BayArena
fot. www.bayer04.de

Schaaf, Weinzierl, Schmidt, Veh, Tuchel, Schuster… Oto nazwiska pojawiające się w kontekście typowania następcy Samiego Hyypii. Media, jak należało się spodziewać, prześcigają się w serwowaniu kibicom kandydatów, po kilku dniach przychodzi zaś brutalna weryfikacja rozbudzonych przedwcześnie nadziei…

Niedawno w jednym z artykułów zamieszczonych na express.de szef wszystkich szefów w klubie z Leverkusen, Michael Schade, zakomunikował jednoznacznie, że Lewandowski jako pierwszy trener drużyny to rozwiązanie tymczasowe, tylko do końca sezonu. Z kolei niemiecki trener podobno jest niebywale usatysfakcjonowany pracą w charakterze koordynatora drużyn juniorskich i jako taki przedłużył kontrakt z klubem.

Pomysł na temat do kolejnego odcinka cyklu przychodzi mi zazwyczaj w momencie, gdy zasiadam przed klawiaturą. Tym razem było inaczej, ponieważ już po niedzielnym meczu wiedziałem, że tematem będzie Sascha Lewandowski jako trener Bayeru. I nie do końca sezonu, a na czas bliżej nieokreślony.

Co na to Lewandowski? Wedle docierających w ostatnich dniach pogłosek podobno chciałby, ale… boi się, czy „ogarnie” szatnię. Jest trenerem młodym, bez piłkarskiego doświadczenia. Gdy pracował w klubie z Samim Hyypią, autorytet wśród piłkarzy posiadał były gracz FC Liverpool i Bayeru, co miało o tyle duże znaczenie, że kilku piłkarzy z klubowej „starszyzny” Hyypiä już znał, ponieważ grywał z nimi jako piłkarz – i to nie byle jaki.

Póki co brak doświadczenia i dokonań na boisku nie wpływa na wyniki drużyny Lewandowskiego. Za ustawianie piłkarzy do pionu odpowiedzialny jest Peter Hyballa, aktualny asystent trenera, już obwołany przez prasę w Niemczech specem od motywowania. Sam Lewandowski jednak też w trakcie meczu nie siedzi cicho jak mysz pod miotłą. Zamiast przebierać językiem przed kamerami jak poprzednik, przypominający bardziej neutralnego widza, niż stronę w piłkarskim pojedynku, Sascha lubi brać udział w meczu, pokrzykiwać do piłkarzy, przekazywać im polecenia. Kibic czuje się bezpieczniej, bo wie, że na ławce siedzi ktoś, kto wysila się jak może, żeby drużyna odniosła dobry wynik.

Ewidentne zaślepienie szefów Bayeru wytknął im dziś Kicker, a w chwilę później express.de. Również w naszej sondzie, w której możecie wybrać swojego ulubionego kandydata na przyszłego trenera klubu, Sascha Lewandowski na tę chwilę prowadzi z prawie jedną trzecią ogółu głosów. I ciężko się dziwić. Z marszu ogarnął pogorzelisko po kadencji Hyypii i na jego miejscu zaczął mozolną odbudowę. W meczu z Nürnberg potrafił tak ustawić drużynę, żeby nie musiała już grać atakiem pozycyjnym, a z kontrataku, jak potrafi najlepiej. Efektem było drugie z rzędu zwycięstwo. Odkąd Lewandowski jest trenerem, prowadził Bayer do zwycięstwa w siedmiu ostatnich meczach. Od dziesięciu spotkań na trenerskiej ławce nie zaznał goryczy porażki.

Jego ogólny bilans wygląda następująco: 42 mecze, 25 zwycięstw, 10 remisów, 7 porażek. W zeszłym sezonie na wiosnę też mieliśmy kryzys, ale pożar został szybko ugaszony. Rok później Lewandowskiego na ławce nie było i po wizji Hyypii pozostały zgliszcza. Na szczęście w porę zjawił się trener o swojsko brzmiącym nazwisku; pozostając w metaforach przy tematyce pożarniczej, etatowy strażak Bayeru.

Do tej pory wydawało się, że Aptekarzy powinien prowadzić ktoś możliwie jak najbardziej podobny do Juppa Heynckesa: sędziwy trener, który z niejednego pieca chleb jadł, odnosił już sukcesy (jako trener i jako zawodnik), do tego potrafi trzymać piłkarzy w ryzach. Ci, którzy nie pasowali do tego opisu, nie radzili sobie i opuszczali przedwcześnie BayArenę po serii kiepskich wyników. Lewandowski zdaje się jednak nie przejmować klątwą trenerów bez większego doświadczenia. Choć wstępnie typowałem najpierw Schaafa, a potem Schustera, teraz uderzam się w pierś: to Lewandowski powinien w następnym sezonie trenować Bayer.

Aż do niedzielnego meczu przyjmowałem za pewnik, że Sascha po sezonie wróci do swej poprzedniej pracy z juniorami. Utrzymywał nas w tym zarząd, a także prasa, podsuwająca kibicom kolejne nazwiska w medialnym cyrku przed oficjalnym namaszczeniem kolejnego szkoleniowca. Dziś ta sama prasa coraz częściej zaczyna przebąkiwać, że Bayer szuka trenera, podczas gdy… nie musi. Klub zachowuje się jak bajkowy pan Hilary, który szuka okularów, podczas gdy cały czas ma je na nosie.

Adrian Liput