BayArena
fot. www.bayer04.de

Zaliczyliśmy gigawpadkę. Odpadliśmy z Pucharu Niemiec grając z trzecioligowcem Lotte, grając z przewagą jednego zawodnika, mając 90 minut gry plus dogrywkę, przegrywając ostatecznie po rzutach karnych. Bez trenera na ławce, bez jego obecności nawet na trybunach. Roger Schmidt postanowił ten mecz po prostu obejrzeć w autobusie klubowym. Żenada.

Zwycięski mecz z Dortmundem miał być takim punktem do którego będziemy często wracać, miał być podkreśleniem dobrze przepracowanego okresu przygotowawczego. Tymczasem jest podkreśleniem jednego wielkiego absurdu, jaki towarzyszy Bayerowi w tym sezonie.

Nie potrafimy zrozumieć, dlaczego nie gra Danny da Costa; dlaczego, gdy w składzie na mecz z Lotte było tylu doświadczonych zawodników, do rzutu karnego podszedł 17-letni Kai Havertz. Fakt faktem trafił, ale było to przyznacie trochę niezrozumiałe.

Rudi Voller powiedział, że przed Bayerem teraz dwa bardzo ważne spotkania. Powiedział to tak, że media odebrały to jednoznacznie – te mecze to ultimatum dla Schmidta. Kończy się pomału cierpliwość do niego także kibicom – wystarczy tylko prześledzić komentarze na Facebooku.

A łatwiej teraz wcale nie będzie. Choć Wolfsburg, nasz dzisiejszy rywal, notuje jeszcze gorszy od nas start w Bundeslidze, to chyba wszyscy wiemy, że tę ekipę stać na znacznie więcej.

Gdy w zeszłym sezonie Roger Schmidt również był niemal o krok od zwolnienia wystawił mocno zaskakujący skład, który uratował mu posadę. Kto wie, czy i dziś nie będziemy świadkami jakiegoś eksperymentu w wyjściowej jedenastce.

Przyszłość trenera to jedno, a drugie to jednak kwestia tego, że punktów przydałoby się już nie tracić, bo za moment czołówka niebezpiecznie zacznie odjeżdżać, a terminarz do końca roku Aptekarze mają naprawdę trudny. Niestety w obecnej nierównej formie meczów z Lipskiem czy Kolnem trzeba się obawiać. W takiej sytuacji się znaleźliśmy.