BayArena
fot. www.bayer04.de

Trudno wyobrazić sobie Gonzalo Castro w innych barwach niż Bayeru. Piłkarz trafił do ekipy Aptekarzy w 1999 roku jako 12-latek i nie opuścił jej do tej pory ani na moment. Żaden transfer, żadne wypożyczenie. Zakręt w tej nieskomplikowanej karierze przyszedł jednak w najmniej oczekiwanym momencie.

Wydawałoby się, że Gonzo od zawsze i na zawsze pozostanie w Bayerze. Będzie legendą, symbolem, przykładem dla młodszych. Tak się składa jednak, że to właśnie od piłkarzy najbardziej zżytych z klubem oczekuje się zawsze więcej. Właściwie, ciekawe dlaczego – zostawiać zdrowie na boisku powinien każdy. Ale ocenia się inaczej. Ofiarą takiej oceny padł właśnie Castro. Nie w szatni, nie w gabinecie, nie ze strony kibiców, trenera, ani nawet mediów, a ze strony dyrektora sportowego, również symbolu klubu, Rudiego Vollera.

Konflikt nie pozostał w ścianach BayAreny. Nie był potrzebny nawet „kret”, by wydostał się na zewnątrz. Po raz kolejny z prezentem-niespodzianką dziennikarzom pospieszył Rudi. Pamiętacie zeszły sezon? Bild podał, że coraz gorzej dogaduje się duet trenerów Hyypia-Lewandowski, że prawdopodobnie ich współpraca nie będzie kontynuowana od kolejnego sezonu. Dyrektor sportowy nie zdementował, nie zostawił dyplomatycznej odpowiedzi, ale właściwie wszystko potwierdził. I to wtedy rozpoczął się mały kryzys (jedyny za czasów duetu trenerskiego) Bayeru.

Tym razem Rudi nie potrzebował haczyka, by zadowolić dziennikarzy, tylko sam wypalił, że Gonzalo Castro gra poniżej oczekiwań. Nie jest winna drużyna, nie jest winny trener, winny jest właśnie ten konkretny piłkarz, ikona klubu, z herbem Bayeru w sercu.

Na ripostę nie trzeba było czekać. Choć trzeba przyznać, że od momentu krytyki Rudiego, Castro faktycznie zaczął grać lepiej. Wiązałbym to też jednak ze zmianą trenera w analizowanym okresie, ale o tym później.

Gol z Borussią Dortmund, wymowny gest w kierunku… – no właśnie kogo? Media od razu napisały po meczu, że adresatem był Voller. Gdy opadły emocje pojawiły się głosy, że to w kierunku kibiców, którzy przez wcześniejsze tygodnie nie zawsze byli wyrozumiali dla piłkarzy. Niektórzy gest Castro interpretowali bardziej ogólnikowo – był on wymierzony po prostu w stronę krytyków.

Castro nie skomentował gestu, ale skomentował Voller, twierdząc, że było to zachowanie rodem z przedszkola. Piłkarz odpowiedział dopiero po tygodniu, w oświadczeniu na swoim fan page na Facebooku pisząc, że ma z dyrektorem sportowym dobre relacje, opierające się na wzajemnym szacunku, przyznając także, że jego forma w poprzednich tygodniach nie była najwyższa.

Oświadczenie jest o tyle kontrowersyjne, że wcześniej wiele mediów cytowało Castro, który miał powiedzieć, że czuje się kozłem ofiarnym, jedynym, który został skrytykowany za słabą postawę drużyny. Pojawiły się pierwsze informacje o tym, że piłkarz chce opuścić klub, pojawił się pierwszy klub, który jest nim zainteresowany, czyli Schalke.

