BayArena
fot. www.bayer04.de

Obaj trafili do Bayeru jako zagraniczni zawodnicy z południa Europy. Obaj młodzi i występujący na prawej obronie. Przychodzili do Leverkusen z dużych klubów i wiązano z nimi spore nadzieje. Czy do listy podobieństw między Giulio Donatim a Danielem Carvajalem dojdzie niebawem fakt, że spędzili w Bundeslidze raptem jeden sezon?

Wszystkie wyżej wymienione podobieństwa sprawiły, że oczekiwania wobec postawy Giulio Donatiego były niezwykle wygórowane, gdy piłkarz przechodził z Interu Mediolan do zespołu Aptekarzy. Nazwa włoskiego klubu pozwalała sądzić, że mamy do czynienia z utalentowanym juniorem, mającym wkrótce rozkwitnąć, podobnie jak Carvajal, który w dość nieprzyjemnych okolicznościach odszedł z klubu (zaledwie kilka dni po deklaracji, że zostaje w Leverkusen, by pomóc drużynie w walce w Lidze Mistrzów).

Jednak Donati to nie taki znów junior (w momencie przyjścia do klubu miał 23 lata) i nie taki znowu piłkarz Interu. Owszem, trenował w tym klubie, ale od trzech lat grywał na wypożyczeniach. Nigdy nie dane mu było zagrać dla zespołu z Mediolanu w lidze; musiał się zadowolić jednym jedynym występem w krajowym pucharze. W sezonie 2010/11 trafił nawet całkiem nieźle – na wypożyczeniu w Lecce zaliczył swoje pierwsze mecze w Serie A. Łącznie było ich 14, z czego aż 10 w pierwszym składzie. Potem nastąpiły jednak dwa lata spędzone na grze w drugiej lidze. W Serie B Giulio najpierw występował jako piłkarz Padovy, by ostatni sezon przed przeprowadzką do Niemiec rozegrać dla drużyny US Grosseto.

Z kolei Dani Carvajal przybył na BayArenę jako „produkt” szkółki Realu Madryt. Inter puścił Donatiego wolną ręką, tymczasem Hiszpanie chcieli za wszelką cenę zapewnić sobie możliwość odkupu swego młodego talentu, gdyby ten znacząco rozwinął się nad Renem. Nic dziwnego – w końcu Real ma w Europie famę klubu, który odnośnie wychowanków podjął w przeszłości aż nazbyt mnóstwo pochopnych i głupich decyzji. Podejście byłych klubów do Donatiego i Carvajala to spora różnica między tymi dwoma prawymi obrońcami. Następną widać było już na boisku.

Jak na warunki Bayeru, Carvajal był piłkarzem zjawiskowym. Do dziś pamiętam szczególnie dwie jego indywidualne akcje. Pierwsza miała miejsce 20. października 2012 roku, gdy na BayArenę zawitał zespół Mainz (końcowy rezultat: 2-2). W 43. minucie Dani wywalczył piłkę na własnej połowie, efektowną ruletką zwiódł atakującego rywala i pognał przez całe boisko, po drodze wykonując podanie na prawe skrzydło do André Schürrle. Przyszły piłkarz Chelsea oddał futbolówkę Hiszpanowi, gdy ten był już pod linią końcową. Po fenomenalnym dośrodkowaniu Carvajala dzieła zniszczenia dokonał Stefan Kiessling, wyprowadzając Aptekarzy na prowadzenie 1-0.

Jeszcze bardziej spektakularną akcją dzisiejszy zawodnik Realu popisał się w meczu z Fortuną Düsseldorf (BayArena, 4. listopada 2012). W 65. minucie, przy stanie 2-1 dla Bayeru, z boiska po otrzymaniu czerwonej kartki wyleciał kapitan gospodarzy, Simon Rolfes. Z gestów i mimiki twarzy zawodników Fortuny wynikało jednoznacznie, że oto złapali wiatr w żagle i zamierzają na poważnie powalczyć o wyrównanie. Rzut wolny po faulu Rolfesa, wskutek którego zawodnik Bayeru udał się na przedwczesny odpoczynek, skończył się jednak dla przyjezdnych tragicznie. Po krótkiej wymianie podań jedno z zagrań w pole karne przejął Carvajal, który wyprowadził dynamiczny, jednoosobowy kontratak. W pogoń za Hiszpanem ruszył Axel Bellinghausen, jednak nie miał żadnych szans na dogonienie rywala. W ostatniej chwili, już w polu karnym Fortuny, Carvajal oddał piłkę do wbiegającego z prawej strony Gonzalo Castro, ten zaś pewnie pokonał Fabiana Giefera. Aptekarze ostatecznie wygrali 3-2, w czym duża zasługa właśnie tego indywidualnego zrywu.

Przywołując popisy tego piłkarza, nie sposób pominąć jego jedynej bramki dla Bayeru, zdobytej w wyjazdowym spotkaniu z TSG Hoffenheim. Carvajal poszedł na przebój prawym skrzydłem, wpadł w pole karne i strzałem z ostrego kąta pokonał bramkarza rywali.

Podobnych momentów brakuje Giulio Donatiemu. Jest zawodnikiem nieco bardziej topornym, brak mu takich przebłysków, wyszkolenia technicznego, czy po prostu szeroko pojętych umiejętności. Zaliczył całkiem solidny sezon, ale z drugiej strony nazbyt często przegrywał rywalizację o miejsce w składzie z przeciętnym Roberto Hilbertem. Nic dziwnego, że jedną z pozycji wymienianych jako konieczne do wzmocnienia w Bayerze jest prawa obrona.

Nie wszyscy jednak podzielają opinię o tym, że poprzedni sezon w wykonaniu Donatiego był może nie tyle nieudany, co przeciętny. Piłkarzem bowiem dość mocno zainteresowała się AS Roma, o czym mogliście przeczytać w jednym z ostatnich newsów. Przyszłość zawodnika ma się rozstrzygnąć po jego powrocie z urlopu.

Nie wydaje mi się, by przejście do drużyny wicemistrzów Włoch było dobrym posunięciem dla Giulio, nawet gdyby Bayer rzeczywiście wzmocnił prawą obronę solidnym zawodnikiem. Z dwojga złego lepsza bowiem ławka w Leverkusen, z której łatwiej byłoby mu się przedostać z powrotem na boisko, niż głęboka rezerwa w Romie, gdzie nie miałby większych widoków na wygranie rywalizacji z Maiconem. Donati mówi, że mógłby się od Brazylijczyka wiele nauczyć. Problem w tym, że zawodnik Bayeru nie jest już juniorem – w wieku 24 lat powinien być piłkarzem ukształtowanym, przedkładającym możliwość gry w pierwszym składzie ponad ewentualną naukę na treningach.

W ostatnim wywiadzie dla „La Gazzetta dello Sport” Giulio wypowiedział się również na temat możliwości gry dla reprezentacji Włoch. Piłkarz oznajmił, że czeka go jeszcze wiele pracy i jak najbardziej rozumie brak powołania na mundial – włoska kadra to zgrany zespół, do którego ciężko się wkomponować. Z pewnością byłoby mu łatwiej, gdyby w przyszłym sezonie udowodnił swoją prawdziwą klasę, stając się dla Rogera Schmidta piłkarzem pierwszego wyboru w kontekście obsady prawej obrony. Może nie na miarę Carvajala – ta poprzeczka została zawieszona zbyt wysoko.

Adrian Liput