BayArena
fot. www.bayer04.de

Po tym sezonie nie będziemy mile wspominać konkursów rzutów karnych. Najpierw przeżyliśmy horror z czwartoligowym Magdeburgiem, gdy Aptekarze byli o krok od wypadnięcia za burtę DFB-Pokal, potem fatalna seria jedenastek z Atletico Madryt wyeliminowała nas z Ligi Mistrzów, wreszcie w Pucharze Niemiec pokonał nas w ten sposób Bayern Monachium. A było tak blisko…

Pierwsza połowa nie obfitowała w emocje, obie drużyny grały uważnie w obronie i wzajemnie neutralizowały swoje poczynania. Bayer momentami wyglądał na zespół swobodniej czujący się na połowie rywala, ciekawie prezentował się wczesny odbiór piłki tuż po stracie. Sytuacji było jednak jak na lekarstwo, zresztą to apatyczny do przerwy Bayern miał niesamowitą szansę, by wyjść na prowadzenie, gdy w 40. minucie po dośrodkowaniu z lewego skrzydła futbolówka trafiła do ustawionego przy dalszym słupku, pozbawionego obstawy obrońców Thomasa Müllera. Kapitalnie obronił jednak Bernd Leno, który zatrzymał strzał… nogami.

Po wznowieniu gry coraz wyraźniej zarysowywała się przewaga Bayernu, choć Aptekarze co jakiś czas wypuszczali się pod bramkę Manuela Neuera z groźnymi kontrami. Po godzinie gry drogę do siatki gospodarzy znalazł strzelający głową Robert Lewandowski, jednak prowadzący spotkanie Felix Zwayer uznał, że polski napastnik faulował Ömera Topraka i skończyło się na rzucie wolnym dla Bayeru.

Już pięć minut później mogło być 1-0 dla zespołu prowadzonego przez Rogera Schmidta, gdy brawurową, kombinacyjną akcję wykańczał Karim Bellarabi. Neuer wyszedł jednak z bramki, skracając kąt, dzięki czemu wybronił sytuację sam na sam. Kibice die Werkself ledwie zdążyli ochłonąć z emocji, gdy akcja przeniosła się na drugą stronę boiska: strzał Lewandowskiego fenomenalnie obronił Leno.

Im dalej w mecz, tym bardziej prawdopodobna wydawała się dogrywka. Kilka kontrataków Bayeru, będących owocem agresywnego pressingu i popełnianych momentami prostych błędów obrońców z Bawarii, mogło zakończyć się bramką, ale zazwyczaj na wysokości zadania stawał Neuer, czy broniąc uderzenia, czy wychodząc odważnie za pole karne, by zademonstrować perfekcyjną grę nogami.

Najwięcej emocji przed dogrywką przyniósł doliczony czas drugiej połowy. W 91. minucie prawym skrzydłem nacierał Bellarabi, kończąc rajd zagraniem po ziemi na dalszy słupek. Bramkarz Bayernu nie sięgnął futbolówki, na wślizgu zaatakował ją Julian Brandt, jednak mając piłkę meczową na nodze, fatalnie przestrzelił. Wkrótce głową próbował szczęścia Lars Bender; w tym wypadku dobrą interwencją popisał się Neuer. Końcówka meczu przyniosła kontrowersyjną sytuację, gdy wyprostowaną nogą Stefana Kiesslinga powalił Thiago Alcantara. Sędzia spokojnie mógł pokazać piłkarzowi gości czerwoną kartkę, jednak ograniczył się do żółtej.

Po dziewięćdziesięciu minutach na tablicy widniał wynik 0-0, co oznaczało dodatkowe pół godziny walki. Dogrywka była wyrównana, jednak znów to monachijczycy znaleźli się bliżej zdobycia bramki. W 98. minucie dośrodkowanie z prawego skrzydła odnalazło nabiegającego lewą stroną Mario Götze. Reprezentant Niemiec uderzył potężnie z woleja i już wydawało się, że piłka wylądowała w siatce… gdy jednak po chwili odbiła się od banera reklamowego. Gdyby Götze trafił w światło bramki, Leno nie miałby wiele do powiedzenia.

Bayer mógł odpowiedzieć rozstrzygnięciem dogrywki na swoją korzyść w jej końcowej fazie, gdy w 118. minucie jeden z kontrataków mocnym strzałem zakończył Brandt. Niestety – równie mocnym, co niecelnym.

Rzuty karne przywołały niedawne wspomnienia z boju przeciwko Atletico Madryt. I tym razem fortuna nie sprzyjała Bayerowi. Rywale wykorzystali komplet szans, w drużynie Aptekarzy z kolei już na wstępie przestrzelił Josip Drmic. Neuera pokonywali następnie Lars Bender, Gonzalo Castro i Hakan Calhanoglu, który tym samym poniekąd zrehabilitował się za zmarnowaną jedenastkę z pojedynku w Madrycie. Niestety, Turek po meczu nie ma żadnych powodów do zadowolenia, podobnie jak reszta jego kolegów z zespołu. Decydującego gola na 3-5 wbił nam Thiago, co sprawiło, że marzenia o finale w Berlinie trzeba odłożyć na kolejny sezon.