BayArena
fot. www.bayer04.de

Przewodniczący zarządu Bayeru Leverkusen, Michael Schade, wypowiedział ostatnio słowa, które mogą krzepić. „Nie chcę Ligi Europy. Nie chcę, by zespół musiał grać na Uralu przy minus dwudziestu stopniach.” Ważna deklaracja, która – przy zapowiadanych inwestycjach w drużynę – może oznaczać, że wreszcie porzucamy dążenie do przeciętności.

Kibice obrazili się na piłkarzy, piłkarze boją się kibiców. W ostatnim meczu z Herthą przekazano za pomocą transparentów kilka słów, które rzeczywiście mogły zaboleć zawodników, akurat w tym spotkaniu dających z siebie wszystko. Brak dopingu osobiście mnie szokuje. Nie podzielam przywiązania do Samiego Hyypii. Owszem, lubię go, ale moja obecna sympatia jest kierowana w stronę byłego zawodnika klubu, a nie trenera, który i tak dostał za dużo czasu w momencie, gdy drużyna wpadła w dołek i nie potrafił jej z niego wyciągnąć, choć – jak sam utrzymywał – zasięgał pomocy i rady gdzie tylko się dało.

Już jutro członkowie zarządu z Rudim Völlerem na czele spotkają się z przedstawicielami kibiców. Tematów będzie pewnie sporo, bo prócz zarzutów fanów co do formy piłkarzy i zwolnienia Hyypii (które postrzegane jest jako obwołanie Fina jedynym winnym trudnej sytuacji Bayeru) wyjdzie pewnie znów temat szykanowania kibiców die Werkself przez francuską policję podczas wyjazdu na mecz Ligi Mistrzów z PSG; fani zarzucają zarządowi, że nie wstawiał się za nimi tak intensywnie, jak mógł. Cóż, może jednak zdemolowanie przez kibiców Aptekarzy stadionowej toalety sprawiło, że ciężko uważać przyjezdnych z Niemiec jako pokrzywdzonych w trakcie wyjazdu na spotkanie w Paryżu?

W przypadku podniesienia zarzutów o kiepską formę piłkarzy, Völler może zabłysnąć i wspomnieć o planowanej przebudowie zespołu. Kilku zawodników ma się pożegnać z drużyną i wcale nie chodzi jedynie o „zapchajdziury” wyjściowej jedenastki, ale również o piłkarzy, którzy mają wpływ na postawę drużyny.

W grę podobno wchodzi niebagatelna kwota 40 milionów euro. Starczy na zakup solidnych graczy, a jeśli rzeczywiście w Leverkusen dojdzie do pożegnania z piłkarzami, którzy już nic drużynie dać nie mogą i do wielkich sukcesów jej nie poprowadzą, może ona ulec zwiększeniu.

Kto znajduje się obecnie na wylocie? Ciężko stwierdzić, choć niemiecka prasa ma swoich faworytów. Latem wygasają kontrakty bramkarzy Andresa Palopa i Davida Yelldella, a także dwóch wypożyczonych piłkarzy z pola: Andresa Guardado oraz Erena Derdiyoka.

Palop ma już 40 lat i prawdopodobnie jest u schyłku bogatej kariery. Serwis fussballtransfers.com przewiduje, że Hiszpan ma ją zakończyć po sezonie. Biorąc pod uwagę, że odkąd zjawił się w Leverkusen nie zagrał w ani jednym oficjalnym spotkaniu w koszulce tego zespołu, byłby to – moim zdaniem – słuszny ruch. Tym bardziej, że golkiper, którego fani futbolu pamiętają głównie z występów w Valencii i FC Sevilla, najwyraźniej jest pogodzony z wysiadywaniem swego miejsca na ławce rezerwowych.

Yelldell bezdyskusyjnie nadaje się do zwolnienia. Zaliczył tylko jeden występ, odkąd w 2011 roku trafił do Bayeru z MSV Duisburg, w dodatku była to kompromitacja z Dynamem Dresden w Pucharze Niemiec. Można by wyrzucać mu brak ambicji w chęci do wygryzienia Bernda Leno… ale potem nadchodzi refleksja dotycząca potencjału urodzonego w Niemczech Amerykanina. W takim klubie jak Bayer jest za słaby nawet jak na rezerwowego. Ma dopiero 32 lata, nie tak znowu wiele jak na bramkarza, więc powinien sobie znaleźć jakiś klub, gdzie będzie mógł kontynuować karierę, którą po jej zakończeniu zainteresują się jedynie najgorliwsi statystycy futbolu.

