BayArena
fot. www.bayer04.de

Fajnie, że nasi zawodnicy potrafili się podnieść z 0:3 w meczu wyjazdowym i wywalczyć rzutem na taśmę jeden punkt. Cieszyć się jednak nie ma za bardzo z czego, bo tak naprawdę straciliśmy dwa punkty.

Tak słabej ławki rezerwowych dawno nie mieliśmy. A przecież mówi się: „Pokaż mi, jaką masz ławkę rezerwowych, a powiem Ci, jaką masz drużynę”. Ostatnie wyniki plasują nas właśnie w tym miejscu. Dużego problemu. Problemu nie szerokiej kadry, bo na ten moment, naprawdę nie mamy wartościowych zmienników. Z Ramalho ludzi nie będzie, przed Jedvajem jest przyszłość, ale zdecydowanie na boku obrony, a Brandt po raz kolejny mocno rozczarował. Znów nie potrafił wziąć odpowiedzialności na swoje barki, znów nie wygrywał pojedynków jeden na jeden. Oczywiście, to ciągle naprawdę młody chłopak, absolutnie go nie skreślamy, jednak… pora przyspieszyć panie Julianie.

Zaczęło się mocno niewesoło. 0:3, głupie błędy defensywy, także błąd arbitra na naszą niekorzyść przy drugim golu i obrazek opuszczającego trybuny Rogera Schmidta przy stanie 0:2, który udał się na samolot do Hiszpanii, by obserwować przegrany 0:1 mecz Villarealu z Las Palmas. Zdaje się, że Bayer dość priorytetowo traktuje rywalizację w Lidze Europy. Czy słusznie przy tak wąskiej kadrze i widmie braku awansu do europejskich pucharów w przyszłym sezonie (tak, tak – trzeba rozpatrywać takie kategorie)?. Oceńcie sami…

Oczywiście potrafiliśmy się podnieść. Mając dużo szczęścia – gol samobójczy i idiotyczne zagranie ręką, po którym był rzut karny wykorzystany przez Calhanoglu – ale też trzeba oddać zawodników, że nie spuścili głów, tylko walczyli. To  dobry prognostyk, jeden z nielicznych na razie, na najbliższe tygodnie, że piłkarzom się chce. Poza tym trzeba trzymać kciuki za jak najszybszy powrót do zdrowia zawodników. Generalnie jednak przed nami ciągle trudne tygodnie.