BayArena
fot. www.bayer04.de

Dziecięce marzenie Larsa Bendera legło w gruzach. Utalentowany (choć nie zawsze to potwierdzający; szczególnie w ostatnim sezonie) pomocnik nie pojedzie na brazylijski mundial z powodu poważnej kontuzji prawego uda, która pozbawiła go gry na trzy miesiące.

Oznacza to nie tylko osłabienie reprezentacji Niemiec na zbliżającym się wielkimi krokami turnieju – w końcu w kadrze na pozycji defensywnego środkowego pomocnika brakuje Svena Bendera, Ilkaya Gündogana, do dyspozycji sprzed kontuzji na razie bezskutecznie wraca Sami Khedira – ale również problem dla klubu w kontekście walki o Ligę Mistrzów. Kwalifikacje dla Bayeru startują już w sierpniu i ciężko stwierdzić, czy Lars zdąży do tego czasu dojść do pełni zdrowia, nie wspominając już o formie sprzed kontuzji.

Czy brak Bendera należy postrzegać jako poważne osłabienie? Niekoniecznie, przecież środek pola to pozycja, na której mamy cały szereg mniej więcej równorzędnych poziomem zawodników. Simon Rolfes, Stefan Reinartz, Levin Öztunali, Emre Can (o ile pozostanie w klubie), Gonzalo Castro (podobna sytuacja, jak w wypadku Cana)… Bender oczywiście nadal wyróżnia się na tle większości z tych piłkarzy, niemniej jeśli chodzi o sezon 2013/14, Lars powinien oddać się ulubionemu zajęciu reprezentantów Polski: wyciąganiu wniosków.

Joachim Löw nadal jednak ufa środkowemu pomocnikowi, którego wprowadzał konsekwentnie do pierwszej reprezentacji. Lars swego czasu znany był z kolekcjonowania oficjalnych występów, które trwały kilka końcowych minut. To jednak przeszłość. Od tego czasu jego pozycja stale rośnie, a zainteresowanie Arsenalu Londyn sprawia, że piłkarz nie musi martwić się o PR – co jakiś czas pojawia się na łamach kolorowych pism o tematyce futbolowej.

Bender do reprezentacji niebawem wróci, gdy tylko poradzi sobie z urazem uda. To piłkarz o niebywałym potencjale i taka kontuzja z pewnością nie zahamuje jego kariery. Prawdziwą katastrofą – przynajmniej dla mnie – jest jednak fakt, że w niemieckiej kadrze na Mistrzostwa Świata, opartej tradycyjnie na graczach z Bundesligi, nie ma ani jednego (!!!) zawodnika z Leverkusen.

Dlaczego to takie ważne? Nie ukrywajmy, to kolejne pole do rywalizacji między klubami. Kadrowicz w składzie to prestiż, owszem, ale kilku, jak w przypadku Borussii Dortmund czy Bayernu Monachium? To potwierdzenie absolutnej dominacji. W szerokiej kadrze na mundial znalazło się miejsce dla zawodników takich drużyn jak Hannover, Hamburger SV (co zakrawa na śmieszność, biorąc pod uwagę, co w obecnym czasie prezentuje parodia dawnego HSV), Augsburg, czy nawet Hoffenheim. Aptekarzy w zestawieniu nie stwierdzono.

Owszem, w meczu z Polską zagrał Christoph Kramer, ale gracz ten wybił się występami w koszulce Borussii Mönchengladbach. Wychodzi na to, że dobry niemiecki piłkarz, marzący jednocześnie o grze w europejskich pucharach i reprezentacji innej niż młodzieżowa, powinien unikać Leverkusen jak ognia.

Wracając do niedawnego meczu z Polską: Löw potwierdził swe deklaracje co do tego, że jest kibicem klubu z Freiburga – wystarczy zerknąć na zestawienie niemieckiej defensywy. Idąc dalej, można wykazać, że są również kluby, za którymi reprezentacyjny opiekun nie przepada.

Jeśli ktoś uważa, że to zbyt pochopny wniosek, polecam przypomnienie sobie medialnej sagi o nieobecności w kadrze Stefana Kiesslinga. Król strzelców sezonu 2012/13, nieźle sobie radzący w następnym, występy reprezentacji Niemiec oglądał w telewizji. Löw miał swoich faworytów, a dobra forma Stefana i jego niebywała skuteczność nic dla niego nie znaczyły. Tłumaczenie, że w dzisiejszym futbolu nie ma już miejsca dla napastników wykańczających akcje głową jest po prostu żałosne.

Nie tak dawno Rudi Völler dziwił się publicznie Löwowi za brak powołania na mundial dla Bernda Leno, który przez dziennikarzy Kickera został wybrany najlepszym bramkarzem minionego sezonu. W porządku, rozumiem stawianie na Manuela Neuera, z pewnością znajdą się również obrońcy Romana Weidenfellera (choć moim zdaniem gdyby miał rywalizować z Leno w jednym klubie, szybko zacząłby się rozglądać za nowym pracodawcą), ale Ron-Robert Zieler? Ręce opadają.

Nasi czołowi niemieccy piłkarze, choćby prezentowali nie wiadomo jak dobrą dyspozycję, są pomijani przy ustalaniu składu kadry. Wychodzi na to, że po raz kolejny musimy pogodzić się z faktem bycia typowym kopciuszkiem ligowej czołówki.

Adrian Liput