Atmosferę tworzą jednak wyniki, a te poprawiły się diametralnie, gdy tylko na ławce pojawił Sascha Lewandowski. Drużyna odżyła, wrzuciła piąty bieg, a przede wszystkim zaczęła wygrywać. Zyskał też Castro, który wiosną w taktyce Hyypi grał bardzo schematycznie, przewidywalnie, nijako. Popełniał proste błędy – tracił piłki, grał niedokładnie. Nie stwarzał kolegom akcji, sam nie zagrażał bramce rywala. Wszystko zmieniło się jednak po krytyce Rudiego i po zmianie trenera.  Piłkarz, który w czerwcu skończy 27 lat, dostał więcej swobody na boisku, grał szybciej, kreatywniej. Nie były to mecze wybitne w jego wykonaniu, ale znacznie lepsze niż poprzednie z 2014 roku.

Ciągle jednak nie doczekaliśmy się deklaracji, że piłkarz pozostanie na BayArenie. Co więcej, w ostatnich dniach przemówił odważniej zawodnik. Porównując poniższe słowa z tymi w wydanym na Facebooku oświadczeniu, można przypuszczać, że wcześniej piłkarz chciał po prostu uspokoić atmosferę wokół drużyny, przed kluczowym meczem z Werderem. Pomocnik daje bowiem do zrozumienia, że w przyszłym sezonie możemy go naprawdę zobaczyć w koszulce innego klubu Bundesligi:

„Inni, którzy przyszli za więcej pieniędzy i nie byli lepsi, nie są krytykowani za podobną formę. Dlatego się sprzeciwiłem. […] Każdy piłkarz ma słabszy okres. To dla mnie bardzo rozczarowujące, że jestem jedynym winnym, gdy wszyscy graliśmy słabo. […] Uważam, że w innych klubach wychowankowie są darzeni większym szacunkiem. Na przykład w Monachium. […] Niemcy to moja ojczyzna. Stadiony, wsparcie kibiców, emocje – liga jest wspaniała. W czerwcu skończę 27 lat, mogę pograć jeszcze parę lat na najwyższym poziomie. I chciałbym to zrobić w Niemczech. […] Nie czuję przymusu, żeby uciekać. Nie mam też odczucia, że chcą się mnie pozbyć. Ale może przyjdzie kiedyś czas, żeby przeżyć coś innego.”

W najbliższych dniach (tygodniach) piłkarz ma przejść rozmowę z Vollerem, po której będzie wiedział więcej. Drużyna przechodzi obecnie dużą przebudowę. Klub żegna się z piłkarzami z zespołu rezerw, który przestanie istnieć; żegna się także (bądź nadal wypożycza) z tymi, którzy przebywali na wypożyczeniach. Żegna się także ze starszymi, bądź tymi, którzy nie odgrywali kluczowej roli w zakończonym niedawno sezonie. Trudno do tych kategorii przypisać Castro, który grał regularnie. Zdaje się jednak, że działania (pomysły) transferowe coraz bardziej osłabiają jego rolę w teamie nowego trenera, Rogera Schmidta.

Jeśli do klubu trafi bowiem Hakan Calhanoglu (bądź inny kosztowny ofensywny zawodnik) to opcje właściwie pozostaną dwie:
– Castro odchodzi z klubu, bo zwyczajnie zabraknie dla niego miejsca w drugiej linii,
– Castro wraca na pozycję, na której się wychował w Bayerze, czyli na prawą obronę.

Prawa obrona z Giulio Donatim, czy Roberto Hilbertem nie była mocnym punktem Bayeru. I nadal nie jest, jeśli klub zamierza poważnie w końcu powalczyć w europejskich pucharach. Pomysł z powrotem Castro do obrony może wydawać się nieco absurdalny, jednak to przecież tam piłkarz zwrócił na siebie niegdyś uwagę Realu Madryt, to na tej pozycji zadebiutował w Reprezentacji Niemiec, to na tej pozycji przez tak wiele lat nie miał jakiejkolwiek konkurencji w Bayerze, bo kolejni trenerzy ufali jego umiejętnościom.

Serial z konfliktem na linii Castro-Voller potrwa pewnie jeszcze z parę tygodni. Sądząc jednak po opiniach przede wszystkim kibiców, odejście zawodnika jest dla nich nie do przyjęcia. Czy piłkarz i zarząd, a także nowy trener wezmą to pod uwagę?

Martin Huć