BayArena
fot. www.bayer04.de

Na taki Bayer czekaliśmy od długiego czasu. Z balansem między skuteczną defensywą i pełnym polotu atakiem. Jesień stała pod znakiem eksperymentów, za to na wiosnę, po kiepskim początku rundy, Roger Schmidt usprawnił swój system na tyle, że zdołał wyrównać rekord siedmiu zwycięstw ligowych z rzędu, jakie piłkarze die Werkself odnieśli poprzednio w sezonie 2001/02.

Tuż przed meczem, zgodnie z zapowiedziami w mediach społecznościowych, fani Bayeru okazali swe niezadowolenie z powodu zwolnienia Emira Spahica, odpowiedzialnego za pobicie innego pracownika klubu. Na Nordkurve wywieszono transparent podkreślający oddanie Bośniaka dla zespołu, kibice zademonstrowali mnóstwo białych koszulek z numerem 5. Przez cały czas milczeli, co na szczęście zmieniło się od pierwszego gwizdka. Wygląda na to, że nawet jeśli środowiska kibicowskie w Leverkusen mają zamiar eskalować konflikt z zarządem, nie przeniesie się on na poczynania piłkarzy.

Pierwsza połowa stała pod znakiem ofensywnych zapędów dwójki środkowych obrońców Bayeru. Na swoją bramkę cierpliwie polował przy każdym stałym fragmencie gry Kyriakos Papadopoulos, tradycyjnie niesamowicie groźny przy strzałach głową. Kilka prób Greka wywołało jęk zawodu na trybunach – piłkarz wypożyczony z Schalke miał przed przerwą więcej klarownych okazji na strzelenie gola, niż środkowy napastnik Bayeru, Stefan Kiessling. Co tylko podkreśla, jak ważnym jest piłkarzem w kontekście skutecznej egzekucji stałych fragmentów przez Aptekarzy. Dzisiejszym występem – solidny w obronie, skuteczny w ataku – jedynie podkreślił, że jeśli Bayer zdecyduje się na wykupienie go z Schalke, kibice na pewno nie będą wypominali zarządowi wysokiej kwoty transferu. A Rudi Völler zapowiedział niedawno, że podczas letniego okna transferowego postara się zapchać lukę po agresywnym Spahicu…

Nie Papadopoulos jednak, a jego partner z defensywy, Ömer Toprak, dał Aptekarzom prowadzenie w jednostronnym pojedynku z Hannoverem. Po dośrodkowaniu Hakana Calhanoglu z rzutu rożnego (20. minuta), dobrze ustawiony obrońca Bayeru strzałem głową na krótki słupek otworzył wynik meczu.

Już pięć minut później groźnie „szczupakiem” główkował Papadopulos. W 33. minucie po dośrodkowaniu Roberto Hilberta z prawego skrzydła futbolówkę wybijali obrońcy Hannoveru, trafiła ona jednak pod nogi ustawionego tyłem do bramki „Papy”, który uderzył kąśliwie z woleja. Piłka zmierzała blisko miejsca, w którym stał golkiper rywali, Ron-Robert Zieler, jednak skozłowała tuż przed nim i sprawiła mu sporo kłopotów. 35. minuta i Bayer znów jest w natarciu, wyprowadzając kontratak zakończony rajdem Heung-Min Sona i strzałem z dystansu Koreańczyka. Po raz kolejny dobrą interwencją popisał się jednak Zieler.

Kibice na BayArenie z pewnością liczyli na kolejne bramki, zwłaszcza że Bayer sprawiał wrażenie maszyny, która dopiero się rozkręca. Jeszcze przed przerwą zawodnicy Schmidta zaliczyli kolejne trafienie do siatki bezpłciowych rywali. Na pięć minut przed zejściem do szatni piłka krążyła między nimi jak po sznurku, przy biernej postawie statystujących obrońców zespołu Tayfuna Korkuta. Ostatecznie wyborną asystą popisał się Stefan Kiessling, który wypuścił Juliana Brandta na pozycję sam na sam z bramkarzem. Brandt, który mimo dobrej postawy w ostatnich spotkaniach nie grzeszył skutecznością, tym razem zachował zimną krew i precyzyjnym strzałem na dalszy słupek usprawiedliwił Zielera z wpuszczenia kolejnej bramki.

Zawodnicy Bayeru po przerwie nie kazali kibicom czekać zbyt długo na kolejne trafienie. Po zbyt mocnym dośrodkowaniu Hakana Calhanoglu z rzutu rożnego akcja przeniosła się na prawe skrzydło. Julian Brandt nie odpuścił, odebrał piłkę rywalowi i dośrodkował prawą nogą na głowę Stefana Kiesslinga. Po mocnym uderzeniu „Kiessa” piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła pod nogi Papadopoulosa, a ten dopełnił formalności i w 49. minucie dał drużynie trzybramkowe prowadzenie. Reprezentant Grecji zamiast standardowego Torhymne usłyszał temat z… Greka Zorby.

Mając trzy bramki na koncie strat, zespół przyjezdnych kompletnie się pogubił. Obrona przypominała dzieci błądzące we mgle i jeśli cokolwiek defensorom z Hannoveru wychodziło dobrze, to było to zakładanie pułapek ofsajdowych: w 54. minucie spotkania sędzia liniowy wyłapał pozycję spaloną przy trafieniu głową Kiesslinga, jednak przy kolejnym golu snajpera Bayeru (70.) popełnił spory błąd, uznając bramkę.

Na śmieszność naraziłby się jednak ten, kto uznałby, że arbiter wypaczył wynik spotkania. Hannover praktycznie nie istniał w ofensywie, z wyjątkiem jednej dogodnej sytuacji Hiroshiego Kiyotake, która wynikała jednak bardziej z niedopatrzenia obrońców gospodarzy, niż ze skutecznej ofensywnej akcji gości. Ci drudzy mogli pokonać Zielera po raz piąty, ale w końcówce swoją szansę przestrzelił występujący tym razem w roli zmiennika Karim Bellarabi.

Zwycięska seria trwa, po raz czternasty w tym sezonie udało się piłkarzom z Leverkusen zachować czyste konto. Morale w drużynie jest wysokie, a to z pewnością przyda się podczas ciężkiego wyjazdowego meczu z FC Köln, który zostanie rozegrany już w najbliższą sobotę.