BayArena
fot. www.bayer04.de

Przed meczem w obozie Bayeru panował ostrożny optymizm. Rezultat 3-2 wywalczony na wyjeździe zapewniał solidną zaliczkę, ale nie gwarantowała ona spokoju od pierwszych minut. Aptekarze postanowili więc, w swoim nowym stylu, jak najszybciej rozwiać wszelkie wątpliwości i wybić gościom z duńskiej stolicy marzenia o fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Dwie szybko zdobyte bramki ustawiły pierwszą połowę. Najpierw w 2. minucie meczu szybkimi, bezpośrednimi podaniami defensywę gości rozklepali Stefan Kiessling i Heung-Min Son. Akcję pewnie wykończył ten drugi. Pięć minut później z rzutu wolnego drogę do bramki gości znalazł Hakan Calhanoglu.

Bayer znów starał się zdominować przeciwnika na jego własnej połowie i znów wychodziło mu to po prostu świetnie. Piłkarze Kopenhagi byli wyraźnie słabszym zespołem, a poirytowana mina ich trenera, Stale Solbakkena, mówiła sama za siebie. Zawodnicy z Leverkusen zdołali pokonać golkipera przyjezdnych po raz kolejny, jednak strzelec – Son – w momencie zagrywania do niego piłki był na spalonym.

Dopiero po dwudziestu dziewięciu minutach Duńczycy oddali pierwszy w miarę groźny strzał na bramkę gospodarzy: z rzutu wolnego uderzał Szwed Pierre Bengtsson, ale piłka po głowie stojącego w murze Simona Rolfesa pofrunęła ponad poprzeczką. Już następna akcja Bayeru przyniosła kolejną bramkę. Długą piłkę ze środka obrony elegancko przyjął Karim Bellarabi, który zainicjował kontratak Aptekarzy. Skrzydłowy zagrał podanie do wbiegającego w pole karne gości Tina Jedvaja (kolejne bardzo dobre spotkanie), ten jednak nie zdołał oddać strzału, ponieważ powalił go Danny Amankwaa. Prowadzący spotkanie Mark Clattenburg nie miał żadnych wątpliwości i wskazał na „wapno”. Jedenastkę na gola bez problemu zamienił Stefan Kiessling.

W pierwszej połowie mogła paść jeszcze jedna, kuriozalna bramka dla Aptekarzy. Interwencja Emira Spahicia w środkowej strefie gry o mało nie skończyła się dla Kopenhagi golem straconym z połowy boiska.

Aptekarze na przerwę schodzili z trzybramkowym prowadzeniem i chyba nikt nie miał wątpliwości, że to drużyna z Niemiec awansuje do Ligi Mistrzów. W drugiej połowie Bayer zaczął grać spokojniej, nie rzucając już znacznych sił do ofensywy. Pierwszą klarowną sytuację po przerwie miała zresztą drużyna z Kopenhagi. W 49. minucie piłka przypadkowo trafiła pod nogi ustawionego na trzynastym metrze w polu karnym Leverkusen Youssefa Toutouha. Napastnik duńskiego wicemistrza uderzył mocno, trafił jednak w poprzeczkę. Była to najlepsza tego wieczoru bramkowa szansa zawodników Solbakkena.

Bayer atakował, ale bez pośpiechu. W drugiej połowie na bramkę rywali często uderzał Bellarabi, który był całkiem aktywny i groźnie poczynał sobie zwłaszcza na lewym skrzydle, łamiąc indywidualne akcje do środka. To jednak nie on został ostatecznie bohaterem tego spotkania.

Miano to przysługuje Stefanowi Kiesslingowi. W 66. minucie spotkania Gonzalo Castro szybko wykonał rzut wolny ze środka boiska, posyłając długie podanie do „Kiessa”. Napastnik Aptekarzy wyprzedził obrońców, przyjął futbolówkę w pełnym biegu i wypracował sobie pozycję strzelecką, którą bezwzględnym uderzeniem zamienił na bramkę z ostrego kąta. To już dziewiąty gol Kiesslinga w zaledwie czwartym meczu tego sezonu! W tym spotkaniu zaliczył dwa trafienia i dopisał do protokołu meczowego asystę.

Do ostatniego gwizdka sędziego nie wydarzyło się już nic godnego uwagi (może poza niepozornym strzałem Stefana Reinartza zza pola karnego z 75. minuty, który nieoczekiwanie sprawił Stephanowi Andersenowi sporo problemów) i Liga Mistrzów stała się dla gospodarzy faktem! Bayer Leverkusen w rewanżu wyeliminował wszelkie słabości z pierwszego meczu i odniósł efektowne, zasłużone zwycięstwo!