BayArena
fot. www.bayer04.de

W tym meczu było wszystko, czego kibice wymagają od piłkarskiego widowiska: szybkie tempo, liczne sytuacje podbramkowe, dramaturgia… Cóż z tego, skoro po końcowym gwizdku znów musieliśmy przełknąć gorzką pigułkę. Bayer przegrał z HSV 1-2.

Mecz zaczął się dla Aptekarzy katastrofalnie. Pierwsze uderzenie rywali w 4. minucie dało im prowadzenie. Precyzyjnym strzałem z dystansu popisał się Hakan Calhanoglu. Bernd Leno rzucił się rozpaczliwie za piłką, ale nie miał szans na skuteczną interwencję.

Bayer mógł odpowiedzieć bardzo szybko, jednak strzał Kiesslinga z 6. minuty obronił Rene Adler. W 22. minucie Kiess próbował uderzenia głową po dośrodkowaniu Rolfesa, piłka minęła jednak bramkę gospodarzy.

Najgroźniej w polu karnym Adlera było jednak na dziesięć minut przed zejściem piłkarzy na przerwę. Kiessling nieźle przyjął piłkę zagraną przez Sebastiana Boenischa, po czym jeszcze lepiej odegrał do wbiegającego na pozycję strzelecką Heung-Min Sona. Koreańczyk nie potrafił jednak pokonać golkipera rywali, który popisał się skuteczną interwencją. Inna sprawa, że Son był chyba faulowany przez obrońcę z Hamburga, który przeszkadzał mu jak mógł. Sędzia nie podyktował jednak rzutu karnego, tym bardziej, że skrzydłowy Bayeru wcale się go nie domagał.

Rzut karny należał się z kolei Aptekarzom w jednej z następnych akcji, gdy po dośrodkowaniu Gonzalo Castro z rzutu wolnego głową uderzał Emir Spahic. Piłka odbiła się od ręki Jaquesa Zouy i wyszła na rzut rożny. Żaden z sędziów nie wychwycił przewinienia.

W samej końcówce pierwszej połowy gracze HSV przycisnęli i mieli trzy okazje do zdobycia gola. Najpierw w doliczonym czasie gry Calhanoglu o mały włos nie wpakował Leno piłki za kołnierz – bramkarz Aptekarzy popisał się przytomną interwencją – chwilę później zaś bliski szczęścia był Petr Jiracek, gdy po potężnym strzale z dystansu w wykonaniu Rafaela van der Vaarta golkiper Leverkusen wypuścił piłkę z rąk. Reprezentant Czech był bliski dobitki, wobec której Leno byłby bezradny.

Van der Vaart błysnął w kolejnej akcji, gdy obsłużył wychodzącego na pozycję strzelecką Zouę idealnym prostopadłym podaniem. Leno w porę wyszedł jednak z bramki i zażegnał niebezpieczeństwo.

O ile pierwszą połowę cechowało szybkie tempo, o tyle w drugiej części gry było ono zawrotne. Akcja przenosiła się z jednego pola karnego pod drugie. W 54. minucie gola z dystansu szukał Calhanoglu, jednak skutecznie bronił Leno. Dwie minuty później głową strzelał Castro, jednak niecelnie. Adler w pełni kontrolował lot piłki.

Jednak w 58. minucie bramkarz HSV zapewne najchętniej zapadłby się pod ziemię. Mocnym strzałem z dystansu popisał się Julian Brandt. Piłka zmierzała w sam środek bramki, gdzie już czekał na nią Adler… by w ostatniej chwili wypuścić ją z rąk. Futbolówka wpadła tuż przy słupku. Bayer w kuriozalny sposób doprowadził do wyrównania! Pewnym usprawiedliwieniem dla byłego bramkarza Leverkusen mogłaby być śliskość murawy, a co za tym idzie piłki oraz fakt, że ta po strzale Brandta nabrała w powietrzu rotacji.

Był to pierwszy gol Juliana Brandta w Bundeslidze. Po tym trafieniu Aptekarze wyraźnie dostali skrzydeł, częściej atakowali, akcje nabierały spójności, z kolei HSV jakby oklapło. Piłkarze Slomki nie składali jednak broni i wyprowadzali groźne ataki. Z dystansu straszył Calhanoglu; po jednym z jego uderzeń z rzutu wolnego piłka odbiła się od muru i trafiła do Johana Djourou, który uderzył głową ponad bramką.

Bayer nacierał, strzelał Kiessling, strzelał Son, jednak wszystko na nic. Adler w pełni rehabilitował się za wpadkę przy golu dla Aptekarzy.

W 73. minucie po faulu na bezlitośnie wygwizdywanym dziś przez kibiców gospodarzy Sonie Bayer powinien otrzymać rzut karny, sędzia nie zauważył jednak ewidentnego przewinienia obrońcy z Hamburga.

Na dziesięć minut przed końcem Sami Hyypiä dokonał swej pierwszej zmiany, wpuszczając na boisko Erena Derdiyoka za Larsa Bendera. Fiński trener chciał powalczyć o pełną pulę, tymczasem okazało się, że z Imtech Areny nie wywiózł choćby punktu.

82. minuta przyniosła bowiem przepiękną bramkę dla HSV. Z prawej strony dośrodkowywał Dennis Diekmeier, zaś Heiko Westermann uderzył efektownie z woleja, nie zostawiając Leno pola do popisu.

Po chwili na boisku pojawili się Seung-Woo Ryu oraz Levin Öztunali, mecz okazał się jednak porażką numer jedenaście w tym sezonie. W samej końcówce po podaniu Sona i genialnym przepuszczeniu Ryu sytuację sam na sam zmarnował Emre Can, który w ostatniej chwili wskoczył do składu jako środkowy obrońca w miejsce Philippa Wollscheida. Can źle przyjął piłkę, z kolei Adler fenomenalnie skrócił kąt i nie miał problemu z obroną uderzenia.

Po chwili sędzia zakończył spotkanie. Bayer przegrywa – to nie nowość. Jest jednak światełko w tunelu: jeśli zarząd rzeczywiście, jak donosili ostatnio dziennikarze Bilda, postawił Samiemu Hyypii ultimatum, było to ostatnie spotkanie Fina jako trenera drużyny z Leverkusen.