BayArena
fot. www.bayer04.de

Piłkarze Bayeru Leverkusen znów rozczarowali. I nie chodzi nawet o to, że Wolfsburg odjeżdża w tabeli, że nie udało się wykorzystać porażek Augsburga i Schalke, że nie potrafiliśmy pokonać mimo wszystko słabszej Borussii Mönchengladbach. Problem w tym, że wydłuża się litania niedociągnięć w grze Aptekarzy.

W meczu z Gladbach piłkarze wciąż niepokonanego w tym sezonie w lidze Bayernu Monachium znajdowali się o włos od porażki i tylko Manuel Neuer świetną postawą zdołał sprawić, że z delegacji Bawarczycy przywieźli ciężko wywalczony punkt pomimo licznych, groźnych kontrataków die Fohlen. Podobną taktykę Lucien Favre zastosował w dzisiejszym spotkaniu z Bayerem Leverkusen. Jego piłkarze dali się wyszaleć rywalom, wciągali ich głęboko na własną połowę, a potem wyprowadzali zabójcze kontry. Teoretycznie w pierwszej połowie Bayer zdominował spotkanie. Ciężko jednak dać głowę za stwierdzenie, że dominacja ta nie była zgodna z planem na mecz szwajcarskiego szkoleniowca.

Już pierwszy z wypadów ofensywnych na połowę wysoko ustawionych Aptekarzy mógł – i powinien – przynieść Borussii gola. Dwójkowa akcja Maxa Kruse z Patrickiem Herrmannem zakończyła się minimalnie niecelnym strzałem tego drugiego – Emir Spahic wracając sprawiał wrażenie, jakby niespecjalnie obchodziło go ustawienie zawodnika Źrebaków.

Wszystkie mankamenty zeszły na dalszy plan, gdy w 18. minucie Bernd Leno zagrał daleką piłkę do Stefana Kiesslinga. Napastnik Leverkusen to jeden z nielicznych jasnych punktów drużyny w dzisiejszym spotkaniu. Groźny w pojedynkach główkowych, nękał obrońców walką o każdą piłkę, przetrzymywał ją i dogrywał do partnerów. Przy czym nie wahał się ponosić ofiar – na początku meczu przez około pięć minut opatrywano mu rękę, na którą nadepnął jeden z obrońców Borussii. We wspomnianej sytuacji zainicjowanej wykopem Leno, „Kiess” wygrał pojedynek główkowy, odgrywając piłkę do Hakana Calhanoglu, Turek zaś, pomimo drobnych kłopotów z ułożeniem jej do strzału, w końcu oddał uderzenie – i to jakie! Futbolówka przelobowała Yanna Sommera i wpadła w samo okienko strzeżonej przez Szwajcara bramki. Trafienie Calhanoglu to murowany kandydat do gola kolejki.

Bayer poszedł za ciosem i choć kontry przyjezdnych wciąż stwarzały co jakiś czas zagrożenie, nastroje wśród kibiców musiały być pozytywne. Aptekarze nie ustawali w atakach, a na osobne słowa pochwały zasłużył Tin Jedvaj, robiący różnicę na prawym skrzydle. Jego dośrodkowania po ziemi na mniej więcej piąty metr od bramki Sommera momentami były naprawdę groźne. Tradycyjnie defensywę przeciwnika nękał zejściami do środka i potężnymi strzałami z dystansu Karim Bellarabi, aktywny z przodu był również Calhanoglu, a po jednej z kolejnych wygranych główek Kiesslinga Gonzalo Castro o mały włos nie zdobył przepięknej bramki ze znacznej odległości – jego uderzenie okazało się jednak niecelne.

Wszystko to wzięło w łeb jeszcze pod koniec pierwszej połowy, gdy Aptekarze zaczęli oddawać inicjatywę gościom z Mönchengladbach. To właśnie wtedy uwidoczniła się kolejna wada w ich grze – luki w kryciu przy stałych fragmentach gry. Po wrzutce z rzutu rożnego Ömer Toprak zbyt łatwo dał dojść do sytuacji strzeleckiej Roelowi Brouwersowi, który skorzystał z okazji i oddał mocny strzał tuż przy słupku, wyrównując stan spotkania.

Na początku drugiej połowy zagrożenie ze strony wyprowadzających kontrę za kontrą Źrebaków stało się do tego stopnia poważne, że Roger Schmidt zdecydował się wzmocnić środek pola poprzez zdjęcie bezbarwnego Heung-Min Sona i wpuszczenie na boisko Simona Rolfesa. Efektem było przejście Aptekarzy do ataku pozycyjnego, który raczej im nie leżał. Strzałów na bramkę Sommera było sporo, ale albo były łatwe do obrony dla golkipera die Fohlen, albo mijały się z bramką. Dwukrotnie rzuty wolne zmarnował specjalista od tego rodzaju stałych fragmentów gry, czyli Calhanoglu. „Dziesiątka” z Leverkusen ma jednak na swoją obronę przepięknego gola z pierwszej połowy. Pewne ożywienie w poczynania Bayeru wniósł wprowadzony w 71. minucie właśnie za Calhanoglu Julian Brandt, jednak to było za mało.

Choć rywal był niewygodny, a mecz już od dawna zapowiadał się na bardzo trudny, ciężko być zadowolonym z dzisiejszego 1-1. Schmidt ma nad czym pracować w przerwie zimowej; trudno oczekiwać, że liczne niedociągnięcia w grze die Werkself zostaną naprawione do środy, kiedy to Bayer rozegra przeciw TSG 1899 Hoffenheim przedostatni mecz 2014 roku. Wiadomo już, że nie zagra w nim Jedvaj – Chorwat obejrzał dziś swoją piątą żółtą kartkę w tym sezonie, co oznacza jedną kolejkę pauzy.