Guardado miał być gwiazdą i posadzić na ławce Boenischa, tymczasem nawet gdyby nie był obecnie kontuzjowany, pewnie przegrałby z nim rywalizację o miejsce na lewej obronie. Sam Boenisch podobno również ma drżeć o posadę, ale zapewne zostanie. Po pierwsze, prawdopodobnie będzie tańszy w utrzymaniu niż Meksykanin. Po drugie, nie trzeba go wykupywać. Po trzecie wreszcie, już nie raz stawiano na nim krzyżyk, a gdy tylko czuł presję, potrafił nadrabiać ewidentne braki techniczne walecznością i determinacją do tego stopnia, że posyłał na ławkę rezerwowych takich zawodników jak Kadlec czy właśnie Guardado. W przyszłym sezonie na BayArenę trafi Wendell i kto wie, czy Brazylijczyk nie stanie się kolejnym impulsem dla Boenischa, by zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Można narzekać na polskiego obrońcę, bo nazbyt często zdarzają mu się paskudne błędy, ale nie da się nie docenić jego „woli przetrwania”.

W ten sposób docieramy do ostatniej pozycji na liście zawodników, którym wygasają po sezonie kontrakty z Bayerem. Niechaj przemówi statystyka – w tym sezonie Eren Derdiyok zdobył JEDNEGO gola dla Aptekarzy. „Król” zimowych sparingów, podczas których strzelał jak na zawołanie, po rozpoczęciu rundy wiosennej zdobył ważną bramkę ze Stuttgartem, dającą Bayerowi trzy punkty i spoczął na laurach. Nie ma absolutnie żadnego powodu, by nie odesłać go z powrotem do Hoffenheim, tym bardziej, że Bayer w ostatnich dniach zdaje się sondować rynek transferowy w poszukiwaniu napastnika, którego stać na coś więcej niż bycie wiecznie utalentowanym, wiecznie aspirującym do walki o miejsce w składzie, wiecznie… nieskutecznym.

Z tymi panami zatem wkrótce się pożegnamy (cień szansy na pozostanie może żywić Guardado, ale z racji kontuzji eliminującej go do końca obecnego sezonu, już nie będzie miał okazji zatrzeć marnego wrażenia z dotychczasowych spotkań). Kto jeszcze ma opuścić Leverkusen? Zdajmy się na prasowe plotki.

Podobno jednymi z kandydatów do odstrzału są prawi obrońcy: Roberto Hilbert i Giulio Donati. Pierwszy do drużyny już raczej nic nie wniesie. Niemniej Donati nie gra źle, więc jego nazwisko w tym kontekście może być pewną niespodzianką. Być może chodzi o miejsce, które trzeba zrobić Sebastianowi Jungowi z Eintrachtu Frankfurt (kolejna plotka).

Do tego zespół mogą opuścić Jens Hegeler, Simon Rolfes, Gonzalo Castro… Przy tym ostatnim nazwisku poczułem się, jakbym oberwał mocno w – z przeproszeniem – łeb. Napiszę to pod wpływem emocji, ale niech tam: nie wyobrażam sobie Castro w barwach innego klubu. I nie ja jeden, wystarczy poczytać opinie fanów w internecie. Nie wiem, jak z tym jest teraz, w końcu w Leverkusen sympatia do piłkarzy stała się już ponoć niemodna, ale jeszcze do niedawna z wypowiedzi wyławianych na facebooku czy twitterze wynikało jednoznacznie, że Castro jest zdaniem kibiców przyspawany do Bayeru. „Gonzo” to symbol klubu, ponadto fotografie z jego facebookowego fanpage zaświadczają, że jest nieoceniony jeśli chodzi o kreowanie atmosfery w szatni czy klubowym autokarze. Co do formy – może i stać go na więcej, ale jeszcze nie wypalił się w tym zespole.

Hegeler i Rolfes to typowi ligowi wyrobnicy. Jens okazał się takowym graczem po powrocie z wypożyczenia do Nürnberg i za wiele sobie nie pograł… Choć jego fantastyczna bramka z rzutu wolnego, dająca trzy punkty z Sociedad w fazie grupowej Ligi Mistrzów, zostanie w pamięci fanów Aptekarzy na długo. Ciężko jednak utrzymywać z tego powodu w kadrze kolejnego piłkarza do opłacenia, skoro generalnie jest on zaledwie rezerwowym.

Simon Rolfes ostatnio coraz częściej rozpoczyna mecze na ławce i pomimo całkiem niezłego sezonu, ze spotkania na spotkanie coraz bardziej uwidaczniają się jego wady, z niezgrabnymi przyjęciami piłki na czele. Rzadko już popisuje się fantastycznymi prostopadłymi zagraniami ze środka pola. Pomału popada w przeciętność i wygląda na to, że nie jest już w stanie dać klubowi tyle, co młodsi od niego zawodnicy.

W letnim oknie transferowym czeka nas zatem sporo emocji. Czterdzieści milionów euro w kieszeni zaostrza apetyt na naprawdę głośne nazwiska… A z drugiej strony najbliższe miesiące będą czasem bolesnych rozstań i sentymentalnych wspominek. Oby nie bolało za mocno.

Adrian Liput