BayArena
fot. www.bayer04.de

Andre Schubert, trener Borussii Monchengladbach, po wygraniu z Bayernem Monachium doznał sromotnej porażki, pierwszej w Bundeslidze, przegrywając aż 0:5 z Bayerem Leverkusen.

Dla Bayeru był to prawdopodobnie najlepszy mecz w 2015 roku. W tak trudnym momencie Aptekarze pokonali czołową ekipą Bundesligi w ostatnich tygodniach. Obronił się Roger Schmidt, znów błysnął Chicharito, przebudził się Stefan Kiessling, który niespodziewanie zagrał w wyjściowej jedenastce, świetnie (właściwie coraz lepiej) pracuje duet Toprak-Tah.

No i właśnie: można by tak chwalić i chwalić, ale wszyscy od początku sezonu wiedzieliśmy, że tych zawodników na to stać. I doskonale wiemy, że te zwycięstwo nie musi być przełomowe, a za moment znów wróci do naszej gry marazm. Smutne, ale pamiętamy, jak ta drużyna potrafi zaskakiwać w obie strony.

Mecz był energiczny, obie drużyny za nic nie chciały skończyć z jednym punktem. Bayer jednak punktował Borussię aż milo. Zaczął Stefan Kiessling, po świetnej akcji Karima Bellarabiego i jeszcze lepszym dośrodkowaniu Roberto Hilberta. Później mieliśmy jeszcze słupek Hakana Calhanoglu i nadeszła druga połowa.

Kapitalne 45 minut, a właściwie to 13 minut, w których Bayer zdobył cztery bramki, a każda kolejna coraz ładniejsza. Najpierw świetną akcję Stefana Kiesslinga wykończył Chicharito, za chwilę w końcu asystę po rzucie rożnym zaliczył Hakan Calhanoglu, a kapitalną główką na 3:0 podwyższył Stefan Kiessling. W kolejnej akcji znów asystę zaliczył Kiess, a strzałem zza pola karnego popisał się Chicharito. Meksykanin po chwili dokończył dzieła zniszczenia. Podawał Karim Bellarabi, wykończył Chicharito, dla którego to był hat-trick i dziesiąty gol w sezonie.

Podobać mogła się radość po każdym golu. Im to było potrzebne. Kampl po golu na 5:0 nadal napędzał, mobilizował kolegów. Dziś dla drużyny, a zwłaszcza dla Chicharito pracował Bellarabi, którzy wspólnie cieszyli się po piątym golu, pokazując, że wymiana zdań do której doszło pomiędzy nimi w meczu z Barceloną poszła w niepamięć.

5:0. Bayer, który to już raz, ale wraca do gry. I niech w niej w końcu pozostanie.