BayArena
fot. www.bayer04.de

W ostatnich dniach Rudi Völler nie ma lekko. Niefortunna wypowiedź pod adresem sędziego meczu z HSV, Bastiana Dankerta, wywołała zainteresowanie komisji kontrolnej DFB. Po wspomnianym spotkaniu zmuszony był zwolnić człowieka, którego sam w swoim czasie namawiał do objęcia stanowiska pierwszego trenera Bayeru. Kibice coraz usilniej krytykują jego politykę transferową, dziennikarze dopatrują się braku logiki w poczynaniach, zaś na domiar wszystkiego wstydliwa klauzula dotycząca kontraktu Samiego Hyypii wypłynęła do publicznej wiadomości.

Zacznijmy od końca wyliczanki. Ciężko winić zarząd za umieszczenie w kontrakcie z nowym, niedoświadczonym trenerem klauzuli, wedle której po roku „okresu próbnego” klub miałby się znajdować w ścisłej czołówce tabeli. To nawet wskazane posunięcie. Tylko dlaczego w razie zerwania kontraktu z Hyypią mamy nadal płacić mu pensję? Dlaczego kibice mają wybierać, czy wspierać drużynę w jej walce o Ligę Mistrzów, czy raczej cieszyć się z piątego miejsca, które będzie oznaczać, że duch Samiego Hyypii nie będzie wysysał pieniędzy z klubowego budżetu do czerwca 2015 roku?

Oczywiście zawarty powyżej dylemat tak naprawdę nie istnieje; opcja z Ligą Mistrzów byłaby dla Bayeru najlepsza, a strumień pieniędzy płynący z faktu uczestniczenia w tych rozgrywkach z pewnością pozwoli zaspokoić potrzeby Fina, który zapewne w najbliższych tygodniach będzie mocno ściskał kciuki za zespół Saschy Lewandowskiego. W końcu kto by nie chciał być w sytuacji, gdy były pracodawca przez rok płaci mu te same pieniądze, jakie inkasował w nerwowych, stresujących warunkach?

Tak właściwie to wychodzi na to, że Hyypię zwolnił nie Völler, a Bastian Dankert. Gdyby bowiem Bayer wywiózł punkty z Hamburga, fiński trener kupiłby sobie przynajmniej tydzień spokoju. Dziennikarze Kölner Stadt Anzeiger zapytali dyrektora sportowego Aptekarzy, czy zwolnił Fina z powodu – ujmijmy to delikatnie – kontrowersyjnych decyzji arbitra.

– Nie, naturalnie, że nie – odpowiedział Rudi.

Powołując się na dzisiejszy artykuł we wspomnianej gazecie: jeśli sędzia podyktowałby rzut karny dla Bayeru, klub wygrałby spotkanie (tak stwierdził sam Völler). Gdyby zaś Bayer wygrał, Hyypiä zachowałby stanowisko. Tak więc jasnym jest, że dyrektor sportowy z Leverkusen zwolnił trenera przez mecz, który – jego zdaniem – został przegrany tylko i wyłącznie z powodu od Fina niezależnego!

Nic w wypowiedziach Rudiego z ostatnich dni nie trzyma się kupy. Jedna z ważniejszych postaci w klubie, legenda niemieckiego futbolu, wieloletni dyrektor sportowy zaczyna się gubić, jego poczynania są chaotyczne. Już zresztą sama wypowiedź dla Sport1-Doppelpass po meczu z HSV mogła zaskoczyć. Bohater dzisiejszego artykułu był zawsze człowiekiem podchodzącym na trzeźwo, z dystansem do rozmaitych spraw związanych z klubem. Tymczasem w ostrych słowach zaatakował sędziego.

Nie ukrywajmy, Dankert spartaczył robotę i po spotkaniu w Hamburgu powinien posypać głowę popiołem. Radykalnie co do pracy arbitra po meczu może wypowiadać się jednak kibic, a nie klubowy oficjel. Szczególny niesmak wzbudziły aluzje, jakoby Dankert faworyzował gospodarzy, był ich „trzynastym zawodnikiem” (ciekawe swoją drogą, kogo Rudi uważa za dwunastego). Przystoi to jednemu z członków zarządu klubu, który w tym sezonie dzięki wiel-błądowi innego sędziego wywiózł dwa dodatkowe punkty z Sinsheim?

Nawet kibice Bayeru, dotąd stojący murem za legendarnym byłym zawodnikiem klubu i niemieckiej reprezentacji, zaczynają coraz śmielej krytykować pracę Völlera jako dyrektora sportowego. Wielu z nich winą za kiepskie wyniki w ostatnich tygodniach obarcza nie tyle Hyypię, co właśnie człowieka odpowiedzialnego za pozyskiwanie nowych piłkarzy.

Politykę transferową klubu krytykowałem już kilkukrotnie, więc nie będę do znudzenia powtarzał wciąż tych samych zarzutów. Jedno jest pewne – od kilku sezonów Bayer z roku na rok dysponuje coraz mniejszą siłą uderzeniową. Piłkarze przychodzący do klubu, by zastąpić odchodzące gwiazdy, są ledwie cieniem swych poprzedników. (Tak, Son również. Moim zdaniem do poziomu Schürrle wciąż sporo mu brakuje, a od zdobytych w tym sezonie bramek wypadałoby odjąć Koreańczykowi liczbę zmarnowanych stuprocentowych sytuacji.)

Na klubowym forum zaczynają podnosić się głosy, że może to nie trenera należy zmienić, a dyrektora sportowego. Póki co to tylko radykalne opinie fanów, ale… Jeśli Völler się nie „ogarnie”, nie wzmocni solidnie zespołu w przyszłym sezonie, nadal będzie sprawiał wrażenie oderwanego od rzeczywistości, bądź pluł jadem, jak w wywiadach sprzed kilku dni, po jakimś czasie coś, co dziś wydaje się tematem z kosmosu – jego zwolnienie – może okazać się smutną koniecznością.

Adrian Liput