BayArena
fot. www.bayer04.de

Sparingi to zazwyczaj marne zastępstwo trwającego sezonu. Wieje od nich nudą, a jedyną atrakcją jest możliwość zobaczenia w akcji zawodników, którzy w rozgrywkach ligowych będą permanentnymi rezerwowymi bez szans na występy. Największą irytację wzbudza we mnie to, że mecze towarzyskie rozgrywane przed sezonem generują co najwyżej pytania, nie odpowiedzi.

Po trzech sparingach (5-1 z Carl-Zeiss Jena, 6-0 z Lierse SK, 1-4 z Olympique Marsylia) żaden piłkarski mędrzec nie jest w stanie przewidzieć, czy szumne zapowiedzi o atrakcyjnym, ofensywnym futbolu, opartym na wysokim pressingu i szybkich, bezpośrednich podaniach zaraz po błyskawicznym odzyskaniu piłki, przełożą się nie tyle na postawę zespołu na boisku, co na wyniki w tabeli. Nie mamy pojęcia, czy uda nam się w ogóle zakwalifikować do Ligi Mistrzów, a jeśli tak, czy zawojujemy ją na podobieństwo sezonu 2001/02, czy wszystko potoczy się wedle obowiązującego od trzech lat scenariusza, w którym awansujemy z grupy, by następnie otrzymać nokautujący, podwójny cios w twarz zaraz po wystawieniu nosa za próg naprawdę wielkiej piłki.

Chcemy w każdym meczu w miarę możliwości dawać z siebie 100 procent. Nieważne, co zademonstruje przeciwnik – zapowiada Roger Schmidt. Po dwóch pogromach na start okresu przygotowawczego faktycznie, niektórzy co bardziej zapalczywi kibice SVB mogli domniemywać, że Bayer w lidze będzie kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa i stanie się drużyną na miarę walki o mistrzostwo. Mecz z Marsylią przyniósł tak potrzebne otrzeźwienie, szczególnie w kontekście kluczowych dla reszty sezonu spotkań w ostatniej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów.

Schmidt nie jest renomowanym, doświadczonym trenerem. Powtórzę utarty z poprzednich tekstów frazes: to człowiek-zagadka. Niby wprowadził świeżość, zmienił taktykę (z 4-3-3 czy zależnie od interpretacji 4-5-1 na 4-2-2-2), dokooptował Stefanowi Kiesslingowi partnera w linii ataku, chce grać do przodu i udało mu się takie rozwiązania zaimplementować w Salzburgu, ale… Klątwę niedoświadczonych szkoleniowców udało się przełamać w najnowszej historii Bayeru tylko Saschy Lewandowskiemu. Czy Schmidt pójdzie w jego ślady? Klub niesamowicie ułatwił mu sprawę ciekawymi transferami. Jeśli mu wyjdzie – wspaniale. Jeśli nie, jeśli znów przyjdzie typowa dla die Werkself jałowa wiosna… Lewandowski, o ile dostanie szansę, zapewne nie pozwoli, byśmy kończyli sezon ze zwieszonymi głowami.

Mecz z Marsylią skończył się dość stanowczym, trzybramkowym wynikiem, widziałem jednak pewne pozytywy w starciu z przedstawicielem Ligue 1. W pierwszej połowie, choć przegranej 0-1, to Bayer miał niewielką przewagę i to rzeczywiście Aptekarze rozdawali karty na boisku. Olympique ograniczał się do niemrawych kontrataków. Drużyna Schmidta chce jesienią być stroną dominującą, atakującą w starciach z ligowymi rywalami. Pierwsza połówka spotkania z Francuzami pokazała, że to możliwe. Choć z drugiej strony mecz toczył się do przerwy w żółwim tempie, typowym dla gier towarzyskich, więc ciężko uznać to za miarodajny obraz – kolejna kwestia, której sparing nie jest w stanie rozstrzygnąć.

Prawdziwe fajerwerki działy się na murawie po przerwie. I nie chodzi mi o trzy bramki dla rywali ani o honorowe trafienie Vladlena Yurchenki. Pal licho rzut karny dla Bayeru, niewykorzystany przez Roberto Hilberta, który niestety nie zdecydował się na powrót do Besiktasu Stambuł. Prawdziwym wydarzeniem był skład Aptekarzy w drugiej połowie, złożony głównie z młodych, obiecujących graczy.

