BayArena
fot. www.bayer04.de

Stare piłkarskie porzekadło ?niewykorzystane sytuacje lubią się mścić” jest chyba najbardziej bolesną sytuacją dla drużyny poszkodowanej. Tego doznali dziś niestety piłkarze Bayeru Leverkusen. Aptekarze mieli przewagę praktycznie przez całe spotkanie, raz po raz starając się pokonać bramkarza rywala. Piłkarze Monaco oddali jeden celny strzał na bramkę i w zupełności to wystarczyło. Drugi raz grali z Monaco, drugi raz przeważali, drugi raz przegrali 0:1. Całe szczęście, że w drugim spotkaniu grupy C Benfica Lizbona pokonała 1:0 Zenit Sankt Petersburg i tym samym Aptekarze mieli już wcześniej zapewniony awans do kolejnej rundy rozgrywek. Pomimo tego, mamy czego żałować, bo remis dałby nam gwarantowane pierwsze miejsce w grupie…

Podstawowa jedenastka desygnowana przez Rogera Schmidta raczej nikogo nie zaskoczyła. Do wyjściowego składu wyznaczony został powracający po kontuzji Gonzalo Castro. W porównaniu z ostatnim meczem ligowym przeciwko Hannoverowi, do pierwszego składu wrócili także Giulio Donati i Wendell. W związku z tym Sebastian Boenisch oglądał całe spotkanie z perspektywy ławki rezerwowych.

Jedna i druga drużyna rozpoczęła dosyć spokojnie, powoli konstruując akcję ofensywne. Nieco lepsze wrażenie sprawiali gospodarze, z minuty na minutę coraz bliżej przesuwając się pod bramkę Subasica. Z czasem Aptekarze całkowicie przejęli inicjatywę, nie dopuszczając rywala do swojej bramki, a samemu atakując,  choć do jakiegokolwiek zagrożenia była daleka droga.

Pierwsza niebezpieczna sytuacja, która mogła przynieść bramkę Aspirynom, miała miejsce w 27 minucie spotkania, kiedy to piłkę mocno kropnął kapitan Bayeru Lars Bender, jednak trafił tylko w poprzeczkę. Dużo szczęścia w tej sytuacji mieli podopieczni Leonardo Jardima.

Do końca pierwszych 45 minut nie zobaczyliśmy więcej ciekawych sytuacji. Na BayArena wiało nudą, choć optyczną przewagę mieli gospodarze, oddając więcej strzałów na bramkę rywala, lecz nie miało to żadnego przełożenia na wynik.

Druga część spotkania rozpoczęła się podobnie jak pierwsza. Aptekarze dużo częściej utrzymywali się przy piłce, raz po raz starając się zagrozić bramce rywala. Po drugiej stronie boiska panowała cisza i spokój, Bernd Leno musiał intensywnie się rozgrzewać, żeby nie zmarznąć, gdyż nie miał dziś kompletnie nic do roboty.

W 65 minucie powinno być 1:0. Wszyscy fani znajdujący się dziś na stadionie, do tej pory nie zasnęli tylko przez panującą temperaturę, ale w tej sytuacji musieli się otrząsnąć. W stuprocentowej sytuacji znalazł się wprowadzony 6 minut wcześniej Josip Drmić. Szwajcar niestety nie potwierdził wysokiej formy strzeleckiej ze spotkań reprezentacyjnych, w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelając obok bramki.

Gospodarze najwidoczniej pobudzeni zostali tą sytuacją i próbowali pójść za ciosem. Zaledwie trzy minuty później szansę na otworzenie wyniku spotkania miał Hakan Calhanoglu, jednak Turek minimalnie przestrzelił bramkę rywala.

Czego nie udało się piłkarzom gospodarzy to udało się piłkarzom gości. Wystarczyła jedna jedyna sytuacja, żeby sytuacja na BayArena diametralnie się obruciła. W 72 minucie spotkania Dirar mocno bił piłkę w pole karne, a tam znakomicie odnalazł się Argentyńczyk Lucas Ocampos, który zdołał sięgnąć piłki butem i umieścić ją w bramce Leno. Był to dopiero pierwszy strzał gości na bramkę Leno. Na BayArena zapanowała konsternacja.

Do końca spotkania niestety już nic się nie zmieniło. Aptekarze próbowali znaleźć swojej szansy na wyrównanie, lecz bezskutecznie. Kolejną doskonałą sytuacje miał Josip Drmić, jednakże tym razem fenomenalną interwencją popisał się Subasić.

Ostatecznie mecz zakończył się rezultatem 0:1 i Aptekarze zmarnowali doskonałą sytuację, żeby zapewnić sobie awans z pierwszego miejsca w grupie. Sam awans już jest pewny, dzięki zwycięstwu Benfici nad Zenitem (1:0), jednak w przypadku chociażby remisu, zawodnicy Bayeru z pełnym komfortem podeszliby do ostatniego spotkania fazy grupowej tegorocznej Ligi Mistrzów.