BayArena
fot. www.bayer04.de

Nasz portal już po raz kolejny organizuje konkurs, w którym tym razem do wygrania jest książka Ronalda Renge „Robert Enke. Życie wypuszczone z rąk”, którą ufundowało Wydawnictwo SQN.

Aby powalczyć o tę świetną biografię, należy najpóźniej do 21 marca na adres mailowy m.huc@bayerleverkusen.pl przysłać odpowiedź na pytanie: O którym z obecnych bądź byłych piłkarzy Bayeru 04 Leverkusen książkę przeczytalibyście najchętniej? Swoją odpowiedź oczywiście należy uzasadnić.

Wyboru zwycięzcy najciekawszego pomysłu dokonamy wspólnie z Piotrem Stokłosą, przedstawicielem wydawnictwa, prowadzącego również bloga „Książki sportowe”.

Zapraszamy do udziału!

Przy okazji przypominamy fragmenty książki, jak również, że możecie już teraz zamówić tę książkę ze specjalnym kodem rabatowym, dzięki któremu otrzymacie 25% zniżki na zakup jej na stronie www.labotiga.pl/enke

Kod rabatowy: BAYERENKE

Fragmenty:

Ronald Reng o powrocie Roberta Enke do Bundesligi i przyjęciu bramkarza Hannoveru 96 w Leverkusen:

Robert Enke nauczył się opowiadać publicznie o swojej depresji, jednak nikt nie zauważał, o czym tak naprawdę mówił. ?Było to negatywnym doświadczeniem, które nie miało niczego wspólnego z piłką nożną, a jedynie moim samopoczuciem”, mówił podczas swego pierwszego od dawna wywiadu, udzielonego ?Neue Presse” z Hanoweru, gdy zapytano go o Stambuł.

Gdy myślał o swojej depresji, był w stanie odnieść się do problemu z dystansem i autoironią. Samego siebie nazywał ?Robbim z zepsutą głową”. ?Wiem, że wszystko mogło się ułożyć zupełnie inaczej. Zniknąłem z pola widzenia. Oprócz Lienena chyba nikt nie wpadłby na pomysł, aby ponownie ściągnąć mnie do Bundesligi. Jestem mu za to bardzo wdzięczny”.

Jego koledzy z drużyny mieli trudne do nazwania odczucie: Robert był otwarty i bezpośredni, wręcz emanował naturalnością. Sprawiał wrażenie, jakby było dla niego oczywiste, że sport wymaga od niego pewnych poświęceń. Na zdjęciu drużynowym, wykonanym jeszcze przed sezonem, jako pierwszy bramkarz zajął miejsce w pierwszym rzędzie, na samym środku, otoczony swoimi zmiennikami. Wyglądał niczym tronujący władca, po którego prawicy i lewicy zasiadali podwładni. Zanim fotograf nacisnął spust migawki, wraz ze swoim zmiennikiem Frankiem Juricem zdecydowali, że pośrodku zasiądzie jednak trzeci bramkarz drużyny, 21-letni Daniel Haas. Gest ten był wielce symboliczny i odnosił się do całej kariery Roberta Enke w Hannoverze.

Gdy sędzia oficjalnym gwizdkiem ogłosił rozpoczęcie nowego sezonu, cały luz i cała radość nie potrafiły oddalić od niego jednej myśli: czy jest wystarczająco dobry na ten poziom? W końcu od czasu, gdy grał regularnie w pierwszej lidze, minęło dwa i pół roku.

Hannover 96 miał zagrać z Bayerem. Fani Leverkusen wiedzieli dokładnie, kim jest nowy bramkarz rywali – sześć lat wcześniej to właśnie jemu, gdy grał w Mönchengladbach, wpakowali osiem goli. Na melodię Panie Janie zaśpiewali mu:

– Panie Enke, Panie Enke, w bramce stań, w bramce stań. Sobie przypominaj, sobie przypominaj – 8:2, 8:2.

Nie zdołał powstrzymać śmiechu. Aż zaczął bić brawo.

Wyłapywał dośrodkowania, jakby było to czymś oczywistym. Kibice wiwatowali, gdy obronił dwa soczyste strzały Dimityra Berbatowa. W drugiej z tych sytuacji znalazł się z Berbatowem sam na sam. Przyjął jednak swoją charakterystyczną pozycję: rozstawił ramiona, wyprostował tułów, kolano skierował do środka. Sprawił wrażenie giganta. Hannover 96 przegrał 1:2, tracąc gola w ostatniej minucie, ale mimo to ?Kicker” wybrał Roberta Enke graczem kolejki. Dziennikarze sportowi, którzy zdecydowanymi słowami obwieścili jego koniec po meczu w Stambule, teraz zastanawiali się, czy nie rozważa gry w reprezentacji.

***

Robert Enke wraz z Perem Mertesackerem i Christophem Metzelderem – stoperami reprezentacji narodowej – od dawna tworzył osobną grupkę. Uważał, że do swoich naturalnych przyjaciół bramkarzy nie może się tak łatwo zbliżyć. Gdy zagadnąłem go o Jensa Lehmanna, wzruszył ramionami i odparł:

– On nic nie mówi.

