BayArena
fot. www.bayer04.de

Nareszcie! Bayer w końcu zagrał w lidze w sposób zbalansowany, nie rzucając się do szaleńczych ataków, dbając o koncentrację w tyłach. Postawę dwójki stoperów, którą w pojedynku z Schalke Gelsenkirchen tworzyli Ömer Toprak i Emir Spahic, wypada ocenić naprawdę wysoko. Dość powiedzieć, że Bernd Leno spędził w bramce Aptekarzy dość nudne 90 minut. Niemniej, w oczy rzucały się również mniej miłe fakty.

Przede wszystkim, abstrahując od postawy Topraka i Spahica, znów momentami zbyt wysoko ustawiona była linia defensywna Bayeru. Szczególnie grało to na nerwach w momentach, w których Schalke próbowało swego głównego pomysłu na rozmontowanie obrony rywala – czyli pod koniec pierwszej połowy i między 60. a 70. minutą spotkania, kiedy to zawodnicy Roberto di Matteo słali jedno długie, prostopadłe podanie za drugim, bardzo często jeszcze z własnej połowy, pomijając drugą linię. Obrońcy z Leverkusen stawali na wysokości zadania, umiejętnie się cofając i asekurując tam, gdzie było to potrzebne; zawsze pojawił się ktoś, kto w decydującym momencie dostawił nogę, zablokował dośrodkowanie/strzał, pokrył, ale…

…ale cały czas między obrońcami gospodarzy biegał Klaas-Jan Huntelaar. Człowiek, który może być powstrzymywany przez cały mecz i wyskoczyć z jedną, jedyną, rozstrzygającą akcją choćby w doliczonym czasie gry. Defensorzy Bayeru zaliczyli świetny występ i mogą sobie gratulować po spotkaniu czystego konta, ale momentami, gdy wracali za prostopadłą piłką za plecy z trzydziestego metra, można było dostać stanu przedzawałowego.

Kolejny mankament – brutalna gra. Po raz kolejny Bayer kończył mecz w dziesiątkę, co na szczęście nie pociągnęło za sobą (poza samym doliczonym czasem gry, wynoszącym trzy minuty) rozpaczliwej, głębokiej defensywy. Klub z Leverkusen tuż po utracie zawodnika grał swobodnie i ofensywnie, a gdy tracił piłkę, odzyskiwał ją jeszcze zanim rywal zdążył wypróbować „lagę” do przodu, celując gdzieś między Topraka i Spahica, gdzie mógłby się przepchnąć Huntelaar.

Kto wyleciał? Tin Jedvaj, którego występ w tym meczu to osobna historia. Chorwat zaczął spotkanie na ławce rezerwowych, jako że na prawej stronie defensywy pojawił się, podobnie jak w starciu Ligi Mistrzów z Zenitem, Giulio Donati. W 23. minucie boisko opuścił Stefan Reinartz, który ucierpiał w jednym ze starć i od dłuższego czasu opatrywany był przy linii bocznej. Przy zbliżeniu kamery na twarz defensywnego pomocnika Aptekarzy dało się zauważyć całkiem spory siniec pod jego prawym okiem.

Na murawę wbiegł po dwóch minutach Jedvaj, który tym samym zaliczył swój debiut w drugiej linii Bayeru. Debiut, który ocenilibyśmy jako całkiem niezły występ, gdyby nie niefortunny wślizg z 85. minuty, gdy wypożyczony z Romy gracz wjechał od tyłu w nogi Jana Kirchhoffa. Decyzja prowadzącego spotkanie Manuela Gräfe o pokazaniu czerwonej kartki była ze wszech miar słuszna. Jedvaja można pochwalić za zaangażowanie i determinację, ale czasem zbyt mocno nagrzewa mu się głowa, przez co traci koncentrację przy podobnych wejściach. Sam zawodnik przyznał niedawno, że jego styl gry jest ryzykowny, choć wie, co robi. Cóż, jak widać nie zawsze.

