BayArena
fot. www.bayer04.de

Bayerowi nie udało się zająć pierwszego miejsca w swojej grupie Ligi Mistrzów. Po ciężkim, wyrównanym pojedynku Aptekarze ostatecznie zremisowali na wyjeździe z Benficą Lizbona 0-0. Niestety, w równolegle rozgrywanym meczu AS Monaco pokonało u siebie Zenit Sankt Petersburg i to właśnie wicemistrzowie Francji dość nieoczekiwanie okazali się zwycięzcami grupy C. Duża w tym zasługa… Bayeru, który mimo miażdżącej przewagi w obu meczach z Monaco nie potrafił przekuć licznych szans podbramkowych na zwycięstwo. Tak więc piłkarze Rogera Schmidta w 1/8 finału trafią na jeden z zespołów, które w swoich grupach zajęły najwyższe lokaty. Na domiar złego z pierwszego meczu fazy pucharowej wyeliminował się Ömer Toprak, który w 90. minucie dzisiejszego spotkania otrzymał drugą żółtą kartkę.

Trener Schmidt dokonał kilku zmian w wyjściowej jedenastce w porównaniu do składu na niedawny ligowy hit z Bayernem Monachium. Na skraj linii defensywnej powrócili Sebastian Boenisch i Roberto Hilbert, kosztem Wendella i Tina Jedvaja. W środku pomocy z konieczności kontuzjowanego Larsa Bendera zastąpił kończący latem karierę Simon Rolfes. Zamiast Heung-Min Sona po skrzydle biegał Robbie Kruse (zmieniony w przerwie przez Juliana Brandta), a w ataku miejsce Stefana Kiesslinga zajął Josip Drmic.

Pomimo dość eksperymentalnego zestawienia personalnego, Bayer od pierwszych minut starał się przejąć inicjatywę. Gospodarze wyprowadzali jednak groźne kontrataki i to oni w pierwszej połowie byli zdecydowanie bliżej wyjścia na prowadzenie. W 11. minucie po świetnej indywidualnej akcji Oli Johna (minus dla Hilberta, ponieważ to jego strefą szarżował gracz Benfici) i zagraniu do pozbawionego opieki w polu karnym Bayeru Rodrigo Jose Limy, Aptekarzy od straty gola uratowała jedynie poprzeczka. Lima mógł zdobyć bramkę również w końcówce pierwszej odsłony spotkania, gdy znów po podaniu Johna strzelał bardzo mocno po ziemi. Piłka minęła jednak dalszy słupek bramki strzeżonej przez Bernda Leno.

Aptekarze mieli swoje szanse (między innymi niecelny strzał Hakana Calhanoglu z rzutu wolnego), ale ogólne wrażenie nie było najlepsze. Do przerwy mimo wszystko podopieczni Schmidta przewodzili swej grupie, wobec utrzymującego się wówczas bezbramkowego remisu w meczu Monaco z Zenitem.

Po wznowieniu gry piłkarze Benfici sprawiali wrażenie, jakby zeszło z nich powietrze; groźnych, szybkich ataków z ich strony było już znacznie mniej. Z kolei w ekipie Aptekarzy całkiem śmiało na skrzydłach poczynał sobie Karim Bellarabi. Zabrakło jednak skutecznego wykończenia, czy też ostatniego podania do jednego z partnerów.

Najlepszą szansę na trafienie w drugiej połowie miał Hilbert – prawy obrońca die Werkself został nabity przez jednego z obrońców gospodarzy, gdy zapuścił się pod pole karne przeciwnika. Piłka o włos minęła bramkę Benfici. W końcówce meczu, gdy boisko, osłabiając drużynę, opuścić musiał Toprak, Portugalczycy zwietrzyli szansę i rzucili wszystkie siły do ataku. Momentami było groźnie, ale Emir Spahic, zastępujący z konieczności w ostatnich minutach tureckiego defensora w roli kapitana zespołu, pokazał klasę kilkoma pewnymi, kluczowymi interwencjami w defensywie.

Aptekarze zdołali dotrwać do końca z wynikiem 0-0, niemniej ogólne wrażenie po meczu nie może być pozytywne. Bayer miał wygrać grupę i przystąpić do wiosennej rywalizacji w 1/8 finału Ligi Mistrzów z pozycji faworyta. Tymczasem jest… jak zwykle. Czyli kiepsko.

Nadzieję na odmianę nastrojów przyniesie najbliższa kolejka Bundesligi – już w niedzielę Aptekarzy czeka trudny mecz z Borussią Mönchengladbach.