BayArena
fot. www.bayer04.de

„Przegląd Sportowy” w ostatnich dniach donosił, że sygnalizowane kilkukrotnie w ciągu minionych miesięcy zainteresowanie Arsene Wengera osobą Larsa Bendera wcale nie wygasło. Pojawiła się nawet konkretna kwota, którą Kanonierzy mieliby wyłożyć za pomocnika: 18 mln funtów.

Pytanie: czy trafia się nam (być może – sprawę póki co należy traktować jako plotkę) okazja do zarobienia na piłkarzu, który po dwóch świetnych sezonach w Leverkusen, okraszonych reprezentacyjnymi powołaniami i bramką w finałach Euro 2012, rozegrał kiepską rundę w barwach Aptekarzy? Czy raczej jest to sygnał dla szefostwa klubu, żeby zacisnąć pasa i odłożyć nieco grosza, aby mieć argumenty w rozmowach z Larsem, gdy sztab szkoleniowy będzie go przekonywał do pozostania w klubie?

Bender to niewątpliwie utalentowany piłkarz, wielokrotnie chwalony (niestety, raczej w dalszej niż bliższej przeszłości) za liczbę przebiegniętych kilometrów w meczu, za zaangażowanie i determinację. Dodajmy do tego kilka bramek w lidze – łącznie 13 w barwach Aptekarzy, odkąd trafił do klubu – a także wspomniany wcześniej statut reprezentanta Niemiec: rzecz w Bayerze raczej rzadka, a z punktu widzenia kibica klubu z Bundesligi prestiżowa, szczególnie że Wollscheid, Reinartz, czy wreszcie niedoceniany już podczas rozgrywania sezonu życia (2012/13) Stefan Kiessling raczej nie pojadą na mistrzostwa świata w Brazylii, zaś Sidney Sam spakuje walizki na turniej jako zawodnik Schalke.

Problemem Bendera jest jednak fakt, że w rundzie jesiennej był on daleki od reprezentacyjnej formy. Po wznowieniu rozgrywek na wiosnę strzelił wprawdzie gola w 4. minucie meczu z Freiburgiem, ale poza tym można go uznać za sztandarowe oblicze aktualnego kryzysu formy podopiecznych Samiego Hyypii. Uczciwie trzeba przyznać, że nie jedyne (ukłony w stronę Simona Rolfesa). To właśnie od gracza występującego w środku pola, od gwiazdy drużyny (przynajmniej jak na warunki Bayeru) należy wymagać szczególnego zaangażowania, najlepiej popartego zdolnościami przywódczymi. Tymczasem firmowym zagraniem Bendera, gdy ten dostaje futbolówkę jest krótkie podanie do tyłu. Owszem, czasem potrafi postraszyć mocnym i precyzyjnym strzałem z dystansu, ale to za mało.

Może więc trafi nam się niebawem idealna okazja, by pożegnać się z Larsem? Arsenal z pewnością znalazłby fundusze na zakup piłkarza: klub podpisał niedawno z Pumą wyjątkowo intratny kontrakt na dostawę sprzętu sportowego. Dzięki tej umowie Arsene Wenger mógłby w letnim okienku transferowym dysponować kwotą około 80 mln funtów na wzmocnienie swojego zespołu.

Temat transferu pomocnika nie wziął się znikąd; pojawiał się z mniejszą lub większą intensywnością na przestrzeni ostatnich miesięcy. To właśnie na podbudowie pogłosek o przenosinach Bendera do Londynu powstały plotki o możliwości załatania luki po Larsie Grzegorzem Krychowiakiem. Reprezentant Polski, aktualnie zawodnik francuskiego Reims, był jesienią obserwowany przez skautów Bayeru. Z kolei już w przerwie między rundami o transferze Krychowiaka do Leverkusen przekonany był redaktor tygodnika „Piłka Nożna”, Adam Godlewski (link!).

Być może coś jest na rzeczy, ale uważam, że – z całym szacunkiem dla umiejętności Krychowiaka – owszem, wzmocnień potrzebujemy, ale nie w środku pola, gdzie nawet nie licząc Bendera i mającego najwyraźniej najlepsze lata za sobą Simona Rolfesa, dysponujemy piłkarzami takimi jak: Gonzalo Castro, Emre Can, Stefan Reinartz, Levin Öztunali, Jens Hegeler. W długofalowej perspektywie należałoby uwzględnić również Dominika Kohra i Christopha Kramera, a więc piłkarzy pozostających na wypożyczeniu poza klubem.

O wiele bardziej paląca jest sytuacja na środku ataku. Stefan Kiessling to żywa legenda i mam nadzieję, że pozostanie w klubie do końca kariery. Jednak nawet król strzelców z poprzedniego sezonu nie oszuka metryki: Stefan zaczyna się robić nieco powolny, jakby ociężały. Zdobywanie bramek i samo wychodzenie na pozycję zaczynają przychodzić mu z coraz większym trudem. Jego następcami na szpicy mogliby być obecnie: Eren Derdiyok (fatalna runda jesienna; dopiero w wiosennym spotkaniu ze Stuttgartem udało mu się zdobyć pierwszą i jak na razie wciąż jedyną bramkę w tym sezonie), Arkadiusz Milik (nie może przebić się do pierwszego składu w Augsburgu), Aziz Bouhaddouz (najlepszy strzelec rezerw, ale brak mu doświadczenia w grze na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Niemczech), czy Joel Pohjanpalo (dopiero od niedawna trafia dla drugoligowego Aalen, gdzie gra na wypożyczeniu).

Trzeba przyznać, że lista alternatyw dla Kiessa nie jest imponująca. Najbliższe miesiące skauci Bayeru powinni zatem spędzić na poszukiwaniu możliwie jak najskuteczniejszego napastnika, który mógłby grać więcej niż ogony meczów. Zbytnie uzależnienie się od formy piłkarza mającego już trzydziestkę na karku może być na dłuższą metę strzałem w piętę.

Być może więc pieniądze z transferu Larsa dałyby możliwość zakupu klasowego atakującego? Albo środkowego obrońcy (szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, co również niemłody Emir Spahic zrobił przy dwóch pierwszych golach dla Wolfsburga w minioną sobotę), który wraz z Ömerem Toprakiem mógłby stworzyć skuteczny duet stoperów i pozbawić Bernda Leno etatu notorycznego ratownika naszych wyników?

Plotki mają jednak to do siebie, że raczej rzadko się spełniają. Ufając w skuteczność poszukiwań kolejnego napastnika, mam nadzieję, że Lars jednak zostanie w klubie, oczywiście wracając do dawnej dyspozycji, do której przyzwyczaił nas w poprzednich sezonach. Marzenia, owszem, ale co pozostało kibicowi Bayeru zważywszy na formę klubu w ostatnich trzech miesiącach…

 

Adrian Liput