Posiadający w tym sezonie dwa oblicza Bayer dziś stał się tą samą drużyną, która punktowała w meczach Ligi Mistrzów z Benficą i Zenitem. Czyli spokojnie, cierpliwie konstruował swe ataki, przegrywając piłki na skrzydło, skąd następowało łamanie akcji do środka i uderzenie zza pola karnego. Gdy akcje przebiegały wedle innego scenariusza, to jest Aptekarze rozgrywali piłkę na małej przestrzeni, wyglądało to dziś nieco zbyt koronkowo, jakby zamierzali wjechać z futbolówką do bramki.

Na szczęście Leverkusen miało w składzie Hakana Calhanoglu, a on od szybkiej wymiany podań w polu karnym woli często solidne kropnięcie z dystansu. Dzisiaj próbował tego szczególnie często, czasem trafiając w światło bramki, czasem nie. Jedna z tych prób – uderzenie z rzutu wolnego w 53. minucie – zakończyła się zdobyciem przepięknej bramki, która śmiało może kandydować do tytułu gola kolejki. Rzut wolny wykonywany był z lewej strony, piłka po uderzeniu przeleciała obok skromnego muru i wylądowała w okienku przy bliższym słupku. Ralf Fährmann pofrunął za nią, ale był bez szans. Ewidentnie zbyt mocno zaufał swojemu murowi. Że piłkarze Schalke z tym elementem piłkarskiego rzemiosła mają problemy, pokazał inny rzut wolny, wykonany cztery minuty wcześniej, gdy Turek uderzył piłkę prosto w mur – a i tak przeszła, by spocząć ostatecznie w rękach golkipera z Gelsenkirchen.

Co jeszcze można napisać o tym meczu? Schalke zaprezentowało dziś mdły futbol, a esencją ich stylu gry był zaparkowany autobus i długie piłki na napastnika. W obozie Bayeru martwi kolejny mecz Stefana Kiesslinga bez gola. „Kiess” tradycyjnie harował z przodu za trzech, ale efektu bramkowego nie było, nawet mimo świetnej okazji z 32. minuty, gdy piłkę na szósty metr wyłożył mu Heung-Min Son. Napastnik z Leverkusen rzucił się na nią wślizgiem, ale był minimalnie spóźniony i skończyło się na jęku zawodu, który przetoczył się po trybunach.

Dobre spotkanie mogą dopisać do swego piłkarskiego życiorysu boczni obrońcy: solidni z tyłu (jeden kluczowy pojedynek wygrany przez Donatiego w pierwszej połowie z Huntelaarem, kiedy Holender po zagraniu z głębi pola o mały włos nie wyszedł sam na sam z Leno), aktywni z przodu – Wendell mógł strzelić gola w 90. minucie, ale wchodząc z lewej strony w pole karne rywali uderzył piłkę odchodzącą od bramki.

Z kronikarskiego obowiązku wypada jeszcze zauważyć, że po raz pierwszy na BayArenę w roli zawodnika Schalke zawitał Sidney Sam, który wszedł na boisko w drugiej połowie. Jeszcze zanim wbiegł na murawę, zastępując Chinedu Obasiego, z trybun dały się słyszeć głośne gwizdy. Podobne dźwięki rozlegały się przy każdym kontakcie byłego Aptekarza z piłką.

Sam na przebieg spotkania nie wpłynął, Huntelaar nie zaprezentował swego słynnego snajperskiego instynktu, a solidny Fährmann miał do obrony jeden strzał, którego obronić się po prostu nie dało. Nawet z przewagą jednego zawodnika w końcówce, Schalke dalej grało piach. Przed Roberto di Matteo jeszcze sporo pracy… ale to już nie zmartwienie Bayeru, który aktualnie wskakuje na czwartą pozycję w tabeli, na której pozostanie przynajmniej do jutra.