BayArena
fot. www.bayer04.de

Wyjazdowy mecz Bayeru Leverkusen z Bayernem Monachium całkiem zasłużenie okrzyknięty został spotkaniem czternastej kolejki Bundesligi. Będzie to pojedynek pierwszej z trzecią drużyną tabeli, starcie dwóch zespołów preferujących permanentną ofensywę (choć sposobem dążenia do celu, jakim jest zdobycie jak największej liczby bramek, różnią się diametralnie), mecz dwóch ekip, które w ostatnich spotkaniach między sobą nie pozwalały się nudzić swoim kibicom.

Z licznych przedmeczowych wypowiedzi osób związanych z Bayerem Leverkusen można wyciągnąć jeden wniosek: pokonanie Bayernu to rzecz niezmiernie trudna i wymagająca olbrzymiego nakładu sił… ale jednocześnie nie niemożliwa. Zwłaszcza, że Roger Schmidt poznał już smak zwycięstwa odniesionego w starciu z Bayernem Pepa Guardioli. W styczniu jego ówczesny klub, Red Bull Salzburg, pokonał Bawarczyków w meczu towarzyskim aż 3-0. Choć był to tylko sparing, wynik poszedł w świat, a znany z zamiłowania do taktycznych eksperymentów hiszpański trener przyznał, że jeszcze nigdy nie dane mu było zmierzyć się z tak intensywnym pressingiem. Wrażenie było na tyle silne, że w słowach Guardioli na temat obecnego opiekuna Aptekarzy jest chyba więcej prawdziwego podziwu niż kurtuazji: – Trener taki jak Roger to coś dobrego dla futbolu, lubię jego sposób gry. Szkoleniowiec Bayernu dodał, że jego zespół musi być niesamowicie skoncentrowany w obronie, jeśli ma odnieść zwycięstwo. O lekceważeniu Aptekarzy nie ma mowy. Zwłaszcza, że choć w starciu ze średniakami Bayer gubił w tym sezonie punkty, jednak w meczach z mocnymi drużynami (Dortmund, Benfica, Zenit) pokazywał klasę. Do tego jedną z broni w całkiem bogatym arsenale Schmidta są zabójcze kontrataki. Z tak dużym klubem jak Bayern jednak piłkarze z Leverkusen jeszcze w tym sezonie się nie mierzyli. Będzie to swoisty sprawdzian dla Rogera Schmidta, który może być prawdziwym przełomem – o ile die Werkself zdołają wygrać na trudnym terenie.

Statystyka przemawia zdecydowanie przeciw takiemu rozstrzygnięciu. Wyjazdowy bilans Bayeru w Monachium wygląda tragicznie. W 38 spotkaniach na własnym terenie klub ze stolicy Bawarii wygrywał aż 29 razy. W 6 starciach padł remis, Aptekarze cieszyli się ze zwycięstwa ledwie trzykrotnie. Ostatni raz miało to miejsce dwa lata temu, gdy po golach Stefana Kiesslinga i Sidneya Sama (niektórzy przypisują to drugie trafienie Jeromowi Boatengowi, uznając je za bramkę samobójczą) goście z Leverkusen triumfowali nad Bayernem w Monachium po raz pierwszy od… 1989 roku!

Kibice Bayeru z pewnością doskonale pamiętają ten mecz. Mający po ośmiu kolejkach komplet 24 punktów Bayern Juppa Heynckesa szykował się do kolejnego zwycięstwa, napierając przez niemal całą pierwszą połowę. Fenomenalna postawa Bernda Leno znacznie przyczyniła się do zachowania przez Aptekarzy czystego konta w pierwszych czterdziestu pięciu minutach. Tuż przed przerwą przyjezdni wyprowadzili skuteczną kontrę: Simon Rolfes podaniem z głębi pola uruchomił André Schürrle, który zagrał na długi słupek do nabiegającego Stefana Kiesslina. Snajper Aptekarzy spokojnie dopełnił formalności. Gdy w drugiej połowie wyrównał nieobecny już w Bawarii Mario Mandżukic, wydawało się, że oto teraz Bayern ruszy do boju po kolejne bramki. To właśnie wtedy aktywny przy linii bocznej Sascha Lewandowski zaczął wbrew logice zagrzewać swoich podopiecznych do prób strzelenia kolejnego gola. Ostatecznie udało się – to wciąż ostatnie zwycięstwo Bayeru nad Bayernem.

Kolejne mecze przebiegały wedle podobnego scenariusza: Bayern miał optyczną przewagę, znacznie częściej znajdował się w posiadaniu piłki, jednak wygrywał minimalnie. Rok temu na BayArenie padł remis 1-1, gdy na kapitalne trafienie Toniego Kroosa błyskawicznie odpowiedział Sidney Sam.

Jak będzie tym razem? Statystyki jednoznacznie wykazują, że dzisiejszego wieczoru dojdzie do starcia dwóch najbardziej ofensywnie usposobionych ekip w lidze. Obie drużyny przodują w zestawieniu najczęściej uderzających na bramkę rywala klubów Bundesligi tego sezonu: Bayer lideruje z 246 strzałami na koncie. Raptem trzy uderzenia mniej mają podopieczni Guardioli, którzy dziś mogą wyjść pod tym względem na prowadzenie. Na bramkę Bayernu strzelano 89 razy, w tym 32 razy celnie, z kolei w meczach z Bayerem rywale Aptekarzy oddali łącznie 110 strzałów, z czego celnych było 47 uderzeń – również w tej rywalizacji oba kluby znajdują się w niemieckiej czołówce. Jeszcze jedna, dość ciekawa wobec opartego na posiadaniu piłki stylowi gry Bawarczyków, statystyka: przeciw żadnej drużynie kluby Bundesligi nie mają gorszego bilansu celnych podań niż przeciw Bayerowi – przeciętnie jest to 63,3%. To chyba najlepszy dowód na to, że wysoki, intensywny pressing Aptekarzy odnosi zamierzony skutek.

Statystyki statystykami, ale należy się spodziewać, że niepokonany jak dotąd w tym sezonie w lidze Bayern będzie dziś zaciekle atakował, a Aptekarze przynajmniej do momentu straty pierwszej bramki zostaną zepchnięci do defensywy. Gdy jednak spotkanie się otworzy… wszystko będzie możliwe.

Kibiców Bayeru na pewno cieszy, że trójka zawodników, którzy na początku tygodnia opuścili wskutek urazów trening z pierwszą drużyną, czyli Ömer Toprak, Lars Bender i Stefan Kiessling, są już do dyspozycji Rogera Schmidta. O Kiesslingu sporo się ostatnio w Niemczech pisało w kontekście rywalizacji z Josipem Drmicem, który zaliczył świetne 45 minut w derbowym pojedynku z FC Köln (dwa gole i asysta). Trener Bayeru nie dał jednoznacznego sygnału, na którego z napastników postawi, choć w jednej z wypowiedzi zasugerował, że na szpicy w meczu z liderem tabeli wystąpi „Kiess”.

Na Allianz Arenie ma zasiąść dziś około 5100 osób wspierających Bayer. Sympatycznym gestem ze strony Bayernu było zaproszenie fanów przyjezdnego zespołu na piątkową przedmeczową imprezę kibiców klubu z Monachium.

Spotkanie, które rozpocznie się dziś o godzinie 18.30 poprowadzi Knut Kircher. Jak informuje oficjalna strona Bayeru, Aptekarze zagrają dziś w czarnych strojach. Sięgające zenitu emocje praktycznie gwarantowane – oby nie skończyły się przedwcześnie.