BayArena
fot. www.bayer04.de

Zaledwie do trzeciej minuty dzisiejszego spotkania najwięksi optymiści spośród fanów Bayeru Leverkusen wierzyli, że Aptekarze mogą sprawić niespodziankę i pokusić się o wykorzystanie przewagi własnego boiska do wywalczenia choćby remisu w starciu z paryskim gigantem. PSG szybko wyleczyło nas z marzeń; podopieczni Laurenta Blanca egzekucję rozpoczęli już od pierwszej ofensywnej akcji.

Simon Rolfes stracił piłkę w jednym z tych miejsc, gdzie tracić jej po prostu nie wolno. Blaise Matuidi odebrał kapitanowi gospodarzy futbolówkę, zagrał ją do Marco Verrattiego, Włoch zaś odwdzięczył się perfekcyjnym prostopadłym podaniem. W obronie Bayeru ziała ogromna luka, Matuidi wyszedł więc sam na sam z Leno i spokojnie, z zimną krwią wykończył akcję celnym strzałem obok niemieckiego bramkarza.

Bayer nie zdążył dobrze wejść w mecz, a już musiał odrabiać straty. Reakcją na straconą bramkę było mnóstwo nerwowych zagrań i indywidualnych błędów. Najpoważniejszy popełnił w 11. minucie spotkania Bernd Leno, który na tyle niepewnie próbował łapać piłkę, że wypuścił ją wprost pod nogi Zlatana Ibrahimovicia. Szwed huknął potężnie, na nasze szczęście trafiając prosto w ubezpieczającego swego golkipera Ömera Topraka. Po chwili szczęścia próbował Lavezzi, uderzał jednak niegroźnie.

Po niespełna dwudziestu minutach spotkania udało nam się oddać pierwszy groźny strzał na bramkę rywala, który jednak nie wszedł do meczowych statystyk. Castro dośrodkowywał z rzutu wolnego z prawego skrzydła, pomimo niewygodnej pozycji głową uderzył Stefan Kiessling, zaś Salvatore Sirigu instynktowną interwencją przeniósł piłkę nad poprzeczką. Akcja nie skończyła się choćby rzutem rożnym dla Aptekarzy, ponieważ Kiessling był na spalonym.

Po tej okazji nastąpił lepszy moment w grze Bayeru. PSG cofnęło się i oddało rywalom inicjatywę, zespół z Leverkusen nie wykorzystał tego jednak i nie stworzył sobie w tym czasie choćby pojedynczej klarownej sytuacji do zdobycia gola. Niezłym dryblingiem i celnym dośrodkowaniem popisał się Roberto Hilbert, jednak atakowany przez obrońcę Kiessling nie mógł przyjąć piłki ani oddać strzału. Na dziesięć minut przed końcem pierwszej części gry uderzenia z dystansu spróbował ze znacznej odległości Emir Spahic, jednak piłkę bez problemów wyłapał Sirigu.

Tak jak w spotkaniu z Schalke: lepsza gra i rozkręcający się z minuty na minutę Bayer stanowiły zapowiedź zbliżającej się katastrofy w postaci bramki dla rywali. 38. minuta spotkania: po wrzutce Maxwella piłka odbiła się od nogi Matuidiego, który miał przed sobą tylko Bernda Leno. Bramkarz Bayeru popisał się dobrą interwencją, jednak cała sytuacja zakończyła się… rzutem karnym dla PSG i żółtą kartką dla Spahicia. Reprezentant Bośni i Hercegowiny faulował w polu bramkowym Lavezziego.

Leno stanął naprzeciw największej gwiazdy rywali – Zlatana Ibrahimovicia. Napastnik PSG pewnie wykorzystał jedenastkę, choć golkiper Aptekarzy wyczuł jego zamiary i rzucił się we właściwy róg.

Minęły raptem trzy minuty i było już 3-0. Znów boleśnie ukąsił Ibrahimovic, zdobywając przepiękną bramkę mocnym strzałem zza pola karnego w samo okienko. Asystę zaliczył Matuidi, który upadając w starciu z obrońcą, zdołał podać Szwedowi piłkę czubkiem buta.

Do przerwy wynik nie uległ już zmianie. Bayer grał katastrofalnie, bez wiary we własne umiejętności. Zdawało się, że po przerwie padną kolejne gole dla PSG i spotkanie zakończy się hokejowym wynikiem. Na drugą połowę nie wyszli Simon Rolfes i Heung-Min Son. Zastąpili ich odpowiednio Stefan Reinartz i Julian Brandt.

W przerwie Laurent Blanc zapewne wyhamował temperamenty podopiecznych i nakazał im oszczędzanie sił na kolejne mecze. PSG zaczęło bowiem skupiać się przede wszystkim na utrzymywaniu piłki i jak najdłuższej wymianie podań. Okazji strzeleckich było już mniej niż w pierwszej połowie.

Pierwsze istotne wydarzenie po wznowieniu gry miało miejsce w 59. minucie. Emir Spahic zobaczył drugą żółtą kartkę po faulu na Lucasie i musiał opuścić boisko. Decyzja węgierskiego arbitra, Viktora Kassai, była niezrozumiała. Faul był niewątpliwy, ale z całą pewnością nie na wykluczenie z gry.

W odpowiedzi Sami Hyypiä zdjął Sidneya Sama i wprowadził na murawę Philippa Wollscheida. Mecz stał się nudny, wręcz senny. Mistrzowie Francji w pełni kontrolowali sytuację, zaś Bayer nie miał argumentów, żeby zmienić wynik na swoją korzyść. Pewne ożywienie w nasze poczynania wnosił Julian Brandt, który kilkoma rajdami i śmiałymi rozegraniami piłki pokazał się z pozytywnej strony.

W 66. minucie kolejną bramkę zdobyło PSG, ale trafienie Matuidiego (piłka odbiła się jeszcze od Wollscheida) nie zostało zaliczone. Sędzia boczny zasygnalizował pozycję spaloną. Bayer zdołał odpowiedzieć celnym strzałem, gdy po dośrodkowaniu Kiesslinga głową uderzał Reinartz. Strzał nie był jednak mocny i nie sprawił kłopotów bramkarzowi rywali.

Paris Saint Germain przebudziło się w końcówce meczu. Najpierw Ibrahimovic genialnym podaniem obsłużył Javiera Pastore, który mając przed sobą tylko Bernda Leno trafił w wysuniętą nogę skracającego kąt golkipera. Po chwili Leno nie miał jednak nic do powiedzenia, gdy po koronkowej akcji potężnym strzałem w samo okienko popisał się debiutujący w Lidze Mistrzów Cabaye, zimowy nabytek PSG.

Francuzi prowadzili już 4-0, wynik utrzymali, a nawet mieli jeszcze okazję do jego podwyższenia, gdy w doliczonym czasie gry, tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego, po dośrodkowaniu van der Wiela z bliska głową uderzał Cabaye. Leno nie dał się jednak pokonać po raz piąty.

Koniec meczu przyszedł w samą porę, gdy Bayer znów znalazł się na kolanach. Aptekarze pokazali dziś swym kibicom, że nie ma żadnych przesłanek do marzeń o ćwierćfinale, zaś rewanżowe spotkanie na Parc des Princes będzie jedynie formalnością dla PSG. Dla nas – zaledwie okazją na honorowe pożegnanie się z najbardziej prestiżowymi rozgrywkami w Europie. Co wcale nie będzie łatwym zadaniem.