, który ma patent na te rozgrywki. Szwajcar na boisku pojawił się w 73. min i od razu po wejściu świetnie znalazł się w polu karnym i przytomnie dośrodkował do Chicharito, a ten strzałem głową dał Bayerowi prowadzenie.

I te prowadzenie mógł nawet podwyższyć i mógł to zrobić oczywiście Mehmedi, który w jednej z akcji zauważył zbyt daleko wysuniętego od bramki golkipera Monaco Subasicia, ale jego próba przelobowania okazała się minimalnie niecelna.

Monaco oczywiście próbowało odrobić straty. W drugiej połowie (do pewnego momentu) zagrozili bramce Leno jednak tylko raz, jeszcze przy stanie 0:0, gdy po kombinacyjnej ładnej akcji defensorzy Bayeru przyblokowali strzał.

Gdy wydawało się, że mnożące wrzucane na oślep piłki w pole karne Bayeru nie przyniosą już żadnego rezultatu i nasi gracze do Niemiec wrócą z zasłużonym kompletem punktów, do piłki przed pole karne dopadł Kamil Glik, świetnie się złożył, oddał strzał życia i dał swojej drużynie bezcenny jeden punkt w ostatnich sekundach meczu.

Bezcenny, bo kompletnie niezasłużony. Mimo bardzo dobrej gry, lepszej niż w Bundeslidze, mamy po dwóch kolejkach ledwie dwa punkty i zajmujemy trzecią pozycję. Tabela jest wyrównana i sytuacja nie jest beznadziejna, ale jednak lekko niepokojąca. A kolejny rywal z Londynu teoretycznie może być najtrudniejszy.