Lehmann jako bramkarz był niczym samotny, gniewny kowboj, który rozgniewany na cały świat, uparcie podążał własną drogą. Gdy w końcu się otwierał, najchętniej pouczał ludzi. Jego ulubionym ostatnio tematem było wyliczanie, co jest lepsze w Arsenalu, i ogólnie angielskiej piłce, niż wszędzie indziej. Najbardziej zadziwiające było jednak, że przez pięć lat spędzonych na wyspach nie nauczył się najważniejszych angielskich wartości – uprzejmości i autoironii.

Jeśli mowa o trzecim bramkarzu, to Robert miał swoje zastrzeżenia. Myśl, że po mistrzostwach Europy i po odejściu Jensa Lehmanna nadejdzie czas rywalizacji, uparcie nachodziła: wówczas on i René Adler mieli walczyć o koszulkę z numerem jeden. Taki był wydźwięk ich powołania do kadry – stali się rywalami jutra. Młodego chłopaka zbytnio to nie interesowało. Robert Enke ze zdziwieniem zauważył, że René Adler szuka z nim kontaktu. Pewnego dnia na treningu, podczas gdy Lehmann w milczeniu wykonywał ćwiczenia, René krzyknął po paradzie do Roberta:

– Super, Robert!

Innym razem spytał go, czy nie powinien stać przy dośrodkowaniu nieco z tyłu. Po kilku dniach René Adler zaproponował Robertowi Enke odprawienie ostatecznego rytuału braterskiego bramkarzy: spytał, czy może wypróbować rękawice Roberta. ?On miał naprawdę szeroką dłoń – wspomina Adler. – W jego rękawiczkach moje palce się ślizgały”.

Robert Enke nie wiedział, co o tym sądzić – przecież prasa wyraźnie wolała Adlera niż jego. Przed mistrzostwami Europy nieświadomie zaczął żywić wobec rywala urazę. Teraz jednak dostrzegł, że jego konkurent jest niezwykle miłym młodym człowiekiem.

René Adler był siedem lat młodszy od Roberta Enke. Siedem lat w piłce nożnej to całe pokolenie. Gdy w roku 1999 Robert debiutował w Bundeslidze, 14-letni Adler siedział przed telewizorem w domu swoich rodziców w Lipsku i przyglądał się drodze Enke – drodze, którą sam miał podążać pewnego dnia. Podobnie jak Robert, René wyruszył ze wschodu Niemiec na zachód, aby tam święcić piłkarskie triumfy. Mając 15 lat, trafił samotnie do Bayeru Leverkusen. Rüdiger Vollborn, trener bramkarzy, oraz jego żona przyjęli go do siebie i zapewnili opiekę. René dostał pokój na poddaszu. Było to niepowtarzalnym połączeniem: trener nie tylko szkolił swojego bramkarza, ale i go wychowywał! Z dala od rodziców, poniekąd pozbawiony dzieciństwa, pod dachem byłego profesjonalnego bramkarza, którego w żadnym wypadku nie chciał rozczarować, Adler umacniał swój charakter. Praktycznie wszyscy, którzy go poznawali, byli poruszeni jego wyczuciem taktu i otwartością. Wyróżniał się na wszystkich szczeblach reprezentacji Niemiec i określano go jako wielki talent. ?Po tak niesamowitym sezonie on musiał jechać na mistrzostwa”, powiedział Andreas Köpke. René Adler nie był jednak w stanie w to uwierzyć: ?Jako profesjonalista grałem dopiero od półtora roku i myślałem sobie: ?Musisz pokazać więcej, aby załapać się na mistrzostwa Europy?”. Wtedy właśnie zapadła ta kuriozalna decyzja, żeby powołać mnie na turniej”.

Nie wiedziałby nawet, jak ma zachowywać się inaczej w stosunku do Roberta Enke, niż być uprzejmym i ukazywać mu szacunek. ?Nie widziałem siebie jako bramkarza na tym samym poziomie co Robbi”, przyznaje. Przed mistrzostwami powiedział sobie, że będzie się uczył od Lehmanna i Enke.

O książce:

Chwytająca za gardło historia bramkarza, męża i ojca.

Miał wszystko. Wielkie pieniądze, kochającą żonę, transfer do FC Barcelony, obietnicę gry na mundialu w bramce reprezentacji Niemiec. Na boisku powstrzymywał najlepszych napastników świata. Najgroźniejszy przeciwnik czaił się jednak zupełnie gdzie indziej…

Paraliżujący strach, przerażający ból po tragicznej śmierci ukochanej córeczki, lęk przed każdym następnym dniem. Nikt nie zauważył dramatu ponad ludzkie siły. Dopiero jego samobójstwo wstrząsnęło światem i wielu osobom otworzyło oczy na problem depresji.

Przejmująca opowieść o człowieku zbyt wrażliwym, aby żyć. Reng i Enke pisali tę książkę razem, chcąc pomóc ludziom zmagającym się z psychicznymi demonami. Robert nie zdążył już jej wydać. Jego przyjaciel zrobił to za niego.

Książka nagrodzona prestiżowym tytułem William Hill Sports Book of the Year. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów sportu.