BayArena
fot. www.bayer04.de

Hakan Calhanoglu jest blisko Bayeru Leverkusen, przynajmniej jeśli wierzyć słowom jego agenta, który wyklucza transfer młodego zawodnika HSV poza granice Niemiec. Do gry o Hakana włączył się Bayern, ale wszystko wskazuje na to, że będzie musiał obejść się smakiem. Priorytetem dla Calhanoglu ma być bowiem regularna gra, a tego mistrzowie Niemiec nie mogą mu zagwarantować.

Po dwóch tygodniach przerwy od jakichkolwiek informacji o futbolu pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po powrocie na stronę było stanowczo sformułowane pytanie sondy: „Czy Rudi Völler powinien pozostać dyrektorem sportowym Bayeru?” Chwila refleksji nad odpowiedzią była doprawdy krótka. Zaznaczyłem wariant „nie”.

W ostatnich tygodniach miałem doprawdy dość buńczucznych wypowiedzi Völlera oraz jego najczęściej nijakich transferów w każdym okienku, a już miarkę przebrały wieści o konflikcie z Gonzalo Castro. Oczywiście każdy członek zarządu czy sztabu trenerskiego ma prawo krytykować formę zawodnika, ale ważne, by czynił to po cichu, tak aby wszystko „zostało w rodzinie”. Bayerowi niepotrzebne są medialne przepychanki na linii zawodnik-trener czy zawodnik-zarząd. Tym bardziej, że ptaszki zaczęły w ostatnim czasie ćwierkać o odejściu Castro.

Abstrahując zupełnie od jego formy, Gonzalo to jeden z symboli klubu. Może nic konkretnego z drużyną w swojej karierze nie osiągnął, ale jego obecność w kadrze posiada ogromną wartość sentymentalną dla kibiców. Castro w tym sezonie nie grał najlepiej, w porządku, ale czemu to on ma być kozłem ofiarnym Völlera? Nie tylko ten piłkarz ma za sobą średnio udany sezon. Na szczęście wydaje się, że konflikt został zażegnany, a przynajmniej wyciszony, ponieważ od kilku dni poza pojedynczym artykułem Kölner Stadt Anzeiger, w którym pada teza, iż odejście Castro nie jest wykluczone, nie słychać żadnych konkretnych wieści o pozbyciu się pomocnika. A w kolejce po niego już ustawia się Schalke, które najwyraźniej w ostatnim czasie traktuje Bayer jak supermarket z okazjami.

Konflikt z Castro moim zdaniem obciąża Völlera, ale w ostatnich dniach dyrektor sportowy robi jednak wszystko, by zrehabilitować się w oczach kibiców. Transfer Drmicia odbił się głośnym echem nie tylko w Niemczech i chyba pozwolił uwierzyć fanom zespołu, że zarząd naprawdę chce uniknąć kolejnej kompromitacji w Lidze Mistrzów (zakładając optymistycznie, że do niej awansujemy). Mało tego, po wyciszeniu entuzjazmu związanego z możliwym pozyskaniem Calhanoglu, gdy do gry o Turka włączył się Bayern, niedawno znów odżyły nadzieje, że piłkarz stojącego jedną nogą w drugiej lidze HSV dołączy do die Werkself. Byłoby to więcej niż solidne wzmocnienie formacji ofensywnej. Agent piłkarza, Bektas Demirtas, sprawia wrażenie człowieka z głową na karku. Zamiast pchnąć podopiecznego do jak największego klubu, zamierza znaleźć dla niego drużynę, w której ten będzie mógł grać. Nic, tylko przyklasnąć. Zwłaszcza, że to my mielibyśmy być tą drużyną.

Wygląda więc na to, że w przyszłym sezonie Bayer będzie dysponował pokaźną siłą ognia w ataku. Kiessling, Drmic, Son, Brandt, Castro, Kruse, może Calhanoglu… Po raz pierwszy możemy mieć kłopoty bogactwa.

Pytanie zatem, kto opuści BayArenę, by zrobić miejsce piłkarzom stanowiącym dla nas wzmocnienie. Pierwszy w kolejce do odstrzału jest król zimowych sparingów (tak, to bezczelna ironia), Eren Derdiyok. Szwajcar najwyraźniej zapomniał jak się strzela bramki. Jedna na cały sezon to wyczyn nawet nie śmieszny, a po prostu żałosny. Dodając do tego fakt, że Derdiyok tani w utrzymaniu nie jest, jego wykup oznaczałby chwilowe zaćmienie trzeźwego postrzegania rzeczywistości przez zarząd. Tym bardziej, że w odwodzie znajdują się jeszcze wypożyczeni po raz kolejny napastnicy: Arek Milik i Joel Pohjanpalo.

Z tej dwójki nieco lepiej prezentuje się Polak, choć trzeba przyznać, że obaj są odlegli od gry w pierwszym składzie. Milik trafił do znacznie mocniejszego klubu niż Pohjanpalo, w dodatku Bayer wypożyczył go na rok, a nie dwa lata, jak Fina, co oznacza, że weryfikacja przydatności dla Aptekarzy przyjdzie znacznie szybciej.

Atak zatem już mamy, a jeśli Roger Schmidt rzeczywiście okaże się trenerem forsującym w Leverkusen ofensywny futbol, przyszły sezon może być dla nas bardzo ciekawy. Pytanie tylko, co z defensywą. Końcówka obecnego sezonu pokazała, że wystarczy absencja jednego, dwóch zawodników występujących na środku obrony i już zaczynają się kłopoty. Może więc powinniśmy rozejrzeć się za solidnym defensorem.

To jednak oczywiście wciąż gdybanie, gdyż ostateczny kształt zespołu będzie formował się w okienku transferowym. Po fatalnej serii w trakcie rundy wiosennej zarząd zapowiadał gruntowną przebudowę zespołu. W poniedziałkowe południe miłościwie panujący w Leverkusen Michael Schade powiedział jednak, że klub nie dostanie już więcej funduszy od Bayer AG – spółki matki. Czy oznacza to, że ewentualny zakup Calhanoglu miałby być ostatnim głośnym transferem Bayeru przed kolejnym sezonem? Oby nie. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a jak pokazują ostatnie dni, Aptekarze potrafią skupować jeśli nie gwiazdy, to przynajmniej młodych, utalentowanych zawodników, którzy gwiazdami futbolu dopiero będą. Czas pokaże, czy wreszcie Leverkusen stanie się drużyną, którą stać będzie na coś więcej, niż przeszkadzanie czołówce i wyjście z grupy Ligi Mistrzów.

Adrian Liput