BayArena
fot. www.bayer04.de

Sporo nerwów musiał kosztować kibiców Aptekarzy dzisiejszy pojedynek Bayeru Leverkusen z drugoligowym FC Kaiserslautern. Mecz musiał trwać aż 120 minut, aby rozstrzygnął się wynik. Ostatecznie to piłkarze Leverkusen wyszli zwycięsko z tej potyczki, pokonując przyjezdną drużynę 2:0 po bramkach Hakana Calhanoglu i Stefana Kiesslinga.

W porównaniu z sobotnim spotkaniem przeciwko drużynie SC Freiburg, Roger Schmidt dokonał kilku rotacji w wyjściowej jedenastce. Swoje szansę otrzymali w końcu Sebastian Boenisch, który przegrywa rywalizację z Wendellem oraz Giulio Donati, ustępujący ostatnio Robertowi Hilbertowi. Ponadto od pierwszych minut zameldowali się na boisku Julian Brandt oraz Gonzalo Castro, którzy zastąpili nieobecnych kolejno Hueng-Min Sona i Larsa Bendera. Warto wspomnieć, że po drugiej stronie barykady na ławce rezerwowych zasiadł reprezentant Polski Mateusz Klich, który niestety z niej się nie podniósł przez całe spotkanie.

Obraz meczu w pierwszych minutach spotkania nie zapierał dech w piersiach. Mecz toczył się w szybkim tempie, wyrównanie z lekką przewagą na korzyść gospodarzy. Niestety żadna drużyna nie potrafiła sobie wypracować dogodnej okazji. W 11 minucie żółty kartonik otrzymał Ömer Toprak i mało brakowało aby trzy minuty później otrzymał kolejny za faul taktyczny popełniony po raz drugi na Karimie Matmourze, ale arbiter Guido Winkmann nie zdecydował się na wyrzucenie reprezentanta Turcji, co wywołało niezadowolenie w szeregach drużyny gości.

Pierwsza ciekawą sytuację Aptekarze wypracowali sobie w 19 minucie. Akcję zainicjował Sebastian Boenisch, który przełożył sobie piłkę na prawą nogę i precyzyjnym dośrodkowaniem znalazł Simona Rolfesa, a ten strzałem głową minimalnie przestrzelił. Kilka minut później swoją szanse miał młody Julian Brandt, jednak jego strzał z dystansu był chybiony o dobre kilka metrów.

W 31 minucie powinno być 1:0 dla Kaiserslautern i zapewne by było, gdyby Bayer nie miał w swoich szeregach Bernda Leno. Reprezentant niemieckiej młodzieżówki popisał się kapitalną robinsonadą po strzale z kilku metrów Alexandra Ringa, praktycznie z linii bramkowej wybijając futbolówkę końcówkami palców.

Do końca pierwszej części spotkania żadna z ekip nie potrafiła przechylić szali na swoją korzyść. Nie tyle pierwsza połowa rozczarowała, co postawa Bayeru Leverkusen. Drugoligowa drużyna walczyła jak równi z równym z ekipą bijącą się w Lidze Mistrzów. Roger Schmit musiał mieć sporo do powiedzenia w szatni swoim podopiecznym. Jego pierwszą decyzją było wprowadzenie Roberto Hilberta za słabo spisującego się Giulio Donatiego.

Druga połowa rozpoczęła się bardzo podobnie jak pierwsza. Szybkie tempo, dużo walki i zaangażowania, lecz brakowało sytuacji. Pierwsza okazja na strzelenie bramki miała miejsce dopiero w 63 minucie. Julian Brandt ładnym, podkręconym uderzeniem z 20 metrów starał się otworzyć wynik spotkania, jednak bardzo efektowną paradą wykazał się golkiper drużyny gości.

Z biegiem czasu rysowała się przewaga gospodarzy, stwarzając sobie coraz to kolejne okazje do strzelenia bramki. Najpierw w 73 minucie oglądaliśmy kopię sytuacji z Julianem Brandtem, tym razem autorstwa Karima Bellarabiego, lecz po raz kolejny Marius Müller pokazał swój nieprzeciętny talent bramkarski. Dwie minuty później zakotłowało się w polu karnym Kaiserslautern, lecz Ömer Toprak nie potrafił opanować piłki i skierować jej do bramki rywala.

W 77 minucie piłkarze gości postanowili pokazać, że nie interesuje ich doprowadzenie do dogrywki, tylko chcieli rozstrzygnąć losy spotkania w regulaminowym czasie gry. Karem Demirbay zdecydował się na piekielnie mocny strzał z dystansu, jednak futbolówka poleciała minimalnie nad poprzeczką bramki Leno. Minutę później przed kolejną okazją postawiony został Karim Bellarabi, lecz Müller w tym meczu dwoił się i troił w bramce gości.

W drugiej połowie piłkarze zarówno jednej, jak i drugiej drużyny nie mogli narzekać na brak sytuacji, jednak skuteczność była dzisiejszego wieczoru największą bolączką. Obie drużyny musiały się zmagać ze sobą przez kolejne 30 minut, gdyż regulaminowy czas gry nie przyniósł rozstrzygnięcia.

Najlepszą sytuację Aptekarze stworzyli sobie w 98 minucie, a w roli głównej wystąpił po raz kolejny Ömer Toprak. Środkowy obrońca zdecydował się na strzał z prostego podbicia z za szesnastki,  jednak futbolówka zatrzymała się na poprzeczce bramki gości.

Co się nie udało Toprakowi to udało się w końcu Hakanowi Calhanoglu. Piłkarze Bayeru Leverkusen potrzebowali aż 102 minuty, żeby w końcu pokonać bramkarza drugoligowego zespołu. Rzut wolny w okolicach pola karnego zawsze oznacza zagrożenie pod bramką przeciwnika, jeśli na boisku jest Turek. Tym razem nie było inaczej. Calhanoglu precyzyjnie przymierzył, piłka przeleciała nad murem i wpadła w sam narożnik bramki strzeżonej przez Mariusa Müllera.

Niedużo ponad 10 minut Aptekarze już całkowicie rozstrzygnęli losy spotkania. Najpierw Stefan Kiessling znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, jednak fatalnie spudłował, lecz minutę później w pełni zrekompensował kibicom tą niewykorzystaną sytuację. Wprowadzony w drugiej części spotkania snajper Leverkusen wykorzystał nieporozumienie między Orbanem, a Müllerem i zostało mu jedynie skierowanie piłki do pustej bramki.

Wynik już do końca meczu nie uległ zmianie i po męczącym spotkaniu to podopieczni Rogera Schmidta mogą się cieszyć z awansu do następnej rundy DFB Pokal.