BayArena
fot. www.bayer04.de

Rewanżowe spotkanie z Kopenhagą urosło dla Bayeru do rangi meczu sezonu i nie ma w tym stwierdzeniu ani cienia przesady. Dzisiejszy wynik będzie bowiem rzutował na cały najbliższy rok. Kilka miesięcy temu prezes Schade wypowiedział się jednoznacznie – nie chce, by jego drużyna musiała zimą grać przy minusowej temperaturze gdzieś na Uralu, w ramach rozgrywek Ligi Europy. Ponadto zespół z Leverkusen poczynił przed sezonem znaczne inwestycje i strumień pieniędzy obficie płynący z Ligi Mistrzów niewątpliwie by mu się przydał…

Przed ligowym spotkaniem z Borussią Dortmund Rudi Völler stwierdził, że mecz owszem, ważny, ale dalece istotniejsze będzie środowe starcie z wicemistrzami Danii. W podobnym tonie już po spotkaniu z BVB wypowiadał się Karim Bellarabi, który wstrzymał się z entuzjazmem i przyznał, że o udanym początku sezonu Aptekarze będą mogli mówić tylko wówczas, gdy uda im się postawić kropkę nad „i”, odprawiając zawodników prowadzonych przez znanego kibicom z Leverkusen (trenował przed kilkoma sezonami lokalnych rywali z FC Köln) norweskiego szkoleniowca, Stale Solbakkena.

Akurat z tym, przynajmniej teoretycznie, nie powinno być problemów. Bayer w pierwszych trzech oficjalnych meczach nowego sezonu odniósł komplet zwycięstw. Bilans bramkowy: 11 goli strzelonych, 2 stracone. Z kolei rywale notują falstart w rozgrywkach duńskiej Superligaen. Przegrali dwa ostatnie mecze ligowe (w tym aż 0-3 z rewelacyjnym beniaminkiem, Hobro) i po pięciu kolejkach zajmują trzecie miejsce… od końca. Znajdujący się zaledwie o jedną lokatę nad strefą spadkową ostatni reprezentant Danii w Lidze Mistrzów (mistrz kraju, Aalborg, poniósł wczoraj sromotną klęskę z cypryjskim APOEL-em) wygrał tylko raz, remisując dwukrotnie i tyle samo razy uznając wyższość ligowego rywala.

Pamiętajmy jednak, że Duńczycy w poprzedniej rundzie kwalifikacyjnej wyeliminowali silny ukraiński zespół, Dnipro Dnipropietrowsk. W składzie mają Andreasa Corneliusa, który w czterech meczach zdobył trzy bramki.

Jednak i pod tym względem to Leverkusen ma przewagę w osobie Stefana Kiesslinga – napastnik die Werkself w trzech oficjalnych spotkaniach strzelił aż siedem goli i niewątpliwie ma ochotę na kolejne. Kibice Bayeru wstrzymali wczoraj na moment oddech, gdy wskutek urazu pleców napastnik Aptekarzy zmuszony był przerwać przedmeczowy trening z drużyną. Szybko jednak okazało się, że jego występ nie jest zagrożony.

W spotkaniu niemal na pewno nie zobaczymy Larsa Bendera. – Lars wróci do składu, kiedy będzie na sto procent zdrowy. Nie będziemy podejmować żadnego ryzyka przed przerwą na spotkania reprezentacyjne – powiedział na wczorajszej przedmeczowej konferencji prasowej trener Bayeru, Roger Schmidt.

Choć waga pojedynku jest ogromna, w Leverkusen spodziewają się na stadionie zaledwie około 20 000 kibiców. Mimo to Schmidt jest dobrej myśli i wierzy, że jego zespół nie będzie mógł narzekać na brak dopingu ze strony fanów: – Mieliśmy fantastyczne wsparcie w Dortmundzie. Mam nadzieję, że dostaniemy takie samo jutro, byśmy mogli razem wejść do Ligi Mistrzów.

Wydaje się, że Duńczycy musieliby wspiąć się na wyżyny umiejętności, zaś Bayer kompletnie odpuścić sobie rewanżowe spotkanie, by przyjezdni mogli liczyć na awans do piłkarskiego raju, w którym niemiecki zespół stoi pewnie jedną nogą. Nie ma co jednak dzielić skóry na nieupolowanym niedźwiedziu. W poprzednim spotkaniu bronią zespołu Solbakkena były stałe fragmenty gry. W meczu z Dortmundem zaobserwowaliśmy pełną koncentrację Aptekarzy w tym elemencie, a jednak w końcówce Matthiasowi Ginterowi udało się oddać groźny strzał głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Niemniej, aby awansować, zawodnicy z Kopenhagi będą potrzebować przynajmniej dwóch bramek przy założeniu, że nie stracą żadnej. Mając w pamięci poprzednie spotkanie, raczej trudno w to uwierzyć.