W zeszłym sezonie czasem odnosiłem wrażenie, że Bayer sprowadza młodych na alibi, żeby podtrzymać wizerunek przyjaznego juniorom klubu. Chlubnym wyjątkiem okazał się Julian Brandt, ale i on miał w Leverkusen ciężkie początki. W zeszłym sezonie ani Stafylidis, ani Ryu, ani Öztunali, nie dostawali na tyle szans, byśmy mogli określić jednoznacznie, czy nadają się do tego zespołu, czy nie. I tu właśnie, w drugiej połowie meczu z Olympique, objawił się jedyny plus sparingów – możliwość podpatrzenia, czy wśród graczy nieopierzonych znajdzie się jakaś perełka, zdolna namieszać w klubowej kadrze.

Znalazła się. I to jaka. O tym, że Marc Brasnic to talent o wielkim potencjale, wiedzieliśmy wszyscy już od dawna. Talentów jednak w drużynach pokroju Bayeru nie brakuje, więc wcale nie wiadomo było, czy ten Brasnic jest na tyle dobry, by próbować go w pierwszej drużynie, czy też posłać w drugo- lub trzecioligowy niebyt na wypożyczenie.

Po meczu z Olympique mam ogromną nadzieję, że nie podzieli on losu Sameda Yesila, oddanego właściwie za grosze Liverpoolowi. Brasnic posiada umiejętność znalezienia sobie miejsca w polu karnym przeciwnika pomimo asysty obrońcy, wie, gdzie za chwilę otrzyma piłkę i potrafi zrobić użytek ze swojego uderzenia. Spotkania z francuską drużyną nie zwieńczył golem; zabrakło szczęścia. W kluczowym momencie jego strzał zablokował obrońca, a piłka spadła pod nogi Vladlena Yurchenki. Ukrainiec uderzył z pierwszej piłki i zapisał na swoim koncie trafienie w trzecim z kolei występie dla Aptekarzy. Imponujące osiągnięcie, nawet jeśli to tylko sparingi.

Aktywny był też Seung-Woo Ryu, który pomimo niskiego wzrostu pokusił się nawet o strzał głową, nabiegając na dalszy słupek po dośrodkowaniu Hilberta – nieszczęsnego Hilberta, który w trakcie meczu wykazywał problemy z szybkim powrotem po stracie piłki w ataku (jego skrzydłem Marsylia strzeliła bramkę na 2-1); który nie wiedzieć czemu podszedł do wykonania rzutu karnego i spartolił go na całej linii.

Niewątpliwie nasza defensywa wymaga wzmocnień. Fatalny występ zaliczył Roberto, jednak to, co w 77. minucie zrobił Sebastian Boenisch, zakrawało na kpinę. Podanie głową do bramkarza w stylu Toniego Kroosa z finału mistrzostw świata okazało się prezentem dla Morgana Amalfitano, który bez większego trudu w sytuacji sam na sam przelobował Bernda Leno. Po beznadziejnym występie w tym spotkaniu Hilbert i Boenisch powinni solidnie wziąć się za siebie, ponieważ w takiej dyspozycji nie nadają się nawet na rezerwowych.

Jak już napisałem, sparingi generują więcej pytań niż odpowiedzi. Wciąż nie wiemy, czy w nowym sezonie będziemy mieć obronę z prawdziwego zdarzenia (Spahic na mundialu do najpewniejszych defensorów nie należał), czy Roger Schmidt okaże się być trenerem, który poprowadzi drużynę do sukcesów i zapełni skromną półkę na trofea, czy będzie umiał wykorzystać potencjał Hakana Calhanoglu, czy piłkarze dostosują się do jego ofensywnej taktyki, czy Drmic zdoła wygryźć Kiesslinga ze składu i stać się jego godnym następcą, czy młodzi zawodnicy poczynią krok naprzód i wywalczą sobie miejsce przynajmniej na ławce rezerwowych. Dzisiejszy sparing z Lokomotivem z całą pewnością na żadne z tych pytań nie odpowie; pierwsze odpowiedzi uzyskamy dopiero w drugiej połowie sierpnia.

Adrian Liput