BayArena
fot. www.bayer04.de

Do końca sezonu pozostało już tylko 12 meczów. Niewiele ponad dwa miesiące grania. Dziś do Leverkusen zawita ekipa Thomasa Tuchela z Mainz, która w tym sezonie ma dużą szansę na zagwarantowanie sobie gry w europejskich pucharach.

Można powtórzyć tylko to, o czym piszemy od kilku tygodni. Na kolejną wpadkę Bayer nie może już sobie pozwolić. Tym bardziej teraz, gdy mierzy się z rywalem, który za chwilę może mu zagrażać, co jeszcze przed startem rundy rewanżowej byłoby nie do pomyślenia.

Po tym jak poprzednim razem kibice w ciągu siedmiu dni obejrzeli na BayArenie trzy bolesne i ważne porażki z rzędu swoich ulubieńców, teraz będą chcieli wyjść ze stadionu w dobrych humorach.

A Mainz to nie jest ulubiony przeciwnik Aspiryn. Choć jesienią Bayer wygrał w Mainz 4:1, to we wcześniejszych sześciu meczach, był w stanie powtórzyć ten wyczyn tylko dwukrotnie – trzy razy wygrywał też wtedy zespół Tuchela i padł jeden remis.

My wierzymy w odzyskanie formy i skuteczności Heung-Min Sona. Koreańczyk w minionym sezonie, będąc piłkarzem HSV, strzelił trzy bramki w meczach z Mainz. Ten zespół do dzisiejszego meczu przystąpi bez swojego kluczowego gracza w ofensywie, pauzującego za kartki Nicolaia Mullera.

Nasi obrońcy muszą jednak zwrócić uwagę na innych zawodników. Ekipa Mainz to świetny kolektyw, bez gwiazd, doskonale rozumiejący się na boisku, których napędza z ławki trenerskiej charyzmatyczny Tuchel. Najlepszym strzelcem tej drużyny z dziewięcioma bramkami na koncie jest Japończyk Shinji Okazaki.

Gospodarze przystąpią do tego meczu w końcu po tygodniu przerwy bez grania spotkań. Niestety, w ostatnim spotkaniu z Wolfsburgiem piąte żółte kartki w tym sezonie złapali Gonzalo Castro i Emir Spahic, którzy zasiądą dziś na trybunach.

Wielu naszych zawodników wciąż ma sporo do udowodnienia – sobie, kibicom i krytykom. Jeśli Bayer nie chce za chwilę zacząć się martwić o to, czy w ogóle zagra w pucharach w następnym sezonie, ten mecz po prostu musi wygrać.