BayArena
fot. www.bayer04.de

Nie będziemy się rozpisywać o meczu w Hamburgu, bo nie zasługuje nawet na to. Bayer przegrywa po raz dziewiąty w sezonie. W sposób żenujący, słaby, kompromitujący. W dodatku z drużyną, która do tej pory nie lubiła wygrywać i przed tym meczem miała niewiele mniej od nas problemów.

Koszmarne to dni dla fanów ekipy z Leverkusen. Najpierw sprawa z Calhanoglu (o tym jeszcze szerzej napiszemy), teraz ta porażka. W dodatku boisko z kontuzją opuścił Bellarabi.

Pierwsza połowa – do zapomnienia. Dla obu ekip. Bayer grał jakby był ciągle w szoku po aferze w Calhanoglu, a Hamburg jakby był w szoku, że Bayer jest w takim szoku.

Wydawało się, że po przerwie to my – jako faworyci – w końcu ruszymy do ataku. Nic bardziej mylnego. HSV może nie umiejętnościami, a charakterem, walką zepchnęło nas do obrony. Może nie dramatycznej, ale jednak. Jakoś z tego chaosu, po jednym ze stałych fragmentów gry, objawiła się nowa ?dziewiątka” Hamburga, tak bardzo lubiany przez nas – wypożyczony z naszego klubu do HSV – ?Papa” Papadopoulos. Ten skierował piłkę głową do siatki i ucieszył siebie, kolegów i cały stadion.

Okazało się, że była to bramka dająca wygraną. Bayer miał w zasadzie jedną sytuację, gdy Kiessling po strzale głową trafił w poprzeczkę. I to było na tyle. Beznadziejny był Volland, beznadziejny Mehmedi. Słabą zmianę dał Brandt, bezproduktywny był Aranguiz. Kilka minut debiutu zaliczył Leon Bailey, ale nie pomógł zbytnio kolegom.

Za tydzień Eintracht. Poprzeczka zawieszona wyżej. A posada Rogera Schmidta – który już raz – znów robi się niepewna.

Aaa, jeszcze jedno… O Lidze Mistrzów w następnym sezonie z naszym udziałem zapomnijcie.