BayArena
fot. www.bayer04.de

Kibice wspierający drużynę od lat, delikatnie mówiąc, nie przepadają za tzw. „sezonowcami”, zlatującymi się do klubu jak muchy do miodu, gdy tylko wypatrzą w jej składzie swego rodaka lub gwiazdę futbolu. Ma się rozumieć, prawdziwą gwiazdę, taką, która straszy na sklepowych półkach z opakowań chipsów, występuje w reklamach adidasa/pepsi/innej korporacji o zasięgu międzynarodowym, którą widuje się na plakatach w piłkarskich magazynach dla najmłodszych fanów futbolu. A gdy już mamy gwiazdę futbolu i rodaka w jednej osobie, trybuny stadionu naszej drużyny przeżywają istny nalot sezonowców. Stroną, która najenergiczniej zaciera w tym momencie ręce, jest klubowy zarząd.

Heung-Min Son to dla Bayeru piłkarz-ideał. Nie dość, że generalnie utrzymuje wysoką formę, w dodatku dokłada do tego również bogatego sponsora ze swej ojczyzny i tabuny rodaków pielgrzymujących co kolejkę na BayArenę, tudzież inne stadiony Bundesligi, gdzie akurat klub z Leverkusen występuje. Ponadto w zespole o dość przeciętnej jak na ligową czołówkę kadrze jest jednym z nielicznych zawodników cieszących się renomą, tj. takim, którym od biedy mogliby się zainteresować rywale, z Bayernem Monachium na czele.

Wprawdzie Son zadeklarował, że nigdzie nie ma zamiaru odchodzić, ale Rudi Völler postanowił dmuchać na zimne i w przerwie między rundami ściągnął do klubu jego rodaka, Seung-Woo Ryu. 20-letni napastnik przybył na BayArenę otoczony famą wielkiego talentu, który nie może się doczekać, aż odpali na niemieckich boiskach.

Czy Ryu trafiłby do Bayeru, gdyby nie był Koreańczykiem? Ośmielam się wątpić, w końcu i w Niemczech nie brakuje młodych i świetnie rokujących na przyszłość piłkarzy. Leverkusen jednak konsekwentnie buduje swoją pozycję w Korei Południowej i nie powinno to dziwić, skoro póki co taka postawa przynosi nam same korzyści. Co więcej, nie mam zamiaru krytykować klubu za sprowadzanie Koreańczyków i ogólny pęd w tym kierunku (latem drużyna wybiera się do Seulu, by dołożyć kolejną cegiełkę do promowania Bayeru w odległym i bogatym zakątku świata).

Póki co jednak Ryu marnuje się tylko w nadreńskim klubie. Chciałoby się napisać, że okupuje miejsce na ławce rezerwowych, ale tak naprawdę pojawił się na niej na wiosnę raptem dwukrotnie. Raz wszedł nawet na boisko i zagrał całe siedem minut.

Skąd niechęć Samiego Hyypii do Seung-Woo? Otóż, zdaniem Fina, sprowadzony z FC Jeju United młodzieniec jest zbyt nerwowy i musi solidnie popracować nad opanowaniem na boisku, szczególnie w odniesieniu do konstruowanych przez zespół akcji ofensywnych.

Deklaracja dyplomatyczna, ale równie dobrze Sami mógłby powiedzieć Ryu wprost: w tym sezonie sobie nie pograsz. Wygląda na to, że Koreańczyk jest pomysłem zarządu na zdobywanie nowego terytorium, niekoniecznie pochwalanym przez klubowego szkoleniowca.

Ryu nie jest jednak transferem z przypadku. Po udanych występach na młodzieżowych mistrzostwach świata zwrócił na siebie uwagę Borussii Dortmund. W barwach Leverkusen zaliczył niezły okres przygotowawczy, to jego bramka w półfinałowym spotkaniu WinterCup z Dinamem Zagrzeb dała Aptekarzom awans do finału. Po tym turnieju Rudi Völler na łamach niemieckiej prasy zadeklarował, że młody talent z pewnością zostanie wykupiony.

Warto więc dać Ryu kolejne szanse, bo póki co wygląda na to, że opinia talentu jest do niego przypięta na siłę przez zarząd i jest u nas tylko po to, by wykreować Bayer na „koreański” klub i podtrzymać strumień kasy płynącej z Dalekiego Wschodu. Argumentami Hyypii nie wypada wzgardzić, ale z drugiej strony, gdzie zawodnik ma zdobywać boiskowe opanowanie, jak nie na boisku właśnie?

Wróćmy do tematu budowy wizerunku za granicą. Otóż wygląda na to, że zarząd ma plany nie tylko co do Korei Południowej. Zastanówmy się: jacy piłkarze są dla nas idealni z marketingowego punktu widzenia? Muszą być rozpoznawalni w swoim kraju, ale nie za drodzy, by nie przekraczać możliwości finansowych Bayeru. Ponadto muszą grać w swych reprezentacjach i stanowić o ich sile. Idealną ojczyzną takich zawodników jest kraj bogaty, w którym rośnie popularność futbolu.

Robbie Kruse to zawodnik pasujący jak ulał do powyższych wymogów. Zdobywca nagrody dla najlepszego piłkarza Australii w zeszłym roku, gracz ofensywny, a więc przyciągający oko przeciętnego kibica. Nadto reprezentant „Socceroos”, filar drużyny, która awansowała na tegoroczny mundial, co z pewnością przełoży się na zainteresowanie piłką w tym kraju.

Czy wobec tego dziwi fakt, że Bayer interesuje się pozyskaniem australijskiego golkipera z tamtejszej ligi?

Jak na razie jednak bliższą alternatywą dla koreańskich kibiców Sona (bo przecież nie Bayeru), mogą być sympatycy futbolu z Finlandii. Joel Pohjanpalo zdobył niedawno bramkę dla pierwszej reprezentacji swego kraju, co czyni z niego atrakcyjny kąsek dla klubowych speców od marketingu. Idąc tym tokiem, jedno z naszych letnich spotkań sparingowych, w którym rywalem będzie Celtic Glasgow (również posiadający w składzie fińskiego napastnika, Teemu Pukkiego), odbędzie się w Helsinkach. Pohjanpalo w najgorszym razie zasiądzie pewnie na ławce rezerwowych.

Ciekawe tylko, czy do tego spotkania dotrwa kolejny Fin w Leverkusen – Sami Hyypiä. Tak swoją drogą, patrząc na wiele jego ostatnich decyzji i nawiązując do wypowiedzi o Ryu – to kto tu jest bardziej nerwowy?

 

Adrian Liput