BayArena
fot. www.bayer04.de

Po beznadziejnym meczu z Borussią Dortmund, przegranym przez Aptekarzy 0-3, zespół Rogera Schmidta czeka kolejne wyzwanie. Już w najbliższą środę o 20:00 Bayer Leverkusen zmierzy się na własnym obiekcie z FSV Mainz.

Mainz to typowy średniak, z którym drużyna o potencjale personalnym, jakim dysponuje Bayer, teoretycznie nie powinna mieć najmniejszych problemów. Klub, który wyprzedaje co roku najlepszych zawodników, którego wyniki w dużej mierze uzależnione są od genialnego dyrektora sportowego, Christiana Heidla, dysponującego niesamowitym nosem do sprowadzanych do Moguncji trenerów. Nowy opiekun jedenastki FSV to Szwajcar Martin Schmidt, klub znający od podszewki, jako że zanim objął funkcję trenera pierwszej drużyny, prowadził z powodzeniem zespół rezerw, który grywał za jego kadencji w trzeciej lidze – co jest swego rodzaju ewenementem, jako że choćby obecnie na tak wysokim poziomie rozgrywek grają drugie drużyny ledwie trzech klubów z Bundesligi (Werderu, Stuttgartu i właśnie Mainz).

Schmidt jako trener zastąpił Kaspera Hjulmanda i okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie to, żeby Duńczyk był kiepskim szkoleniowcem i ciągnął drużynę w dół, niemniej Heidel uznał, że powiedzenie, iż lepsze jest wrogiem dobrego, nijak się ma do sytuacji w jego klubie. Zastąpił więc solidnego Hjulmanda człowiekiem, którego koncepcje o wiele lepiej wpasowywały się w jego oczekiwania. Drużyna Schmidta prócz jakości, stawia na mentalność. Ma być zgraną ekipą nie próbującą nawiązywać do stylu gry mocniejszych drużyn, a po prostu do maksimum wykorzystywać swoje mniej liczne zalety, a także skrywać o wiele liczniejsze niedociągnięcia.

Na papierze Mainz weszło w nowy sezon osłabione. Z drużyny odszedł japoński snajper, Shinji Okazaki, zaś lider drugiej linii, Johannes Geis, zdecydował się wzmocnić projekt André Breitenreitera w Gelsenkirchen. Pierwszy mecz klubu z Moguncji zakończył się porażką na własnym stadionie z Ingolstadt. Zanosiło się na ciężki sezon, w którym być może Mainz zagrożone zostałoby spadkiem… Gdy nagle forma poszybowała w górę. Bramka i asysta Christiana Clemensa dały drużynie wyjazdowe zwycięstwo nad Borussią Mönchengladbach. Następnie, w dużej mierze dzięki dwóm trafieniom zawodnika, który stał się następcą Okazakiego, czyli Yoshinori Muto, zespół Martina Schmidta pokonał 3-0 Hannover. Jedno trafienie w tym meczu dorzucił Yunus Malli, który stał się obecnie centralną figurą formacji ofensywnej swej drużyny, a wespół z nowo pozyskanym Japończykiem, a także szalejącymi na skrzydłach Clemensem i Jairo Samperio (czy ostatnio Pablo de Blasisem) tworzą formację ataku potrafiącą grać szybko, widowiskowo, a nade wszystko skutecznie. Po porażce z Schalke (1-2, honorowe trafienie zaliczył Malli) przyszedł czas na mecz z Hoffenheim w poprzedniej kolejce. Mainz wygrało 3-1 po bardzo dobrym spotkaniu, w którym imponować mogła solidna druga linia, którą zarządza Austriak Julian Baumgartlinger. Malli dopisał do swych strzeleckich zdobyczy hat-trick, czym udowodnił, jak ważną postacią jest dla zespołu i jak kluczowym dla obrońców Leverkusen będzie wyłączenie go z gry. Dość powiedzieć, że to właśnie on strzelił pięć ostatnich goli dla klubu.

W meczu na BayArenie Mainz nie będzie zatem bez szans, choć faworytem na papierze są gospodarze. Mimo wszystko kibice klubu z Leverkusen dalecy są od optymizmu. Aptekarze przegrali trzy ostatnie ligowe spotkania, w których nie potrafili strzelić ani jednej bramki. Ostatnim golem z gry w Bundeslidze było trafienie Juliana Brandta z 71. minuty meczu przeciwko Hoffenheim w pierwszej kolejce. Nadzieję daje występ w Lidze Mistrzów przeciwko BATE Borysow, w którym piłkarze Bayeru zdobyli aż cztery bramki. Więcej niż przez pięć spotkań ligowych…